Przeskocz i dowiedz się

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 10. Wspomnienia

Szkoła

Mamy za sobą pierwszy tydzień szkoły, a ja nadal piszę! Szok bo myślałam, że z jakiegoś powodu przestanę. Dobra jak zawsze pragnę waszych komów, waszego zdania na temat tego bloga, opowiadania, no weźcie klawiaturka nie gryzie :D
Przechodząc do rzeczy, zapraszam :D :D


Wspomnienia

Angelo leżał z zamkniętymi oczami w pokoju brata. Chłopakiem wstrząsał szloch, a w jego głowie kłębiły się obrazy ukochanej dziewczyny. Pięknej Klaudii o złotych oczach, dziewczyny o cudownym uśmiechu, który sprawiał, że nawet najbardziej szary dzień był pełen słońca.
Diabeł wziął głęboki oddech.
-Prawie zawsze się uśmiechał. -Szepnął pozwalając aby zawładnęły nim wspomnienia. -Musiałem ją zostawić, mogła jej się stać krzywd gdybym został. Gdy wróciłem była w rozsypce. Wyglądała jak wrak. -Zaciśnięta dłoń Diabła przywarła do klatki piersiowej. -Przepraszałem ją, błagałem i mi wybaczyła. Znów była taka radosna i uśmiechnięta.
Kalayo oparł głowę na ramieniu zamyślonego brata.
-Jak wyglądała? -Zapytał cicho.
-Miała cudowne kasztanowe włosy. Nie były ani proste, ani kręcone. Były idealne. Jej usta były cudownie różowe i pełne. W złotych oczach zawsze lśniły białe nitki, tak cienkie, że widać je było tylko jak stykały się nasze nosy. -Po policzku Angela spłynęła łza. -Miała mały, słodko zadarty nosek i wiecznie zarumienione policzki.
-Fajną mogłem mieć siostrę. -Westchnął młody Żywiołak zamykając oczy. -Ale z czasem przecież by się zestarzała, pomarszczyła i była by jak rodzynek.
-Nie prawda. -Angelo otarł policzki i spokojniejszy położył się na plecach rozprostowując kończyny. -Może nie wiesz, ale nie jesteśmy tacy jak ludzie.
Kalayo zmarszczył brwi prostując się.
-Jak to? -Podrapał się po głowie. -Tak samo rośniemy i żyjemy ileś tam lat.
-Czy ty w ogóle czytasz coś innego niż powieści przygodowe Ziemskich autorów?
Kalayo pokręcił głową z szerokim uśmiechem.
-Po co? Nawet nie wiem o czym miałbym czytać, nasze książki są nudne.
Diabeł pokręcił głową patrząc na brata z dezaprobatą.
-To kształci. -Oczy chłopaka zaszły mgłą. -Pamiętam jak próbowała mnie przekonać do tych romansideł, tego chłamu którym tak się zachwycasz. Wydaje mi się jakby to było wczoraj.
Żywiołak przechylił zaciekawiony głowę, ale nie miał odwagi zadać pytania. Twarz Angela była zbyt smutna.
-Ale nie o tym rozmawialiśmy. -Szkarłat w oczach Diabła był znów zabójczo intensywny. -Rozmawialiśmy o tym jak się starzeją osoby z naszego świata.
-Tak, ale jak chcesz to opowiedz o tych jej książkach.
-Na dole jest biblioteka. -Powiedział bez emocji. -Wracając. Ludzie starzeją się wraz z upływem lat, u nas to wygląda trochę inaczej. -Zaciekawiony Kalayo spojrzał prosto w szkarłatne oczy brata. -Nasze ciało starzeje się do dwudziestego piątego roku życia. Potem wygląd nam się nie zmienia. Różnice widać tylko w oczach.
-Nie rozumiem. To nie ma sensu!
Diabeł uśmiechnął się lekko.
-Nie denerwuj się. -Angelo przeciągnął się. -Lata temu zanim to wszystko się zaczęło...
-Co wszystko?
-Eh... -Westchnął. -Może daj mi chociaż coś powiedzieć.
-Mów. -Kalayo zaplótł ręce na klatce piersiowej. -Słucham.
Jednak Angelo się nie odezwał. Był jakby nieobecny. Żywiołak szturchnął brata w ramie.
-Mi opowiadała o tym Klaudia. Nie dlatego, że nie wiedziałem, chciałem słuchać jej głosu. Opowiadała to z pasją, z tak wielkim zaangażowaniem, że wydawało mi się jakby opowiadała coś co przeżyła. -Zamknął oczy pochłonięty wspomnieniami. -Miała wtedy takie błyszczące oczy.

