Przeskocz i dowiedz się

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 9. Kalayo w akcji!

Szkoła!

Od jutra szkoła, a ja się trzęsę jak nienormalna :/ okej mniejsza z tym wy też jutro macie pierwszy dzień w szkole :) Mam nadzieję, że mój rozdział jakoś wam poprawi humorki.
P.S. Właśnie się zorientowałam, że mój blog tonie niesamowite-życie, a niesmowite-życie -.- Bardzo mądre...
KOMENTUJCIE, ZOSTAWIAJCIE LINKI DO WAS, CZEKAM NA POCHWAŁY I KRYTYKI, ZAWSZE STARAM SIĘ ODWDZIĘCZYĆ ZA WASZĄ WIZYTĘ (JEŻELI MACIE BLOGA).


Kalayo w akcji!

Kalayo zerwał się z łóżka  długo przed świtem. Po cichu się umył i ubrał. Ostrożnie zajrzał do pokoju brata. Angelo leżał zwinięty na łóżku. Tuż obok niego leżał mały Smok. Wszystko było by dobrze gdyby nie to, że kołdra pod którą leżał Żywiołak trzęsła się, a w pokoju słychać było cichy szloch. Kalayo ostrożnie zamknął drzwi i cichutko zszedł do kuchni. Szybko zjadł kanapkę, obmył naczynia i z torbą na ramieniu wyszedł na chłodny poranek. Żywiołak dokładnie zbadał trasę od domu do ulicy na której zniknęła jego bratanica. Krok po kroku, przyglądając się najdrobniejszym elementom, szukając nawet najmniejszych podpowiedzi szedł do ulicy. Na szczęście droga była zamknięta, żaden samochód nie mógł przejechać, dzięki czemu łatwiej było cokolwiek znaleźć. Chłopak wyjął z torby szkło powiększające i zaczął poszukiwania. Teren był spory, więc podzielił go sobie na pięć odcinków. Dokładnie przypomniał sobie co się wydarzyło.
Przez jakiś czas męczył brata o słodycze, aż dostał portfel. Wbiegł na jezdnię i... no właśnie. Dokładnie tyle pamiętał. Wiedział też co się stało potem. Potrącił go samochód, Angelo podał Iskierkę Amelii. Potem Angelo dobiegł do nieprzytomnego brata, a Amelia wraz z dzieckiem zniknęła.
Jako że Kalayo od zawsze bawił się w detektywa wypytał brata o każdy szczegół.
Podszedł do miejsca, w którym Amelia stała z małą na rękach. Dokładnie zbadał teren i zaczął zataczać coraz większe kręgi. Nagle jego oczom ukazał się mały przedmiot. Telefon. Chłopak wyjął z torby plastikową torebkę i za jej pomocą podniósł telefon. Zapakował zdobycz do torebki i całość wrzucił do torby przewieszonej przez ramie. Przeszedł jeszcze kawałek i dotarł do kosza na śmieci. Niechętnie zaczął w nim grzebać. Skórki po owocach, opakowania po jogurtach, brudne butelki, jakieś szkła, papierki po cukierkach. Wyjmował wszystko do pudełka. W pewnym momencie znalazł paragon. Zakupy nie były oryginalne. Cukier szary, marchew, śmietana, szklana miska, kosz... nic ciekawego. Jednak coś na tym papierku zwróciło jego uwagę. Na odwrocie był napisany czyjś numer, i podpis Enriz. Zaskoczony Kalayo schował znalezisko do kolejnej plastikowej torebki i wrzucił ja do torby.
Przerzucił zawartość pudełka z powrotem do kosza. Wyprostował się i rozejrzał. Zza wieżowca wychylało się już słońce, a na ulicy pojawiali się ludzie. Ta ulica była jedna z niewielu, otwieranych dla pojazdów od określonej godziny. Niewzruszony kontynuował poszukiwania. Przeszedł wzdłuż chodnika na którym stała Amelia i przyjrzał się sytuacji z innej perspektywy. Wyobraził sobie jak jakiś chłopiec przebiega przez ulicę, jak wjeżdża w niego samochód i jak do chłopca podbiega starszy brat. Oczami wyobraźni zobaczył moment w którym brat chłopca podaje dziecko towarzyszącej mu dziewczynie, a potem... Cóż potem pustka.
Kalayo podszedł do przejścia, na którym został potrącony. Ślady opon. Były wyraźne, ale nie zmieniało to faktu, że mógł być to inny samochód. Z frustrowany stanął na jezdni tuz przed miejscem gdzie stała Amelia. Przyjrzał się uważnie asfaltowi. Takie same ślady. Zaintrygowany przeszedł powoli koło wysepek i klęknął obok jednej z nich. Wyraźne ślady zawracającego auta.
Zadowolony z siebie wyciągnął z torby aparat i wielkie białe cyfry. Przy śladach na przejściu umieścił jedynkę, obok cyfry położył dwie listewki, które stworzyły razem kąt prosty. Pstryknął kilka zdjęć, każde pod innym kątem i całą operację powtórzył dwa razy zmieniając cyfry na dwa i trzy. Usatysfakcjonowany schował przyrządy. Ludzie mijali go z dziwnymi minami. Zerknął na zegarek. Za pół godziny otworzą ulicę dla samochodów. Z tego co wiedział była zamknięta od wczorajszego wypadku. Przyjrzał się jeszcze raz otoczeniu i stwierdził, że nic tu po nim. Upewnił się, że wszystko co powinien mieć leży bezpiecznie w torbie i pobiegł do domu.

----------------------------------

Kalayo po cichu wszedł do wielkiego domu. Bezgłośnie zdjął buty i z torbą na ramieniu wszedł do salonu.
-Gdzieś ty był? -Spokojny głos Angela był jak chlaśnięcie biczem.
-Na dworze...
-Powinieneś leżeć. -Powiedział tym samym spokojnym głosem.
Kalayo spojrzał bratu w oczy. Jedyne co w nich zobaczył to smutek. Nie do końca wiedział o co chodzi, ale widząc różę leżącą na jego kolanach mógł się domyślić gdzie Diabeł spędził poranek. Zaskoczony chłopak podszedł do brata, stawiając na podłodze torbę podniósł kwiat. Zero reakcji.
-Nie bądź zły. -Powiedział cicho obracając kwiat w dłoni. -Nie lubię jak jesteś na mnie zły.
-Nie jestem zły. -Znów ten spokojny ton. -Jestem wściekły. -Powiedział, a róża w dłoni chłopca zapłonęła. -Nie wiem co sobie wyobrażasz łażąc po mieście od czwartej nad ranem...
-Wcześniej. -Sprostował zakłopotany.
-Nie potrafię zrozumieć czy uważasz mnie za głupiego. -kontynuował ignorując wtrącenie brata. -Nie jestem pewien czy myślisz nad tym co robisz, ale wiem jedno. -Kalayo spuścił głowę. Czół się jak na dywaniku u ojca. Brakowało tylko bólu związanego z ciosem zadawanym przy każdym słowie. -Nie jesteś idiotą.
Zaskoczony chłopak podniósł wzrok. Znów patrzył w szkarłatne tęczówki Angela.
-Ale...
-Nie jestem taki jak on.
Zapadła cisza. Patrzyli tak na siebie przez jakiś czas, żaden nie chciał się odezwać. Obaj wiedzieli kogo Angelo miał na myśli, obaj nie chcieli wypowiadać tego imienia.
Żaden z nich nie miał łatwego dzieciństwa. Angelo przeszedł z jednego patologicznego domu do drugiego, a Kalayo mieszkał tylko w jednym, ale równie nieprzyjemnym. Oczywiście z początki Kalayo miał łatwiej. Ojciec znęcał się w większości nad Angelo, ale gdy ten przeniósł się do biologicznego ojca, zaczęło się piekło i dla młodszego z braci.
-Przepraszam. -Szepnął Kalayo patrząc w szkarłatne tęczówki brata.
Diabeł pokręcił głową i wstał. Wyszedł z domu i usiadł na zielonej trawie w ogrodzie. Kalayo usiadł naprzeciwko niego, a pomiędzy nimi postawił torbę z dowodami.
-Co to jest? -Zapytał Angelo, a jego brwi podjechały do linii włosów.
Uśmiechnięty od ucha do ucha Kalayo przesunął torbę w stronę brata, a wokół jego oczu zaczęły przemieszczać się pomarańczowe płomyki.
-Dowody. -Rozejrzał się. -A gdzie Ragno?
-Nad grobem Klaudii. -Odpowiedział sztywno Angelo i wyjął z torby telefon i paragon. -Gdzie to znalazłeś? Dlaczego nie leżysz w łóżku??
-Bo się czuje lepiej?
Angelo przyjrzał się bratu uważnie. Wyglądał normalnie, nie licząc wielkich sińców pod oczami.
-Niech ci będzie. -Diabeł przeczesał włosy palcami i skrzywił się gdy natrafił na rogi. -Długo już tam są?
-Od rana. -Kalayo wyszczerzył zęby w uśmiechu. -Nie martw się, tak źle to nie wygląda.
Diabeł znów się skrzywił. Nie lubił się w tej postaci, był mordercą. Każdego dnia walczył z samym sobą. Wiedział o Diabłach dość sporo. Nie wiedział oczywiście wszystkiego, ale znał podstawowe wady. Co jakiś czas potrzebował krwi. Nie był jak bezmyślne Wampiry, ale co jakiś czas musiał zaspokoić głód. Zazwyczaj pił raz na miesiąc, zazwyczaj, ale nie zawsze. Ostatnio zaniedbał swój obowiązek i z tego powodu nie panował nad postacią jaką przybierał.
-Co wiemy? -Zapytał przeglądając telefon. -Jakieś informacje gdzie może być mała?
-Nie. -Kalayo wskazał na paragon. -Ale tam jest jakiś numer. Do Enriz.
Angelo zesztywniał. Odłożył telefon i sięgnął po wskazany przedmiot. Wysunął z kieszeni swój telefon i wstukał widniejący na papierze numer. Po dwuch sygnałach odebrała jakaś kobieta.
-Halo?
Przez głowę Angelo przebiegła chmara myśli. Jednak jedyne pytanie jakie przyszło mu do głowy było bezsensowne.
-Dzień dobry. -Przywitał się spokojnie.
-O co chodzi? -Kobieta była bardzo spokojna.
-Chciałbym o coś zapytać. -Zaczekał chwilę, ale nie odpowiedziała. -Jakiś czas temu znalazłem pani numer w pamiętniku mojej dziewczyny. -Nabrał powietrza, nie chciał tego mówić, nie chciał aby kłamstwo w jakiś sposób zahaczało o Klaudię. -Czy zna pani może Klaudię... -Nie dokończył.
-Znam. -Szepnęła łamiącym się głosem. -A raczej znałam. Zmarła jakiś czas temu.
-Wiem.
Tyle. Trzymał przy uchu telefon wsłuchując się w oddech rozmówczyni.
-Zgaduję, że pani to Enriz?
-Tak.
Rozłączyła się. Angelo jak zaklęty wpatrywał się w ekran telefonu. Po jego policzku spłynęła łza, mały płomyczek spadł na ekranik i znikł. nie został po nim nawet ślad.
-Wszystko dobrze? -Zapytał niepewnie Kalayo. -mogę jakoś pomóc?
Angelo pokręcił głową. Spakował wszystko do torby i wstał.
-Już dużo zrobiłeś. -Wyszeptał. -Dziękuję, teraz odpocznij, proszę cie.
Diabeł zarzucił sobie torbę na ramie i wskazał bratu drzwi wejściowe. Chłopak bez gadania poszedł w wskazanym kierunku, w domu grzecznie wszedł na schody i pod czujnym spojrzeniem smutnych, szkarłatnych oczu zakopał się w pościeli. Zamknął oczy i przyciągnął kołdrę pod brodę. Nagle poczuł jak łóżko ugniata się pod czyimś ciężarem. Uniósł niepewnie powieki.
-Czemu jesteś taki smutny? -Zapytał siedzącego tuż obok brata.
-Ta dziewczyna. -Szepnął jakby do siebie. -To przez nią nie ma tu Klaudii. To przez tą dziewczynę nie możesz poznać osoby, która rozświetla uśmiechem każdy dzień.
Kalayo usiadł i położył dłoń na ramieniu brata.
-Wiesz mamy dopiero trzynastą. -Szepnął. -Odpocząć mogę w nocy.
Angelo położył się na łóżku zwinąwszy się w kłębek.
-Ostatnio coraz więcej o niej myślę. -Szepnął zaciskając powieki. -Tak bardzo za nią tęsknię.
-Wspominaj. -Kalayo zaczął głaskać ramię brata. -Chętnie posłucham, poznam ją z twoich opowieści. -Diabłem wstrząsnął szloch.
-Jak chcesz. -Wyszeptał i zaczął swoją opowieść.