Opowieść Klaudii

-Opowiedz mi o czymś. -Angelo spojrzał w złote oczy Anielicy leżącej tuż obok.
-Ale o czym? -Zapytała zamyślona. -Pewnie znasz wszystkie legendy i bajki.
-Możliwe. -Z uśmiechem zawinął sobie kosmyk jej włosów na palcu. -Jednak lubię twój głos. opowiedz mi o początku.
Dziewczyna uśmiechnęła się siadając.
-Mam warunek. -Uśmiechnęła się zawadiacko. -Opowiesz mi coś o sobie.
Żywiołak skrzywił się lekko.
-Nieee. -Jęknął odgarniając jej włosy z twarzy. -Za dużo wymagasz.
Klaudia nabrała powietrza w usta wydymając policzki. Zaplotła ręce na piersiach i odwróciła głowę do tyłu.
-Obraziłaś się? -Zapytał siadając. -Przecież możesz wymyślić coś innego.
Pokręciła głową dalej na niego nie patrząc.
-Czyli. -Zaczął kładąc dłonie na jej szczupłych ramionach. -Obraziłaś się, ponieważ nie che uraczyć cię historią o opuszczonym dziecku z problemami? -Pocałował ją w kark. -A może nie chcesz mi opowiedzieć o początku naszego świata?
Klaudia wypuściła powietrze z ust i spojrzała w szkarłatne tęczówki rozmówcy.
-Dlaczego jesteś taki poważny? -Zapytała marszcząc nos. -Nie możesz być sobą?
-I tu jest problem. -Szepnął wodząc kciukiem po jej delikatnej dłoni. -Taki właśnie jestem. Poważny.
Dziewczyna nachyliła się i pocałowała go delikatnie w usta.
-A może cię zmienię? -Zapytała całując go w nos. -Może znajdę klucz do twojej duszy?
-Na pewno. -Uśmiechnął się lekko. -To może inaczej. Ty mi opowiesz co masz opowiedzieć, a ja odpowiem na kilka twoich pytań.
Anielica zmarszczyła czoło. Nie wiedziała o co może go zapytać, aby się nie zamknął w sobie. Chciała, żeby z nią rozmawiał, żeby został już na zawsze. 
-Dobrze. -Powiedziała odwzajemniając uśmiech. -Ale chodźmy do domu, zaczyna się robić chłodno.
Na twarzy Żywiołaka wykwitł szeroki uśmiech. Przyciągnął do siebie Klaudię i pocałował ją w czubek głowy.
-Ufasz mi? -Zapytał z nosem w jej włosach.
Niepewnie kiwnęła głową. Po chwili poczuła na ramionach przyjemne ciepło. Spojrzała na prawe ramie i zamarła. Po jej rozchodziły się maleńkie płomyczki, które łącząc się tworzyły delikatny, ciepły materiał. Był to taki płonący koc.
-Jak? -Zapytała podziwiając arcydzieło.
-Dar. -Odpowiedział całując ją delikatnie w szyję. -Potrafię dowolnie kształtować płomienie.
Dziewczyna oparła głowę o tors Żywiołaka i zamknęła oczy.
-Dawno temu. Zanim pojawili się Pierwsi walczyło ze sobą Światło i Ciemność. -Zaczęła cicho. -Po wielu latach tej bezsensownej walki ze Światła wyłonił się Anioł. Była to kobieta o doskonałych rysach twarzy, złocistych włosach i błękitnych oczach. Z jej pleców wyrastały ogromne, białe jak mleko skrzydła. Kobieta była naga, a w blasku z jakiego się wyłoniła jej skóra lśniła niczym najszlachetniejszy diament.
Aby dorównać Światłu, Ciemność również pozwoliła, aby z niej wystąpiła jakaś postać. Anielica przyglądała się Ciemności, aż z jej wnętrza wyszła kobieta o białej, wręcz przezroczystej skórze. Kobieta uśmiechała się do Anielicy, a jej czarne czy błyszczały, odbijając blask bijący ze Światłości. Demonica miała czarne jak noc włosy, długi, wężowy ogon wijący się pomiędzy nogami. Jej nogi były zakończone kopytami, ale nie porastała ich żadna sierść, żadne włosy. Palce miała zakończone krótkimi, ostrymi jak brzytwy pazurami, a z je łopatek wyrastały ogromne, bordowe skrzydła podobne do ogromnej błony łączącej ręce i nogi.
Przez setki lat, pomiędzy Ciemnością i Światłem toczyła się wojna. Jednak Anielica postanowiła zakończyć ten bezsensowny spór. W głębi serca wierzyła, że ona została wysłana poza Światło, aby załagodzić stosunki z Ciemnością.