No tak...

Więc miłej nauki, niech wrzesień przyniesie Wam (i mi) jakiś tam przyjemności i żeby nauczyciele...
Co ja się będę męczyć? Będzie jak będzie i moje życzenia nic nie dadzą.
Oświadczam, że jak komentujecie, to mi jest milej, to bardziej chce pisać, to dla mnie tak wiele znaczy! 
Więc tak:
Wy komentujecie, Ja się cieszę i piszę dla Was kolejne rozdziały! Nie zapominajcie o zostawianiu linków do siebie :*
Pozdrawiam z Piekła

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 8. Ucieczka

Ochłodziło się

U mnie zrobiło się jakoś chłodniej :) Dostałam nowej energii do pisania, a was jest coraz więcej :D Dziękuję! Rozdział będzie troszkę dłuższy niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że to nie problem :) Nie przedłużając zapraszam do czytania. (i komentowania)



Ucieczka

Mały Angelo siedział w ogrodzie. Już od trzech lat ciotka regularnie pojawiała się w pałacu, regularnie go raniąc. Na nowo zamknął się przed światem. Kilka razy próbował skończyć z cierpieniem, ale zawsze ktoś go "ratował". Patrzył na krzew błękitnych róż myśląc jak się od niej uwolnić. Kilka razy próbował porozmawiać z mamą, ale nie znalazł w sobie potrzebnej odwagi.
-Angelo!
Usłyszał głos ojca. Wstał i niechętnie podszedł do niego.
-O co chodzi? -Zapytał ze spuszczoną głową.
-Przychodzi dzisiaj Marta. -Chłopiec zesztywniał. -Chciałbym, abyś w czasie jej pobytu pojechał na całodniową wycieczkę konną.
-Sam? -Zapytał z nadzieją.
Diabeł zaśmiał się cicho.
-Oczywiście, że nie. Pojedziesz z Feniksem i Elizą.
Zaskoczony podniósł głowę i spojrzał na ojca.
-Dlaczego?
Mężczyzna uśmiechnął się do syna.
-Zawsze jak ona się pojawia jesteś smutny. Dzisiaj chcę żebyś się uśmiechał. -Wyjął z kieszeni małe pudełeczko. -Weź go i noś z dumą.
Angelo niepewnie chwycił pudełeczko. Było ciężkie. Ostrożnie je otworzył. Na małej poduszeczce leżał medalion w kształcie owalu. Na medalionie był korona założona na długie rogi, a dookoła niej piął się bluszcz. Patrzył zachwycony na arcydzieło.
-Dz- dzie- dziękuję. -Szepnął zachwycony.
Diabeł kucnął przed chłopcem.
-Wiesz co to jest? -Zapytał patrząc w czerwone oczy syna.
-Twój medalion.
-Owszem. -Zamknął pudełeczko w dłoni Angela. -Na nim jest godło naszego państwa. Jeżeli go nosisz, oznacza, że jesteś władcą, lub potomkiem władcy.
-Czyli. - Uśmiechnął się zaskoczony. -Naprawdę jestem twoim synem?
Diabeł uśmiechnął się do niego. 
-Zawsze nim byłeś. -Poklepał syna po ramieniu.
-Dziękuję. 
Vidar czuł, że chłopak dziękuje mu za coś jeszcze, ale nie wiedział za co.

-----------------------------

Angelo na swoim perłowym koniu kłusował za Feniksem i Elizą. Na jego ustach lśnił szeroki uśmiech.
-Szybciej książę! -Krzyknął Feniks. -To nie godzi, aby gwardzista był szybszy...
-Przestań! -Odkrzyknął przyśpieszając do galopu. -Mam na imię Angelo. -Wyszczerzył się w uśmiechu.
Eliza ze śmiechem podjechała do rówieśnika.
-Lubię jak się śmiejesz.
Angelo spojrzał na nią zaskoczony.
-Jak to? -Zatrzymał konia. -Lubisz mnie tylko jak się śmieje?
Eliza również się zatrzymała, obok niej stanął Feniks.
-Angelo. -Zaczął gwardzista, ale chłopiec już był daleko. -Książę!
-Przestań tak na niego mówić. -Szepnęła Eliza. -On chce być zwyczajny.
Mężczyzna uderzył małą służkę w głowę.
-Nie pouczaj mnie. -Syknął. -Powinnaś być wdzięczna, że masz prawo spędzać z nim czas i jeździć na królewskim wierzchowcu.
Do oczu dziewczynki napłynęły łzy. Nikt jej nigdy nie uderzył, a Pan traktował jak córkę. Zeskoczył z konia i ruszyła w stronę pałacu.
-Nie będę już Panu przeszkadzać. -Jej głos był nabrzmiały od łez.
Po chwili obok niej galopem przejechał Feniks trzymając za lejce jej konia.

-------------------------------

Angelo dotarł na wielką polanę. Zeskoczył z konia i pozwolił mu się paść. Nie przywiązywał go, zwierze było na tyle mądre, że wróci do pałacu. Chłopiec przeciął polanę i wszedł w gęstwinę lasu. Otarł łzy z twarzy i zaczął wyszukiwać tropów. Uwielbiał chodzić z myśliwymi na polowania więc wiedział jak odnaleźć królika czy sarnę.
Po pewnym czasie zrezygnował i usiadł na ziemi.
-Dlaczego nikt mnie nie lubi? -Zapytał sam siebie. -Dlaczego jestem sam?
Nikt mu nie odpowiedział, a sam też nie znał odpowiedzi. Siedział tak i rozmyślał jak znaleźć się miejscu z bajek. Bajek które czytała mu mama. Były tam księżniczki i smoki, rycerze na białych koniach, magowie i wróżki, a najważniejsze było to, że w tych bajkach nikt nie cierpiał. Angelo chciał być w takiej bajce, nawet jako zwykły chłopczyk z wioski, ale byłby szczęśliwy. Już by nie płakał. nie byłoby Marty, nie byłoby smutku. Tylko słońce i radość.
Siedział tak przez kilka godzin, nie czół upływu czasu, czół tylko jak wiatr tańczy razem z jego włosami. Patrzył tak na trawę i myślał odcięty od rzeczywistości. Nawet nie zauważył jak obok niego pojawił się jakiś niebieski stworek. Stworzonko z zaciekawieniem przyglądało się smutnemu chłopcu. Po cichu podeszło do niego i dotknęło łebkiem stopy chłopca. Angelo nie zareagował, a po jego policzku spłynęła samotna łza. Na nią też nie zwrócił uwagi. Marzył o pięknej bajce w której mógłby się znaleźć.
Stworzonko widząc, że nie zwróciło uwagi chłopca odważnie stanęło tuż przed nim. Nadal nie doczekało się reakcji. Stworek machnął niebieskimi skrzydełkami, i wskoczył na kolana chłopca.
Zaskoczony Angelo przewrócił się uderzając głową o kamień.
-Au. -Jęknął cicho.
Ostrożnie się podniósł i spojrzał na gada który go wystraszył. Smok siedział grzecznie na trawie patrząc na chłopca. Miał ciemnoniebieskie łuski, tylko od spodu pyska do zakończenia ogona biegł jaśniejszy pasek. Skrzydła były poprzecinane czarnymi, wyglądającymi jak korzenie, cienkimi paskami. Pysk smoka przypominał pyszczek kota, tylko zamiast futerka pokryty był łuskami i nie sterczały z niego wąsy. Jednak najbardziej uwagę przyciągały ślepia. Zazwyczaj Smoki mają złote bądź czerwone oczy, ale ten miał srebrne.
-Cześć. -Angelo uśmiechnął się do smoka. -Co tu robisz? -Zapytał siadając.
Smok nie odpowiedział tylko wskoczył na kolana chłopca. Angelo zauważył, że grzbiet gada pokrywają nierównomiernie rozmieszczone kolce.
-Śmieszny jesteś. -Smoczek położył przednie łapki na klatce piersiowej chłopca pokazując mu pazurki. -Nie rób tak. -Angelo strącił łapki stworzonka i odstawił go na ziemię. -Zostaw mnie. I tak mnie nie polubisz.
Smok nie zamierzał odpuścić. Wskoczył na ramię chłopca i jak kot otarł się o jego policzek. Angelo zdjął go i trzymając w dłoniach, zmierzył wzrokiem.
-Czego chcesz? -Smok owinął ogon wokół nadgarstka chłopca. -Ej!
Zamachnął się ręką, ale gad trzymał się mocno. Gdy spojrzał na niego w jego srebrnych oczach można było dostrzec rozbawienie.
"Jeszcze raz!" rozległo się w głowie chłopca. Zaskoczony posadził Smoka na swojej dłoni.
-Ty mówisz?
"Oczywiście! Wszystkie smoki mówią" Smok potrząsnął łebkiem. Położył się wzdłuż jego przedramienia.
-Czego chcesz? -Angelo był przerażony widząc "bransoletkę" ze Smoka.
"Zabierz mnie ze sobą".
Angelo usiadł na trawie.
-Nigdzie nie idę. -Uśmiechnął się do stworzonka. -Opowiesz mi o was?
"Nas?" Smoczek zeskoczył na kolana chłopca. "Jakich nas? Jestem sam"
Angelo zmarszczył czoło. Zawsze myślał, że Smoki nie chodzą same, a tym bardziej małe Smoki.
-Twoi rodzice? -Zapytał przyglądając się oczom stworka.
Smok zwinął się w kulkę.
"Oni mnie nie chcą. Jestem inny"
-Tata mi mówił, że Smoki są zawsze szczere.
Angelo nie uzyskał odpowiedzi. Pogłaskał niepewnie Smoka po łebku.
"Zabierz mnie"
Chłopiec podniósł głowę. Pomiędzy drzewami dostrzegł nikły blask księżyca. Wziął gada na ręce i wstał.
-To idziemy.

Angelo bardzo dobrze znał ten las. Uwielbiał patrzeć na drzewa które każdego dnia wydaja się być inne. Pewnie szedł na polane gdzie powinien czekać koń. Jak się okazało nie czekał na niego nikt. Poczuł jak Smok owija mu się wokół prawej ręki. Rozejrzał się po polanie, może ktoś czekał w cieniu drzew. Nie zauważywszy nikogo ostrożnie przeszedł przez polanę i przez las doszedł do drogi. nie lubił wracać. Możliwe, że ciotka nadal jest w pałacu, możliwe, że mama będzie zła. Zrezygnowany i smutny ruszył w stronę ogromnego pałacu.
Niepostrzeżenie wśliznął się do ogrodów. Mama siedziała przy krzewie jego ulubionych róż, a po jej policzkach płynęły łzy. Chciał do niej podejść, gdy usłyszał głos ojca.
-Ty idioto! -Na kogoś krzyczał. -Jak mogłeś go zgubić?!
-Panie ja... -To był głos Feniksa. Nie skończył mówić, ponieważ przerwał mu wściekły głos Vidara.
-Milcz! Jesteś nikim! -Rozległo się skomlenie jakby ktoś uderzył psa. -Miałeś przez jeden dzień pod opieką dwójkę dziewięciolatków! Pozwoliłeś żeby mój syn popędził gdzieś w las, a Elizę znaleziono prawie martwą!
Angelo zakrył usta dłonią. Spojrzał na mamę. Kobieta zakrywała twarz dłońmi i cała się trzęsła.
-Vidar zostaw go! -Do ogrodu weszła ciotka Marta. -To nie jego wina.
Zza ozdobnego drzewa wyszedł postawny diabeł, ciągnąc coś za sobą. Rzucił to pod nogi Marty.
-Miał się nimi zająć. -Wysyczał na tyle głośno, że chłopiec to usłyszał. -Przez niego Angelo może nie żyć!
Kobieta zrobiła parę kroków w tył.
-Bękart twojej nałożnicy? -Prychnęła. -Chyba sobie kpisz! Zasłużył sobie na to!
Kanami wstała chwiejąc się. Wokół niej miotały się płomienie.
-Marta! -Krzyknęła. -Nie masz prawa tak mówić o moim synu!
Diablica zaśmiała się i podeszła do Kanami. Pchnęła ją, a ta upadła.
-Jesteś nikim! -Spojrzała z pogarda na brata. -A ten twój synek całkiem nieźle sobie radzi w łóżku!
Po ogrodzie poniósł się jej śmiech. Kanami ze łzami w oczach patrzyła na Martę.
-Niech cie pochłonie ogień piekielny. -Powiedziała zaciskając pięści. -Za krzywdy mojego syna! -Diablica przestała się śmiać.
-Nauczyłeś tą szmatę naszych Darów? -Pogarda w jej głosie mieszała się ze strachem.
-Za strach mojego dziecka! -Ciałem Kanami wstrząsnął szloch. Na jej głowie pojawiły się rogi, ogon oplótł się wokół jej nóg, a płomienie zmieniły barwę na czarną. -Niech bramy Piekła się rozstąpią, a Piekielny Ogień pochłonie twe plugawe ciało!
Vidar odsunął się od Marty. Ziemia zatrzęsła się. Angelo przytulił Smoka, a pod Martą rozstąpiła się ziemia. Kobieta wrzasnęła. Nie spadła, choć właśnie tego się obawiała. Zaczęła się śmiać.
-Ty głupia Szmato! -Wyszczerzyła się w szyderczym uśmiechu. -Przyzwanie Piekieł nie jest dla ciebie! Jesteś słaba!
Z dłoni Kanami wystrzeliły strumienie ognia. Płomienie wpełzły do szczeliny w ziemi, a po chwili pomarańczowe języki ognia zaczęły lizać nogi Marty. Kobieta zaczęła piszczeć.
-Dziwko!
Płomienie otoczyły całą jej sylwetkę, Angelo chciał zamknąć oczy, ale ta kobieta zabiła jego duszę, wypełniła jego życie cierpieniem. Musiał widzieć jej egzekucje.
Po paru minutach po ciele Marty nie zostało nic. Piekielny ogień wrócił do ciała Kanami, a ziemia się zamknęła. Kanami upadła, a przerażony Vidar przypadł do niej. Podniósł ukochaną i przytulił. Angelo wstał. Chciał przytulić rodziców, podziękować za uwolnienie od tego potwora. Podbiegł do rodziców.
-Mamo?
Półprzytomna kobieta spojrzała na syna.
-Oh, Angelo. -Miała bardzo słaby głos. -Jesteś.
Vidar mocniej ją przytulił. Podniósł głowę. Jego czarne oczy spotkały się ze szkarłatnymi Angela.
-Gdzie byłeś?  -Zapytał nie wyraźnie.
-W lesie.
Chłopiec klęknął przy mamie. Położył głowę na jej piersiach.
-Synku nie płacz. -Położyła dłoń na głowie chłopca. -Jestem przy tobie. Zawsze będę. -Ręka opadła, a oczy się zamknęły.
Angelo podniósł zapłakaną twarzyczkę.
-Tato? Czy mama będzie żyła?
Diabeł nie odpowiedział. Wstał z ukochaną na rękach.
-Choć.
Angelo posłusznie poszedł za ojcem. Stanął na chwilę przy nieprzytomnym Feniksie, ale gdy usłyszał warknięcie ojca, szybko za nim pobiegł. Vidar ułożył Kanami w salonie. Okrył ją kocem i usiadł na podłodze tuż obok niej. Angelo stanął przed ojcem.
-To moja wina.
-Vidar spojrzał na niego.
-Dziś są twoje urodziny. -Powiedział od tak. -Miała dla ciebie prezent. Chciała żebyś wiedział jak bardzo cie kocha. -Przyjrzał się ręce chłopca. -Widzę, że sam znalazłeś ten podarek.
Angelo zmarszczył brwi.
-Nie rozumiem. -Spuścił głowę.
-Smok. -Stwierdził po prostu.
Przy stopach Angelo zaczęła się tworzyć kałuża łez.
-Zabiłem ją. -Otarł policzek. -Martwiła się i zabiła Martę, zapłaciła za ten Dar życiem.
-O czym ty mówisz?
-Czytałem o darach. Chciałem odnaleźć swój. -Pociągnął nosem. -To co mama zrobiła kosztowało życie.
Vidar wstał.
-Mów!
-Piekło zabrało Martę, Nieczystą. W zamian potrzebuje Czystej duszy. Musi być równowaga.
Diabeł klęknął przed synem.
-Błagam. Przynieś mi tą książkę.