Anielica wyciągnęła rękę w stronę przedstawicielki Ciemności, ale tamta ją zignorowała. Zawiedziona opuściła rękę, lecz z jej twarzy nie znikał przyjazny uśmiech, miała cel i chciała go spełnić.
-Mam dość. -Syknęła Demonica. -Ta walka nikomu nie służy.
Anielica odgarnęła z twarzy kosmyk włosów, była zaskoczona.
-Masz racje. -Jej dźwięczny głos poniósł się w przestrzeni oddzielającej Światło i Ciemność. -Możemy zawrzeć rozejm.
Demonica prychnęła owijając sobie wężowy ogon wokół tali.
-Rozejm? -W jej czarnych oczach pojawiły się gniewne płomienie. -JA?! ROZEJM?! Z TOBĄ?! -Krzyknęła patrząc w oczy rozmówczyni. -Z jakiej racji?
-Sama powiedziałaś, że walka nam nie służy. -Przypomniała spokojnie. -Możemy przecież dojść do porozumienia.
-NIE!
Szatynka jednym machnięciem skrzydeł znalazła się przy Anielicy. Chwyciła ją za gardło i zacisnęła rękę. Jej pazury wbiły się w delikatną skórę blondynki, a po przezroczystych palcach spłynęła szkarłatna krew.
-Przegrałam? -Zapytała spokojne blondynka. Z jej ust wyciekła stróżka krwi.
Demonica wyszczerzyła zęby w szyderczym uśmiechu, to było zbyt łatwe. Pragnęła oporu, którego nie napotkała.
-Nadal chcesz tego swojego rozejmu? -Anielica ledwie kiwnęła głową. -Ale...
Z dłoni blondynki wystrzeliły złote promienie, owinęły się woków rąk szatynki i odsunęły ją. Ranki na szyi Anielicy zagoiły się, a promienie znikły.
-Jak widzisz, możemy się porozumieć. -Powiedziała spokojnie. -Mam na imię Ageria, a ty?
-Vitala. -Odparła niechętnie. -Co proponujesz?
W tym momencie dwie, nienawidzące się od lat postacie zawarły pakt.
Światło i Ciemność przez lata obserwowały Ziemię szukając pomysłu na zrealizowanie postanowień paktu. Wiele rzeczy w Ludzkim życiu było dla nich niezrozumiałe, jednak największym problemem okazała się śmierć. Wspólnie postanowiły stworzy nowy, lepszy świat. Jednak Ciemność chciała aby było trudniej niż na początku planowały. Po złączeniu mocy Ageri i Vitali powstała jedna mała wysepka. Nie było na niej nic. Zwykła szara wysepka. Vitala chcąc zrobić nazłość Anielicy stworzyła dziesięć portali. Rozmieściła je na tej maleńkiej wysepce aby ludzie mogli znaleźć to puste miejsce. Wiecznie spokojna Ageria tylko się uśmiechnęła. Pozwoliła, aby Moc którą w sobie miała wypłynęła. Dzięki tej Mocy wysepka rozrosła się tworząc ogromną przestrzeń, czekającą jedynie na mieszkańców. Vitali spodobał się ten pomysły, ale czegoś jej było brak. Wyciągnęła rękę w górę, w stronę Ciemności, z której uformowała wielki miecz. Demonica zamknęła oczy i zaczęła wymachiwać ostrzem. Dzięki temu podzieliła twór Ageri na wiele fragmentów różnej wielkości.
Kobiety przyjrzały się swemu dziełu, a następnie zerknęły na Ziemię.
-Tak nie będzie! -Krzyknęła wzburzona Demonica.
Złożyła dłonie jak do modlitwy, a otaczająca je Ciemność zaczęła zbierać się wokół niej. Kobieta wysunęła przed siebie dłonie i z wrzaskiem wypuściła nieposkromione żywioły. Twory ciemności rozpierzchły się po wyspach oplatając je niczym koce. Ogień, woda, ziemia, powietrze, elektryczność. Ageria zaciekawiona patrzyła na dzieło towarzyszki.
-Elektryczność? -Zapytała zdziwiona. -Przecież są tylko cztery żywioły.
-Ale chciałam żółty. -Przyznała z uśmiechem Demonica. -To taki ładny kolor.