--------------------------------------

Następny dzień Angelo spędził przy mamie. Siedział przy jej łóżku, nie jadł, nie pił. Czuł się winny. Vidar całą noc i dzień szukał pomocy w księgach, ale nic nie znalazł.
-Angelo. -Słaby głos Kanami przywołał chłopca. -Synku.
-Mamo! -Usiadł tak żeby mogła go widzieć. -Jak się czujesz?
-Skarbie idź po tatę. -Szepnęła.
Żywiołak wybiegł z pokoju i jak burza wpadł do gabinetu ojca.
-Mama... obudziła... chciała... choć! -Wydyszał.
Vidar przetrawił paplaninę syna. Podniósł głowę, w jego oczach szalała wściekłość.
-Jeszcze raz. -Nakazał.
-Mama się obudziła. -Powiedział cicho. -Chciała żebyś przyszedł.
Diabeł wstał, minął syna i ruszył do sypialni ukochanej. Chłopiec biegł za nim. Drzwi do sypialni zamknęły się za nimi.
-Vidar. -Cichy głos Kanami przyciągnął Diabła. -Muszę ci coś powiedzieć.
Angelo wdrapał się na łóżko.
-Mów Płomyczku. -Vidar usiadł przy niej i chwycił ja za rękę. -O co chodzi.
-Ja umieram. -Spróbowała zacisnąć palce na dłoni Diabła. -Proszę, zajmij się naszym synkiem.
Pocałował ją w czoło.
-Przestań, przeżyjesz. -W jego oczach zaszkliły się łzy.
Zaśmiała się cicho.
-Pozwolili mi wrócić tylko dlatego, że nie potrafili znieść moich łez.
-Kto? -Zapytał przerażony.
-Piekielne istoty. -Szepnęła. -Taka jest cena za śmierć Marty.
Vidar przycisnął dłoń Kanami do swojego serca.
-Nie odchodź.
-Muszę. -Zamknęła oczy. -Taka jest cena, ze szczęście naszego syna. -Westchnęła. -Bez wahania zrobiła bym to ponownie.
-Kocham cię Płomyczku.
Angelo wraz z ojcem patrzyli jak życie powoli ucieka z ciała Kanami.
-Mamo. -Pisnął Angelo przez łzy.
-To twoja wina. -Diabeł położył dłoń Kanami na kołdrze. Odwrócił się do syna. -Przez ciebie zginęła. -W jego czarnych oczach szalała furia. -Nienawidzę cię. -Szepnął i uderzył syna w twarz. -Nienawidzę. Uderzył go ponownie.
Ogłuszony Angelo uderzył o ścianę.
-Tato... -Pisnął słabo i stracił przytomność.

-------------------------------

Angelo wytrzymał sześć lat. Ojciec każdego dnia wytykał mu śmierć matki, a każdego roku w jego urodziny, zamiast złożyć życzenia bądź uśmiechnąć się katował go do nieprzytomności. Chłopak miał już dość. Smok dzielnie dotrzymywał mu towarzystwa, choć nie raz był zostawiany w lesie przez Vidara. Skończył piętnaście lat i miał dość takiego traktowania. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i spokojnie czekał do wieczora. Tego dnia jednak ojciec zmienił przyzwyczajenia.
-Angelo!
Chłopak z niechęcią wyszedł z pokoju i poszedł do gabinetu Vidara.
-Panie. -Powiedział stając w progu ze spuszczoną głową. -Wzywałeś?
Diabeł zaśmiał się.
-Co ty taki poważny? -Zapytał dziwnie radosny.
-Nie rozumiem. -Zacisnął powieki. Był pewien, że za chwilę poczuje uderzenie w twarz.
-Synku. -Angelo wstrzymał powietrze. -Dlaczego się tak zachowujesz? -Nic nie powiedział. -Jest taki piękny dzień.
-Dlaczego mnie wezwałeś? -Zapytał cicho nie otwierając oczu.
-Och przestań. -Diabeł podszedł do syna i przytulił go. -Przecież to były żarty.
Wokół Angela pojawiły się fioletowe płomienie.
-Żarty? -Wysyczał odpychając ojca. -Żarty do cholery jasnej?? Żarty?!
-Ależ oczywiście! -Zapewnił z zapałem.
-Ty chyba kpisz! -Chłopak spojrzał z furią na ojca. -Przez pięć lat mnie poniżałeś, biłeś, ośmieszałeś i traktowałeś jak zło konieczne. Ja ma uwierzyć, że to żart?!
Vidarovi zrzedła mina. W szkarłatnych oczach syna widział nienawiść i gniew.
-Uspokój się. -Powiedział. Jego głos był nabrzmiały od strachu.
-Nie!
I nagle padł cios. Angelo upadł na kolana trzymając się za prawe ramię. Płomienie na jego ciele znów były szkarłatne.
-Milcz szczeniaku. -Z cienia wyszedł wysoki, szczupły Diabeł. -Nie masz prawa zwracać się tak do swojego ojca.
Angelo podniósł głowę na obcego i splunął mu pod nogi. Mężczyzna bez wahania kopnął chłopca w głowę. Upadł jak długi, z nosa ciekła mu krew, a po policzku spłynęła samotna łza.
-Dlaczego? -Jęknął krztusząc się krwią.
-Bo śmieci muszą znać swoje miejsce. -Na ustach mężczyzny pojawił się szyderczy uśmiech. -Tylko nie jej nie połknij.
Chłopak uniósł się na rękach, wypluwając krew zmieszaną ze śliną.
-Nienawidzę was. -Wycharczał, jego ciało otoczyły płomienie.
Po chwili leżał na środku swojego pokoju. Smok zeskoczył z łóżka i usiadł obok swojego pana.
"Co się dzieje"
Chłopak chwiejnie wstał pozostawiając stworzenie bez odpowiedzi. Chwycił za plecak i wyciągnął rękę do Smoka. Gad bez wahania owinął się wokół przedramienia.
-Mama dość. -Szepnął patrząc za okno. -Nie zniosę tego miejsca.
"A co z Kalayo? Przecież on jest u..."
-Nie mam wyjścia. -Westchnął. -Poradzi sobie.
Smok już nic nie powiedział.
Angelo stanął na parapecie i wyskoczył. Gdy leciał z jego pleców wystrzeliły ogromne skrzydła. Wzbił się w powietrze i poleciał jak najdalej od miejsca, którego nienawidził.

-----------------------------------------

-Tak to mniej więcej było.
Ragno patrzył na Żywiołaka ze smutkiem w oczach.
-Miałeś przerąbane.
Angelo uśmiechnął się słabo.
-To jak? -Zapytał patrząc Opiekunowi w oczy. -Znajdziemy moją córeczkę?
Ragno się zamyślił.
-Oczywiście, tylko nadal nie rozumiem dlaczego jesteś nadopiekuńczy w związku z Kalayo.
Żywiołak przeciągnął się i wstał.
-Nie ważne.
Wyszedł z pokoju zostawiając opiekuna samego.

----------------------------------------

Rozmowa zajęła im cała noc, dwie paczki krakersów i po trzy kubki kawy na łebka.

I już :)

Już koniec porywającej historii Angelo.
Mam wielką nadzieję, że wam się podobała i zostawicie komentarze i może obserwacje. Zapraszam również do wklejania w komentarzach linków do waszych blogów. 
Pozdrowienia z Piekielnego Pałacu :P

niedziela, 16 sierpnia 2015

Rozdział 7. Historia Angelo

Dzięki wam!

Dziękuje wam kochani! Jest już ponad 1000 wyświetleń dzięki czemu skaczę do sufitu nie mogę przestać. DZIĘKI :* Dzisiaj zapraszam na opowieść Angelo. Nie będzie to jednak sama historia. To tak jakby było opowiadanie w opowiadaniu, czyli Angelo opowiada, a my czytamy jak "osobną" historię. Taka retrospekcja 'v'



Historia Angelo

Pięcioletni chłopak siedział na wielkim dywanie wpatrzony w okno. Budynki z czerwonej i szarej cegły wyglądały jak najpiękniejsze miasto na całym świecie. Chłopiec był już tu od dwóch miesięcy. Poznał swojego tatę, który okazał się najlepszym tatą pod słońcem, a jego mama wreszcie się uśmiechała. 
Nad miastem wisiały ciemne, burzowe chmury, ale to nic nie znaczyło. On uwielbiał burzę. Czasem myślał, że ma szczęście. Cudowna mama, fajny tata i piękny dom. Jednak był tu dopiero dwa miesiące, nie znał jeszcze wszystkich mieszkańców domu i przyjaciół taty.

------------------------

Angelo już od roku mieszkał w Piekielnym Pałacu. Już nie uciekł przed spojrzeniem dorosłych, patrzył im dumnie w oczy. Zdarzało się nawet, że na jego twarzyczce pojawiał się uśmiech.
Chłopiec jednak czuł, że jego szczęście nie będzie wieczne. Przeczucie go nie myliło.

Pewnego słonecznego dnia do Pałacu przyjechała ciotka chłopca. Kobieta była wytworna, a przynajmniej tak ją określił Angelo. Kobieta spędziła cały dzień plotkując z Vidarem i Kanami. Angelo siedząc obok mamy przyglądał się uważnie swojej nowej ciotce i nie ważne jak długo patrzył do głowy przychodziły mu tylko dwa słowa: wytworna i nieprzyjemna. Westchnął, przeprosił rodziców i wyszedł. Nawet nie spojrzał na kobietę, która jest jego ciotką.

Angelo przeszedł przez długi korytarz prowadzący do sypialni rodziców i rzucił się na łóżko. W tym miejscu czuł się bezpieczny. Gdy mieszkał z mamą w pałacu ojczyma tylko w niej miał oparcie. Ojczym zawsze na niego krzyczał i karał nawet jak nic nie zrobił. Nawet jak kwiaty w ogrodzie zwiędły to Angelo był karany. W całej tej parszywej mściwości ojczyma widział jeden plus. Jego brat nigdy nie był krzywdzony.

Rozległo się pukanie do drzwi sypialni. Chłopiec usiadł na łóżku, a drzwi otworzyły się. Do pokoju weszła ciotka. Kobieta położyła na krześle torebkę i zaczęła się powoli rozbierać. Angelo zmarszczył czoło patrząc na kobietę.
-Co pani robi? -Zapytał nieufnie.
-Nie pytaj. -Ofuknęła go. -Rozbieraj się.
Chłopiec podkulił kolana pod brodę i pokręcił głową. Kobieta przypadła do niego i zaczęła go szarpać aby zedrzeć z niego ubranie. Podarła mu koszulkę i z szerokim uśmiechem polizała go od jednego sutka do drugie, a potem od obojczyków do pępka.
-Och mały cukiereczku. -Zaszczebiotała patrząc w jego oczy skrzące się od łez. -Jesteś mój!

Nie krzyczał. Znał ból, on był lepszy od udawanej miłości, ból zawsze był prawdziwy. Gdy Marta skończyła, bo tak kazała na siebie mówić, ubrała się i wyszła zostawiając go samego z myślami i bólem. Chciał iść do mamy, zawsze po karze pocieszała go, ale Marta powiedziała, że nikt mu nie uwierzy. Otarł policzki z łez i ubrał się. Otworzył wielkie drzwi i wpadł na ojca. Mężczyzna wziął chłopca na ręce i popatrzył mu w oczy.
-Co się dzieje? -Zapytał widząc zapuchnięte oczka syna.
-Nic. -Przytulił się do ojca. -Smutno mi trochę.
Diabeł usiadł na łóżku z chłopcem na kolanach.
-Dlaczego?
-Nie lubię tej ciotki. -Powiedział zaciskając palce mocno na ramionach ojca.
-Spokojnie. -Poklepał chłopca po płonącej czuprynie. -Nie będzie tu długo, tylko tydzień.
Chłopiec mocniej przytulił się do torsu diabła. Zdezorientowany mężczyzna nie odsunął chłopca tylko pozwolił, aby Angelo zasnął w jego ramionach.

----------------------------

Minął tydzień pobytu ciotki u Vidara i Kanami. Kobieta pożegnała się z bratem i jego partnerką, a następnie podeszła do Angelo. Chłopak miał wielką nadzieję, że Marta go nie zobaczy, cóż można marzyć.
-Kochany chłopcze. -Pogłaskała go po policzku. -Widzimy się za kilka dni. -Uśmiechnęła się do niego. -Za półtorej tygodnia wracam.
Angelo zbladł. Nie chciał żeby ona wracała. Odkąd go dotknęła po raz pierwszy bał się każdej minuty. W każdej chwili mogła do niego podejść i zrobić mu krzywdę, zawsze rozglądał się żeby mieć pewność, iż nie ma jej w pobliżu.
-Nie chce cie tu. -Powiedział cicho patrząc na swoje buty. -Nie wracaj.
-Oh ty, mały żartownisiu. -Uśmiechnęła się do niego i poklepała po głowie. -Jak przyjadę od razu do ciebie przyjdę.
Pocałowała go w policzek i wróciła do gospodarzy. Na szczęście nie widziała jak się skrzywił. Bez słowa wrócił do swojego pokoju. Rozebrał się i wbiegł do łazienki. stanął przed wielkim lustrem i przyjrzał się sobie.
-Czym jestem? -Zapytał chłopca stojącego przed nim. -Dlaczego ona mnie tak zraniła?
Chłopiec z lustra jednak nie znał odpowiedzi i tylko patrzył takimi samymi smutnymi oczyma jak Angelo.
Żywiołak odkręcił gorącą wodę i wszedł pod jej strumień. Chciał, aby ta woda zmyła z niego dotyk Marty, ale nie było to możliwe. Przez to już zawsze będzie brudny. Po policzkach spłynęły mu gorące łzy. Ich słony smak doprowadził go do szału. Zakręcił wodę, a jego ciało pokryło się płomieniami. Nie zauważył tego. Naciągnął bokserki, spodnie i podkoszulek. Wyszedł z pokoju i poszedł do północnej wieży.

----------------------------

Angelo w postaci małego, płonącego Diabła stał na dachu wieży. Patrzył na rozciągające się w dole ogrody, a w jego wnętrzu szalał gniew pomieszany z rozpaczą.
-Ja nie chcę je tu. -Powiedział sam do siebie ocierając łzy z oczu. -Niech ona tu nie wraca.
Zrobił krok to przodu i zaczął spadać. Miał zamknięte oczy i szybował nad swoimi ulubionymi ogrodami.

-----------------------------

Vidar ułożył nieprzytomnego chłopca na chłodnej satynie. Chłopak nie zareagował.
-Czy wszystko będzie dobrze? -Kanami zacisnęła dłoń na ramieniu kochanka.
-Spokojnie Płomyczku. -Mruknął odwracając się do niej. -Na szczęście jeden z gwardzistów zobaczył jak spada i zdołał go złapać.
Kanami wtuliła twarz w tors Vidara.
-Tak bardzo się martwię. -Szepnęła tłumiąc szloch. -Jak mieszkaliśmy z moim mężem, też chciał się zabić.
Diabeł objął ja w pasie i podprowadził do wielkiego fotela. Usiadł na nim i usadził sobie płonącą kobietę na kolanach.
-Opowiedz mi. -Szepnął całując ją we włosy.
-On... -nie potrafiła o tym myśleć, a co dopiero mówić. Jednak przemogła się i kontynuowała. -Mój mąż go gwałcił. -Powiedziała cicho, mając nadzieje, że Piekielny Pan jej nie usłyszał. -Angelo się załamał. Znalazł u mnie w komnatach nóż. -Załkała. -Znalazłam go jak leżał w kałuży krwi. Na szczęście nie umiał sobie robić krzywdy. Pociął sobie cała prawa rękę, ale w jakiś sposób przeżył. -Uniosła głowę by spojrzeć w czarne oczy Diabła. -Po kilku miesiącach powiedział co się tak naprawdę stało i dlaczego to zrobił. -Zamilkła patrząc na niewzruszona twarz kochanka.
-Mówił, że nie lubi Marty. -Powiedział jakby do siebie. -Może to ona. Wydaje mi się, że bał się powiedzieć coś więcej.
Kanami przytuliła Diabła.
-Jestem z kraju ognia. -Szepnęła. -Poznałam Pana Piekieł, Urodziłam mu syna będąc w związku z władcą mojego kraju rodzinnego. Mężczyzna ten stał się moim mężem, a kilka lat później urodziłam i jemu syna.
-Diabeł pocałował Kanami w czubek głowy.
-Wiem o tym. -Szepnął.
-Ale teraz nie jestem tylko Żywiolakiem ognia. -Uśmiechnęła się . -Teraz jestem w połowie Diablicą. Dałam ci moja krew i...
-I co?
-Vid czy ja jestem dziwką?
Diabeł zamrugał powiekami.
-Co ci przyszło do głowy? -Uniósł jej głowę. -Dlaczego tak myślisz Płomyczku?
-Bo ja...
-Kochanie czy chodzi o to, że miałaś dwóch partnerów? -Kiwnęła głową. -Ma to coś wspólnego z piciem twojej krwi?
-Czuje się zbrukana...
-Przestań. Oddałaś mi się z miłości, tak jak ja tobie. -Przesunął palcem po jej dolnej wardze. -Podarowałem ci część mnie bo cie kocham. -Pocałował ją w nos. -Nie wolno ci o sobie źle myśleć Płomyczku.

KONIEC :D

Koniec rozdziału :D Mam wielką nadzieję, że  przypadł Wam do gustu. Na pewno historia się jeszcze nie skończyła, czekajcie do następnego poniedziałku :)
 Zapraszam do komentowania i zostawiania linków do siebie. 

piątek, 14 sierpnia 2015

MOJA DRUGA LBA

LBA...

Zasady raczej znane, ale dla przypomnienia:
Każdy kto jest nominowany nie może nominować osoby, która ją nominowała. 
Po polsku: Jak ktoś Cię nominował, na przykład ja nie możesz mnie nominować. 
Nominowany musi odpowiedzieć na pytania nominującego.
Po polsku: Odpowiadasz na pytania zadane Ci przez kogoś kto cię nominował.
Nominujący na swoim blogu odpowiada na pytania i zadaje inne nominowanym w liczbie odpowiadającej liczbie nominowanych.
Po polsku: Ja odpowiadam na pytania które mi ktoś zadał i następnie zadaje inne (lub te same jak mi się spodobały) tym, których ja wybiorę do LBA. Liczba pytań powinna zgadzać się z liczbą osób przeze mnie. Należy poinformować nominowanych że zostali nominowani.
Po polsku: Jak kogoś nominowałam to pisze mu komentarz na Jego blogu że został nominowany z linkiem do posta z moim LBA.
Zasad to chyba tyle. Oczywiście serdecznie dziękuję Bleeding_Scar  (jej blog -----> KLIK<-----)

Moje odpowiedzi:

1. Co zainspirowało Cię do założenia bloga?

Tak szczerze? Odkąd byłam małym pyrdkiem w mojej głowie rodziły się dziwne historię, miałam tego dość, no wiecie chciałam się od tego uwolnić. I jakoś tak zaczęłam pisać tego bloga :)

2, Masz jakieś zwierzaki? Jak tak to ile?