Ageria zdziwiła się słysząc to usprawiedliwienie, ale nie skomentowała tego. Jednak coś było nie tak. Zamknęła oczy. Światło podzieliło się na miliony cienkich nici, które powędrowały na wyspy tworząc roślinność i piaski. Pozostałe nici złączyła i owinęła je sobie wokół nadgarstka, z uśmiechem patrzyła na powstające z jej ręki rośliny. Płonące drzewa, falujące jak woda krzewy, łąki pełne elektrycznych kwiatów i mnóstwo zieleni dookoła. Przecież nie można było wszystkiego zamknąć w pięciu żywiołach. Miejsca gdzie zalegała ziemia, poryły się kamieniami i tylko gdzieniegdzie wyglądały kępki trawy.
Ciemność i Światło były dumne ze swego dzieła, ale po pewnym czasie zauważyły swój błąd. Na Ziemi byli ludzie. Owszem umierali, starzeli się, brzydli, ale jednak byli. Istniało tam życie. Ageria z westchnieniem wypuściła kilka nici i ułożyła je pomiędzy drzewami. Wypowiadając dziwne, niezrozumiałe dla Vitali słowa powołała do życia pierwsze zwierzęta. Zwierzęta były piękne, ale samotne. Vitala szybko pojęła gdzie Anielica popełniła błąd. Podzieliła swą Ciemność różnej grubości wici i wpuściła je w ciała zwierząt.
-Połączmy je. -Szepnęła widząc jak białe i czarne nitki oplatają się wokół siebie.
Ageria zaakceptowała pomysł Demonicy. Za pomocą połączonych nici powstały kolejne zwierzęta. Z pozoru takie same jak wcześniejsze.
Zachwycona Anielica patrzyła jak przez lata ich cudowny świat zapełniał się kolejnymi pokoleniami pięknych zwierząt.
-Brakuje tu czegoś. -Stwierdziła Vitala.
Przez te jedną uwagę Anielica zrozumiała co im umkneło.
Kobiety połączyły pozostałe nici i stworzyły ludzi. Kobiety i mężczyzn, ale nie zwykłych. Każdy się czymś charakteryzował. Wśród nich były Żywiołaki każdego z żywiołów, byli tam magowie, w których więcej było jasnych nici i byli tac w których dominowały te czarne. Dzięki temu Ageria i Vitala stworzyły mieszkańców swojego świata. Dały im umiejętności, podarowały im tez Dar i Moc. Jednak te były przeznaczone jedynie dla Żywiołaków i Magów, a przecież ich świat zamieszkiwali tez inni. Ageria widziała tą niesprawiedliwość postanowiła, że każdy będzie posiadał wyjątkowy talent.
Po pewnym czasie Anielica i Demonica zauważyły, że ich piękne twory tak jak ludzie, starzeją się i umierają.
-Tak nie będzie! -Krzyknęła szatynka. -Oni są idealni!
-Uspokój się Vitalo. -Ageria zamyślona otuliła się skrzydłami. -Nie mogą być wieczni, ale brzydoty nie zniosę.
Razem postanowił, że ich cudowne twory będą mogły umrzeć, ale gdy osiągną dwudziesty piąty rok życia ich ciało pozostanie idealne, nieskazitelnie młode i piękne, ale doświadczenie i wiek będzie można wyczytać, jednak w oczach.
Po wielu latach Vitala i Ageria chciały dołączyć do swych "dzieci". Okazało się to niemożliwe. Przecież nie było Aniołów, ani Demonów. Byłyby odrzucone. Zdruzgotane chwyciły się za ręce.
-Mocy i Darze! -Krzyknęły zamykając oczy i unosząc głowy do góry. -Zabij nas, ale stwórz innych na nasze podobieństwo!
Z ich pięknego świata wystrzeliła w ich stronę wiązka biało-czarnego światła. Uderzyła w nie z ogromną siłą przez co ich ciała zostały rozerwane. Z plam ich krwi powstały Anioły i Demony, z piór Ageri powstali Archaniołowie, a ze strzępków nietoperzych skrzydeł Vitali powstały Wyższe Demony. W pamięci każdej z tych istot istniał wyraźny obraz ich Pani. Każdy Anioł wspominał cudowną Agerię i nienawidził mrocznej Vitali, a każdy Demon z miłością i czcią wypowiadał imię "matki", a z pogardą i nienawiścią wspominał niebiańską "pierwszą".
W ten właśnie sposób, Ageria i Vitala dołączyły do swych tworów, stając się swoimi największymi wrogami.
Koniec! -Klaudia uśmiechnęła się patrząc w szkarłatne oczy Angela.
-Nic więcej mi nie opowiesz? -Zapytał z nadzieją.
-Nie. -Pocałowała go w usta. -Ale teraz, ja pytam. -Oświadczyła.
-Pytaj Kochanie. -Szepnął i przycisnął usta do jej ust.