Mam. Mojego kochanego pseła Ramzesa. Jedyny taki <3 Jedyny w domu <3

3. Jeśli miał/abyś do wyboru jedną osobę, którą mógł/abyś stać się na jeden dzień, kto by to był?

Nikt. Chyba, że moja BYŁA przyjaciółka żeby dowiedzieć się co w tej jej pokręconej głowie siedzi i jakby ją tu zniszczyć... Jednak tak czy siak, nawet jakbym miała możliwość zamienić się na rok nie wybrałabym nikogo. Lubię być sobą, a moim zdaniem wyglądało by to jak zamiana miejsc, ja nim/nią, on/ona mną. Nie fajnie :)

4. Gdzie byś pojechał/a w podróż marzeń?

Zawsze marzyłam o podróży na jakieś wyspy. Nie ważne jakie, ważne żeby wyspy :D

5. Jesteś nocnym markiem, czy rannym ptaszkiem? Jakie są zalety takiego trybu życia?

Ani to ani to :) Potrafię przespać cały dzień i noc, albo funkcjonować i dzień i noc :) Mogę też spać za dnia, a nocą przeglądań internety, albo za dnia czytać, skakać, biegać chodzić po całym mieście, a nocą odsypiać ból mózgu i kończyć. Mogę też pół dnia spać, a drugie pół poświęcić na pisanie książki i tak samo działać nocą. 
Wychodzi że jestem taka pomiędzy :) I ma to mnóstwo wad :D

6. Bez czego nie wychodzisz z domu?

Bez ulubionego wisiorka ;)

7. Czy masz taki swój ulubiony film, który oglądasz po 100 razy?

Chyba nie. Lubię wracać do tego co obejrzałam, ale żeby aż tak to nie :)

8. Kim marzyło ci się zostać w młodości?

-sklepikarką (coś takiego wgl jest??)
-Jakiś czas potem prawniczką co mi zostało do ostatniej gimnazjum
-teraz chcę być hotelarzem. Bo jak dobrze trafię będę zwiedzać świat :D

9. Jakiej piosenki słuchałeś/łaś jako ostatniej? A jaką nucisz nałogowo?

Nie pamiętam bo było to wczoraj xD Nałogowo to z Mulan 2 "Bo życie księżniczki, planowane z góry jest..." piosenka się nazywa (chyba) "tka jaki inne pragnę być"

10. Masz listę "Things to do before I die"? (Rzeczy, które zrobię przed śmiercią) Co na niej jest lub co mogłoby być?

Nie mam takiej :) Ale na pewno byłby tam skok na bandżi (tak to się pisze?), skok ze spadochronem, jeżdżenie na żyrafie i zaadoptowanie Tigona. ( to taki lewo zebr :D) 

11. Jeżeli jutro miałbyś/abyś umrzeć, co być zrobił/a?

Ehm no ten, chyba bym powiedziała pewniej osobie co tak naprawdę o niej myślę, dobra nie jednej a kilku, a dokładnie to dwudziestu osobą i nie z ochotą przyglądałabym się ich przerażonym twarzą. :D

Moje nominacje...

Kogo by tu nominować?
Już wiem! Zastrzegam ja zawsze, ale to zawsze przy każdej jednej nominacji staram się uzasadnić dlaczego nominowałam, Wy tego nie musicie robić :)

Pierwszego nominuję blogera który pisze świetne opowiadania. Uwielbiam czytać je po nocy bo tworzą ciekawe (koszmarno cudowne) sny :* 
Druga jest kochana fanka FT za którymi opowiadankami przepadam :) Są świetne i na wieczór, i na dzień, i na środek nocy ;*
2. Lucy
Kolejny ludek od opowiadań opartych na Anime <3 A raczej dwa ludki :) Choć ostatnio was zaniedbałam (przepraszam, wybaczycie?) i tak ws nominuję :*
3. Ume i Yuki <3 (pragnę odpowiedzi was obu :D)
Wariatko teraz ty :D Piszesz tak fajnie, że zasługujesz na tę nominację :*
Ciebie nominuję bo pięknie fotografujesz i starasz się poprawiać swoje ujęcia :*
No cóż ciebie też nominuje :) lubię twoje recenzje bo są takie proste, a nie jakieś wymyślne (to jest komplement ;*) Co tam dłużej ;D łapaj nominację książkoholiczko ;)

Dobra tylko sześciu nominowanych, po co więcej?

Pytania dla tych tamtych ;*

1. Co jest dla Was "mission imposible"?
2. Jak często patrzycie na kwiatek, lub drzewo łapiąc "zawiechę''?
3. Kolor kojarzący się z przyjemnym wspomnieniem to.... i dlaczego?
4. Czy według Was osoba bez FB może normalnie funkcjonować?
5. Podajcie mi tu linki do waszych ulubionych blogów które czytacie, okej?
6. Jaką macie ulubioną porę roku i dlaczego?

Kończąc :D

Na dzisiaj to tyle :) lecem pracować nad kolejnym rozdziałem :) jak odpowiecie zostawcie mi link, z ochotą poczytam :)

niedziela, 9 sierpnia 2015

Rozdział 6. "Najpierw plan, potem działanie!"

Jak w kotle

Jak w kotle - tak się czuje każdy Polak w ten gorący dzień! Zero wiatru, Zero chłodu, tylko gorące, nieokiełznane słońce. Ja chce już zimę! A Wy? Może chcecie nowy rozdział? Jak tak to czytajcie!



"Najpierw plan, potem działanie!"


Za oknem prażyło słońce, a delikatny wietrzyk bawił się zielonymi listkami na drzewach. Mały pokoik na szczycie wierzy zalany złotymi promyczkami, niegdyś pełen radości i miłości, teraz pusty i niechciany. Zielone łóżeczko stało puste w kącie pokoju, zabawna karuzela ze smokami i jednorożcami, zawieszona na żyrandolu obracała się wraz z tańczącym wiatrem. Biurko pod oknem stało samotnie z jednym zeszycikiem na środku. Wietrzyk przewracał kartki raz w jedną raz w drugą stronę. Puchaty dywan dumnie pokazywał ślady malutkich rączek i nóżek które utrwaliły na miękkim błękitnym puchu. Pokoik wyglądał na opuszczony, ale ktoś każdego dnia przychodził i pozbywał się każdego, nawet najdrobniejszego pyłku, przeganiał pająki wędrujące po ścinach i zbierał wszystkie, nawet najcieńsze nitki ich sieci. Na ścianie obok szafy, tuż nad małą komódką wiszą trzy zdjęcia. Jedno małej słodkiej uśmiechniętej dziewczynki, drugie przedstawiało parę. Dziewczyna o kasztanowych włosach i złotych oczach, jak ktoś się bardzo przyglądał widział jak podobne są do oczu dziewczynki. Obok dziewczyny, uśmiechnięty chłopak o płonących włosach i szkarłatnych oczach, jak ktoś się dobrze przyglądał widział jak bardzo ten delikatny uśmiech przypomina uśmiech dziewczynki. Trzecie zdjęcie przedstawiało chłopaka o mądrych, dużych oczach i szerokim uśmiechu. Siedział na fotelu i patrzył prosto na kogoś, kto kontemplował właśnie zdjęcie. 
Słońce właśnie chowało się za chmurką, gdy drzwi pokoiku otworzyły się. Wszedł do niego chłopak z jednego zdjęcia. Jego szkarłatne oczy przepełnione były smutkiem, a płomienie pokrywające jego ciało nie lśniły blaskiem piekielnym, ale stały się czarne i tylko delikatne błyski czerwieni pozwalały sądzić, że kiedyś był inny...

Ragno wyrwał się z koszmarnych wizji. "Co to było?" zapytał siebie w myślach i podszedł do okna. Otworzył je szeroko i pozwolił by chłodny, nocny wiatr otulił jego zmęczoną twarz. Stał tak przez chwilę pozwalając rozlać się myślą dookoła. Co chwilę przemykały mu przed oczami małe chmurki, jakby utkane ze wspomnień. Nagle spojrzenie Opiekuna padło na obraz wizji. Nie wiedział skąd owa wizja się wzięła, ponieważ on nie miał dostępu do takiej Mocy. Jedyną osobą jaką znał, która miała dostęp do tej Mocy była Klaudia, ale ona już nie żyła...
Ragno chwycił wspomnienie i szybko schował je w najbliższej szkatułce, a reszcie pozwolił znów zagościć w swojej głowie. Szkatułkę ostrożnie postawił na biurku i podszedł do trzydrzwiowej szafy stojącej w półmroku pokoju. Otworzył ją szeroko i wyciągnął z niej małą szklaną kulę. Kula lśniła w ciemności, jakby odbijała blask schowanego za chmurami Księżyca. Położył kulę na biurku, pomiędzy dwoma stosami dokumentów i usiadł naprzeciwko niej. Ragno objął kule dłońmi i skupił na niej wzrok.
-Ciekawe. -Szepnął gdy kula zabłysła złotem i zielenią. -Przekazałaś mi ten rzadki dar. -Dodał patrząc na zdjęcie martwej podopiecznej. -Dziękuje.
Ragno odłożył artefakt na miejsce i podszedł do szkatułki. Zamyślił się. W końcu sięgnął po szal zawieszony na oparciu fotela i owinął nim szkatułkę. Zawiniątko zamknął w szafie tuż obok kuli.

-----------------------------

Angelo leżał na środku salonu. Dywan był zwinięty, a Żywiołak jakby chciał zająć jego miejsce. Ręce wyciągnął prostopadle do torsu, a wyprostowane nogi rozłożył jakby miał skakać pajacyki. Leżał tak z zamkniętymi oczami, a dookoła niego drgało powietrze od nagromadzonego Daru. W głowie chłopaka kłębiły się różne drogi i zakamarki. W każdym z nich mogła być Iskierka, każdy błąd mógł kosztować ją życie. Żywiołak powoli usuwał z natłoku obrazów te które prowadziły donikąd. Wiedział że musi zostawić co najmniej pięć ścieżek. 
-Znalazłeś? 
Angelo nie odpowiedział na pytanie brata. Pokręcił nieznacznie głową nie przerywając skupienia.
Kalayo uśmiechnął się smutno patrząc na sylwetkę brata. Obudził się w środku nocy z przeświadczeniem, że jest martwy. Rozbieganym wzrokiem zbadał pokój w którym siedział, ale gdy tylko zobaczył zgarbioną sylwetkę siedzącą przy łóżku uspokoił się. Angelo podniósł oczy na brata i ze słabym uśmiechem wskazał na poduszki. Chłopak z ulgą się położył, ale następnym razem nie było przy nim Angela, był tylko mały smok śpiący w jego nogach.
Teraz Angelo szukał Iskierki, ale nie wolno mu było zostać w tym dziwnym transie zbyt długo dlatego poprosił i jego i Ragno, aby co jakiś czas zadawali mu jakieś pytania. Kalayo jeszcze przez parę minut patrzył na skupioną twarz ukochanego brata i wyszedł. Podreptał długim korytarzem do schodów i z niechęcią zaczął się na nie wdrapywać. Po chwili zaczął się unosić. Zdezorientowany przechylił się do tyłu i gdyby nie otaczająca go chmura Magii uderzyłby o schody. Nie mogąc złapać równowagi, Kalayo poddał się i pozwolił, aby Moc zabrała go tam gdzie chciała.
Kalayo opadł na kanapę w saloniku na piętrze. Naprzeciwko niego siedział Ragno. Miał na sobie spłowiałe dżinsy i rozciągniętą szarą koszulkę. Odkąd Kalayo poznał Opiekuna zmarłej Klaudii nie widział go w takim stroju. Zazwyczaj Ragno miała na sobie dopasowane koszule i bardzo drobie dżinsy, albo dopasowany garnitur. Nigdy nie wyglądał jak zwykły chłopak z miasta. Coś było nie tak.
-Kalayo. -Ragno spojrzał chłopcu głęboko w oczy. -Powiedz mi proszę skąd on bierze tyle energii i skąd ma te umiejętności?
Mówiąc ON Ragno miał na myśli Angela. Kalayo chciałby powiedzieć, że nie wie, ale był boleśnie świadom tego, że Chłopak siedzący naprzeciw niego wyczuje kłamstwo.
-Angelo jest Mieszańcem. -Powiedział cicho. -Jego ojcem nie jest mój ojciec. Mamy tylko wspólną mamę.
Ragno miał nadzieję, że chłopak sobie żartuje. Zawsze Mieszańcy byli zabijani, traktowani jak Pod-istoty, albo sprzedawani jako służba. Byli tylko towarem. Jeżeli Angelo naprawdę miał w sobie mieszaną krew, jego życie, albo było cudem, albo przekleństwem.
-Mów dalej. -Zachęcił chłopaka. 
-Jego ojcem jest Diabeł, a dokładniej Piekielny Pan.
Ragno otworzył szeroko oczy. Córka jego podopiecznej była po części Magiem, Żywiołakiem Ognia i Diabłem. O takim mieszaniu krwi nie słyszał jeszcze nigdy.
-Czy Piekielny Pan wie o jego istnieniu? -Zapytał wyginając palce.
-Pie...
-Wie. -Angelo wszedł bratu w pół słowa. -Jak chcesz mogę ci coś tam opowiedzieć. -Ragno ze zdumieniem spojrzał na płonącą sylwetkę. -Jednak najpierw idziemy po Iskierkę.
-Nie rozumiem. -Przyznał Opiekun.
-Kalayo. -Żywiołak zwrócił się do brata. -Idź do siebie.
-Dlaczego?! -Chłopak zerwał się na nogi i staną naprzeciwko brata. -Tez mogę wiedzieć...
Zamarł. Nie patrzył już na znajomego brata za którym poszedłby w ognie piekielne, zabójcze dla każdego tylko nie Diabła. Stał przed nim Diabeł. Oczy pozostały te same, ale zamiast płonącej czupryny, na plecy Angelo spływała fala czarnych jak smoła włosów połyskujących gdzieniegdzie szkarłatem. Ręce stały się o wiele bardzie umięśnione, dłonie miał zakończone czarnymi szponami, a nogi stały się nienaturalnie długie i  równie nienaturalnie umięśnione co ręce. Dobrze znana Kalayo twarz zmieniła nie do poznania. Mocno zarysowane kości policzkowe, wąskie usta. Skóra nabrała kolor bordowy. Gdzieniegdzie ciało było poznaczone cienkimi czarnymi bliznami. Zapewne zdobytymi w czasie walki. Całości dopełniały długie rogi, delikatnie schodzące się u góry i długi ogon wijący się pomiędzy nogami Diabła.
-Już mnie nie ma. -Szepnął chłopak i bezgłośnie opuścił salonik.
Angelo odwrócił głowę, teraz patrzył prosto na Ragno.
-Wiem, że znasz bardzo dobrze Dary nad, którymi miałem prawo zapanować. -Powiedział rzeczowo obserwując opiekuna. -Jednak nie wiesz, że panuje nad nimi wszystkimi i to w poziomie ponad przeciętnym.
-Skromny to ty nie jesteś. -Powiedział z przekąsem Ragno. -Opowiedz...
-Najpierw Iskierka. -Angelo wpatrywał się w brązowe oczy rozmówcy. -Ona ma pierwszeństwo.
-I co? -Ragno rozparł się na fotelu jak król. -Znalazłeś ścieżki. I co teraz? Pójdziesz tam od tak? Bez przygotowania? -Angelo skinął głową bez słowa. -A więc jesteś głupi. Od tak wejdziesz do paszczy lwa, który zdmuchnie cię jak domek z kart, a przy okazji pozżera pozostałości.
Diabeł skrzywił się lekko.
-Musze ja odzyskać. -Syknął przez zęby.
-Rozumiem. Jednak to oni maja przewagę. -Ragno wskazał miejsce na kanapie. -Zapewne maja nie tylko Iskierkę, ale też Amelie i mnóstwo informacji.
-Dlatego trzeba działać jak najszybciej! -Wybuchł Diabeł.
-Ale nie na oślep! -Ragno wstał i spojrzał z góry na rozmówcę. -Najpierw plan, potem działanie! Jeżeli od tak polecisz tam nie wiedząc z kim masz do czynienia możesz zginąć!
-Ale...
-Milcz! Jeżeli Iskierka ma w sobie twoją krew, co jest pewne. -Przerwał biorąc głęboki oddech. -Poradzi sobie. -Dodał już spokojniej. -Nawet nieświadomie, ale sobie poradzi.
-Co radzisz? -Zapytał Angelo. -Chcę ją odzyskać, i chcę dostać Amelię żywą.
-To oczywiste. Będzie musiała nam parę spraw wyjaśnić.
Angelo uśmiechnął się szeroko. Znów przybrał postać Żywiołak. Wyglądał jak zawsze, tylko z jego oczu błyskały figlarne płomyki.
-Czyli plan? -Zapytał patrząc na Ragno.
Ten kiwnął głową i uśmiechnął się.
-Ale najpierw opowiedz mi o sobie. -Powiedział rozkoszując się Mocą i Darem walczącymi pomiędzy nimi. -Czekam. -Dodał widząc, że Angelo chce się wycofać.
-Moja matka była...

I koniec na dzisiaj

I koniec na dzisiaj, zaczekacie kolejny tydzień i być może poczytacie o Angelo i o jego pochodzeniu, ale pewności nie ma (dobra jest pewność)  :) Oczywiście komentujcie, bo widzę że jest was coraz mniej ;/ Mam nadzieję, że się nie znudziłam i do mojego świata będziecie przybywać częściej :D

poniedziałek, 3 sierpnia 2015

Rozdział 5. Czy to był wypadek?

Przede mną słońce, a w głowie

Przede mną słońce, a w głowie kolejne pomysły ;) Ostatnio permanentnie zerwałam kontakt z byłymi przyjaciółkami dlatego postaram się jakoś odzwierciedlić mój nastrój panujący tamtego wtorkowego wieczoru. Z góry przepraszam za jakieś nieścisłości, ale cóż... Artysta ma do tego prawo ;)
ZAPRASZAM!


Czy to był wypadek?

Kalayo z zachwytem patrzył na Iskierkę. Dziewczynka właśnie się budziła, "więc się opłaciło czekać tu od dwóch godzin" pomyślał, a na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech. Iskierka otworzyła szeroko złote oczka, przetarła je malutkimi piąstkami i zaczęła się śmiać. Kalayo nie wiedział czy śmieje się do niego czy też z niego, ale zaczął stroić do małej śmieszne miny, przez co śmiała się jeszcze głośniej. Wyciągnęła do niego rączki, a on bez wahania ją podniósł. 
-Co robisz?
Zmieszany Kalayo odwrócił się do brata. Stał oparty o futrynę i nieufnie spoglądał w jego stronę.
-Od dwóch godzin czekam aż się obudzi -zaczął się tłumaczyć. -Pomyślałem, że...
-To chodźcie na śniadanie. -Chłopak z niedowierzaniem patrzył w szkarłatne oczy Angela. -Nie po to gotowałem od piątej, żebyś teraz patrzył na mnie jak na wariata. -Dodał i wyszedł z pokoju.
-Widziałaś? -Zapytał Iskierkę. -On chyba zwariował.
Kalayo znów się uśmiechnął wywołując zapad śmiechu dziewczynki, po czym zaniósł ją do kuchni.

------------------------------------------

-To jak masz na imię? -Ragno patrzył na smutną dziewczynę.
-Amelia. -Powtórzyła to po raz dziesiąty od trzech dni.
Opiekun pokręcił głową i zostawił ją samą. Nie ufał jej tak samo jak Angelo.