Znów w sypialni Kalayo

Za oknem słońce znikało wzniesieniem. 
-I odpowiedziałeś? -Kalayo jak zaczarowany patrzył na brata.
-Jasne. -Diabeł usiadł i potrząsnął głową. -Kilka dni po jej opowieści.
-Dlaczego? -Żywiołak przechylił głowę jak ciekawski ptak.
Bracia często spędzali ze sobą czas i przez to Kalayo przejął od Angela tę zabawną cechę.
-Nie ważne. -Szepnął z uśmiechem. -Ważne że dziewięć miesięcy potem miałeś bratanice.
Kalayo znacząco uniósł brwi.
-Jak tak to tak. -Powiedział z wrednym uśmieszkiem.

Kolejny długi rozdział

Kolejny trochę dłuższy rozdzialik, ale co ja poradzę?
A teraz wiadomość do każdego z Was:
Jeżeli czytasz ten rozdział rok po wstawieniu czy nawet miesiąc i tak komentuj, to motywuje :D

5 komentarzy:

  1. Większość tego rozdziału miałem okazję zobaczyć "przedpremierowo" :D
    Cudny. Najlepiej czytać do tego :3 https://www.youtube.com/watch?v=990LczLwoBQ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Muzyka świetna, choć nie mogłam przy niej pisać :< Cieszę się że ci się podobał :D

      Usuń
    2. tak w ogóle to... JESTEM PIERSZY! :V

      Usuń
  2. A co z odpowiedziami do LBA? Miałaś napisać !!!

    OdpowiedzUsuń