Amelia odgarnęła włosy z twarzy. Enriz mówiła, że wygląda jak ta cała Klaudia, ale chyba nikt jej nie wierzy. Nawet nie wie do czego im ta dziewczynka. Przecież oni są tu szczęśliwi. Owszem ten Angelo czasami ma napady jakichś depresyjnych nastroi, ale co z tego? Przecież jego ukochana odebrała sobie życie! Dziewczyna usiadła na wielkim fotelu i westchnęła głośno. Po co się na to zgodziła? Dziecko jak dziecko tylko ma złote oczy. Rudzielec mówiła, że te oczy mają jakąś magiczną moc. Amelia pokręciła głową, magia przecież nie istnieje, nie w jej świecie.
W pewnej chwili usłyszała czyjeś kroki na korytarzu. Cicho podeszła do drzwi, ostrożnie je uchyliła i zobaczyła Angelo. Miał tą małą na rękach, a obok niego dreptał ten Kalayo. "Ciekawe gdzie idą? Może teraz mi się uda?" Jakby nigdy nic wyszła z salonu i złapała się za głowę.
-Ale mnie migrena złapała. -Powiedziała marszcząc czoło.
Angelo podszedł do niej i złapał ją za brodę tym samym podnosząc jej głowę. Patrzył przez chwilę jej w oczy.
-Może się z nami przejdziesz? -Zaproponował, ale w jego głosie można było wyczuć nutkę nieufności i wrogości.
-Mogłabym? -Zapytała niepewnie.
Angelo kiwnął głową i zabrał rękę. Odwrócił się i wyszedł z domu. Kalayo szedł za nim i opowiadał jakieś historyjki, ale Angelo tylko kiwał co jakiś czas głową. Amelia powoli poszła za nimi. Nie wiedział dokąd idą więc, żeby tylko jakoś doprowadzić Enriz do tej małej postanowiła iść do centrum.
-Gdzie idziemy? -Zapytała.
-Do parku. -Angelo nawet na nią nie spojrzał. -A co?
-A ni możemy do centrum?
-Z migreną? -Teraz jego czerwone oczy wbijały się w nią niczym dwa kolce szkarłatnej, nieosiągalnej róży.- W centrum panuje teraz straszny hałas.
-No wiem. -Pisnęła zakłopotana, starając się wymyślić jakąś wymówkę. -W parku są kwiaty prawda?
Kalayo wyszczerzył śnieżnobiałe zęby do zakłopotanej dziewczyny.
-Oczywiście! To przecież park. -Chłopak pokręcił głową i znacząco popatrzył na Iskierkę.
-Tylko jej nie upuść. -Angelo podał mu dziewczynkę i znów skupił się na Amelii. -Co z tego, że są tam kwiaty?
-Jestem uczulona na pyłki.
-Aha. -Angelo spojrzał na brata i westchnął. -Młody. -Kalayo podniósł oczy na brata. -Idziemy do centrum.
Chłopak jęknął, ale nie protestował.
-A potem pójdziemy do parku?
Żywiołak kiwnął głową i skierował kroki w stronę najbliższego przejścia dla pieszych.

Amelia wyjęła telefon. Właśnie przechodzili obok księgarni. Kalayo już od dłuższego czasu męczył Angelo o słodycze, a cukiernia była po drugiej stronie ulicy. Na chwilę się zatrzymali, Iskierka miała ochotę nauczyć się chodzić. Dziewczyna ukradkiem wysłała wiadomość do Enriz i znów zaczęła zachwycać się nieudolnymi próbami dziewczynki.
-Angelo! -Kalayo patrzył z wyrzutem na brata. -Jak tu stoicie to ja sobie kupię coś i zaraz wrócę.
Żywiołak złapał córeczkę żeby nie upadła i wyją z kieszeni portfel.
-Tylko zaraz wróć. -Powiedział podając go chłopcu.
Kalayo uśmiechnął się szeroko i wbiegł na jezdnie. Nawet nie zauważył samochodu pędzącego po jezdni. Angelo słysząc pisk opon odwrócił się.
Chłopak leżał na jezdni, auto odjeżdżało, a czas jakby się zatrzymał. Delikatnie podniósł Iskierkę i już miał podejść do brata gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
-Daj mi małą. -Amelia uśmiechnęła się do niego ciepło. -Nic jej nie zrobię.
Chłopak kiwnął tylko głową i podła dziewczynkę osobie której nie ufał. Jak w transie podszedł do nieprzytomnego brata. Z ust ciekła mu strużka krwi. Klęknął przy nim, położył sobie jego głowę na kolanach i wyjął telefon. Niczym maszyna wystukał numer na pogotowie. Po kilku minutach sanitariusze wybiegli z karetki, zadali masę bezsensownych pytań i zabrali go. Angelo zapytał tylko do którego szpitala go zabierają. Po chwili pojawiła się policja, oni też o coś pytali, jednak Angelo myślał tylko o swoim małym braciszku i córeczce. Podniósł z jezdni swój portfel i wstał. Rozejrzał się w poszukiwaniu Amelii i Iskierki, ale żadnej z nich nie zauważył. Przeszedł przez ulicę, ale nadal ich nie było.
-Tylko nie to. -Szepnął sam do siebie, a po policzkach pociekły mu łzy.
Zadzwonił do Ragno. W skrócie opisał mu całą historię.
-Wróć do domu. Uspokoisz się...
-Nie. -Angelo patrzył na ogromny budynek szpitala. -Mam dość. W dupie mam czekanie. Przez nią Kalayo jest w szpitalu, a Iskierki nie ma.
-Przestań. Nie możesz wiedzieć, że to ona.
-Mogę. -Rozłączył się i wszedł do szpitala.

"Poważny uraz wewnętrzny, operacja, spodziewajmy się najgorszego". To powiedział lekarz, to krążyło w głowie Angelo. Siedział przed salą operacyjną i nic nie rozumiał. Jak to możliwe? Dlaczego akurat on? Czemu jego rodzina musi tak cierpieć? Czy los nie dał im wystarczająco w kość?
-Tu jesteś!
Niski głos, znajomy głos. Angelo otworzył szeroko oczy. Nagle powrócił strach który towarzyszył mu gdy był dzieckiem. Powoli wstał i spojrzał w bordowe oczy ojca.
-Co tu robisz? -Zapytał cicho.
Mężczyzna zaśmiał się i położył koronę na jednym z krzeseł.
-Do syna przyszedłem. -Powiedział przyglądając się Angelo. -A ty co? Porwanie i przetrzymywanie nieletniego. Ile to będzie według naszego prawa? No ile?
Angelo skrzywił się. Jego ojciec może i był był chamski, bezczelny, agresywny i okrutny, ale prawo panujące w jego królestwie znał na pamięć i dopilnował, żeby jego synowie zapoznali się z nim równie dobrze.
-Katowałeś go...
-Co ci do tego? -Mężczyzna prychnął. -Bękart będzie mnie uczył jak mam wychować dziecko.
-Wyjdź.
Mężczyzna zaśmiał się ponownie i rozsiadł się na krześle obok korony.
Angelo patrzył na ojca, czuł do niego odrazę. Nic więcej. Po chwili jego myśli powróciły do brata. To nie mógł być wypadek. Tylko, że nie wiedział kto. Pierwszy raz nie miał kontroli nad sytuacją, pierwszy raz to nie on był lalkarzem. Teraz był lalką i tańczył poruszany czyjąś ręką.
Z sali wyszedł lekarz. Podszedł do niego nawet nie patrząc na otyłego władcę.
-Proszę pan. -Lekarz wziął głęboki oddech. -Pański brat przeżył, ale jest w śpiączce.
-Obudzi się?
-Tego nie wiem. -Medyk zdjął okulary. -Jednak większe prawdopodobieństwo jest, że już się nie obudzi.
-Ale. -Angelo opadł na najbliższe krzesło. -Niedawno go odzyskałem. -Szepnął.
-Przykro mi. -Mężczyzna wyszedł z poczekalni.
Władca popatrzył na Angelo z litością. "Głupi chłopak" pomyślał i wstał.
-Nic tu po mnie. -Powiedział układając koronę na siwych włosach. -Tę roślinkę będziesz hodował sam. -I wyszedł.
Angelo zakrył twarz dłońmi. "To nie możliwe. Nawet teraz, gdy jego syn może umrzeć jest w stanie kpić sobie ze wszystkiego. Roślinka. Mama. Ona go rozumiała. Może nie zawsze, może nie w każdej chwili była, ale jednak. To ona pokazała mu Różę, najpiękniejszy w świecie kwiat. To ona pokazała mu Nadzieję, uczucie które nigdy nie zniknęło z jego serca. Zawsze miła nadzieję, że on się zmieni, ale potem ją zabił." Żywiołak otarł łzy i wszedł na salę operacyjną. Nie wiedział czego się spodziewał. Wszyscy na niego patrzyli jakby nigdy go tu nie powinno być. On jednak nie zwracał na to uwagi. Podszedł do stołu na którym leżał Kalayo.
-Zaszyjcie go. -Powiedział cicho.
-Co pan chce zrobić? -Jedna z pielęgniarek stanęła mu na drodze.
-Wykonać.
Lekarze zajmujący się chłopce szybko zaszyli ranę upewniając się, że nie wda się zakażenie. Popatrzeli na Angelo.
-Odepnijcie go. -Nakazał. Znów wszyscy zrobili co powiedział i znów na niego spojrzeli. -Zabieram go.
Żywiołak wziął małe, bezwładne ciałko na ręce, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Zamknął oczy. Wokół niego pojawiła się ściana ognia. Po kilku sekundach zniknęła, a wraz z nią Angelo, Kalayo i wspomnienie o ich obecności w szpitalu.

Kolejny rozdzialik zakończony!

Kolejny rozdzialik zakończony! Mam nadzieję, że się nie pogubiliście, że napiszecie komentarze, że może ktoś mnie zaobserwuje, że wam słoneczko świeci i że Wam się podobało! Jeżeli chodzi o moją utratę przyjaciół... Mam nadzieję, że uczucia Angelo jakoś Was do mojej sytuacji przybliżyły. No wiecie ból rozpacz, pustka, działanie.