Przede mną słońce, a w głowie
Przede mną słońce, a w głowie kolejne pomysły ;) Ostatnio permanentnie zerwałam kontakt z byłymi przyjaciółkami dlatego postaram się jakoś odzwierciedlić mój nastrój panujący tamtego wtorkowego wieczoru. Z góry przepraszam za jakieś nieścisłości, ale cóż... Artysta ma do tego prawo ;)
ZAPRASZAM!
Czy to był wypadek?
Kalayo z zachwytem patrzył na Iskierkę. Dziewczynka właśnie się budziła, "więc się opłaciło czekać tu od dwóch godzin" pomyślał, a na jego twarz wpełzł szeroki uśmiech. Iskierka otworzyła szeroko złote oczka, przetarła je malutkimi piąstkami i zaczęła się śmiać. Kalayo nie wiedział czy śmieje się do niego czy też z niego, ale zaczął stroić do małej śmieszne miny, przez co śmiała się jeszcze głośniej. Wyciągnęła do niego rączki, a on bez wahania ją podniósł.
-Co robisz?
Zmieszany Kalayo odwrócił się do brata. Stał oparty o futrynę i nieufnie spoglądał w jego stronę.
-Od dwóch godzin czekam aż się obudzi -zaczął się tłumaczyć. -Pomyślałem, że...
-To chodźcie na śniadanie. -Chłopak z niedowierzaniem patrzył w szkarłatne oczy Angela. -Nie po to gotowałem od piątej, żebyś teraz patrzył na mnie jak na wariata. -Dodał i wyszedł z pokoju.
-Widziałaś? -Zapytał Iskierkę. -On chyba zwariował.
Kalayo znów się uśmiechnął wywołując zapad śmiechu dziewczynki, po czym zaniósł ją do kuchni.
------------------------------------------
-To jak masz na imię? -Ragno patrzył na smutną dziewczynę.
-Amelia. -Powtórzyła to po raz dziesiąty od trzech dni.
Opiekun pokręcił głową i zostawił ją samą. Nie ufał jej tak samo jak Angelo.
Amelia odgarnęła włosy z twarzy. Enriz mówiła, że wygląda jak ta cała Klaudia, ale chyba nikt jej nie wierzy. Nawet nie wie do czego im ta dziewczynka. Przecież oni są tu szczęśliwi. Owszem ten Angelo czasami ma napady jakichś depresyjnych nastroi, ale co z tego? Przecież jego ukochana odebrała sobie życie! Dziewczyna usiadła na wielkim fotelu i westchnęła głośno. Po co się na to zgodziła? Dziecko jak dziecko tylko ma złote oczy. Rudzielec mówiła, że te oczy mają jakąś magiczną moc. Amelia pokręciła głową, magia przecież nie istnieje, nie w jej świecie.
W pewnej chwili usłyszała czyjeś kroki na korytarzu. Cicho podeszła do drzwi, ostrożnie je uchyliła i zobaczyła Angelo. Miał tą małą na rękach, a obok niego dreptał ten Kalayo. "Ciekawe gdzie idą? Może teraz mi się uda?" Jakby nigdy nic wyszła z salonu i złapała się za głowę.
-Ale mnie migrena złapała. -Powiedziała marszcząc czoło.
Angelo podszedł do niej i złapał ją za brodę tym samym podnosząc jej głowę. Patrzył przez chwilę jej w oczy.
-Może się z nami przejdziesz? -Zaproponował, ale w jego głosie można było wyczuć nutkę nieufności i wrogości.
-Mogłabym? -Zapytała niepewnie.
Angelo kiwnął głową i zabrał rękę. Odwrócił się i wyszedł z domu. Kalayo szedł za nim i opowiadał jakieś historyjki, ale Angelo tylko kiwał co jakiś czas głową. Amelia powoli poszła za nimi. Nie wiedział dokąd idą więc, żeby tylko jakoś doprowadzić Enriz do tej małej postanowiła iść do centrum.
-Gdzie idziemy? -Zapytała.
-Do parku. -Angelo nawet na nią nie spojrzał. -A co?
-A ni możemy do centrum?
-Z migreną? -Teraz jego czerwone oczy wbijały się w nią niczym dwa kolce szkarłatnej, nieosiągalnej róży.- W centrum panuje teraz straszny hałas.
-No wiem. -Pisnęła zakłopotana, starając się wymyślić jakąś wymówkę. -W parku są kwiaty prawda?
Kalayo wyszczerzył śnieżnobiałe zęby do zakłopotanej dziewczyny.
-Oczywiście! To przecież park. -Chłopak pokręcił głową i znacząco popatrzył na Iskierkę.
-Tylko jej nie upuść. -Angelo podał mu dziewczynkę i znów skupił się na Amelii. -Co z tego, że są tam kwiaty?
-Jestem uczulona na pyłki.
-Aha. -Angelo spojrzał na brata i westchnął. -Młody. -Kalayo podniósł oczy na brata. -Idziemy do centrum.
Chłopak jęknął, ale nie protestował.
-A potem pójdziemy do parku?
Żywiołak kiwnął głową i skierował kroki w stronę najbliższego przejścia dla pieszych.
Amelia wyjęła telefon. Właśnie przechodzili obok księgarni. Kalayo już od dłuższego czasu męczył Angelo o słodycze, a cukiernia była po drugiej stronie ulicy. Na chwilę się zatrzymali, Iskierka miała ochotę nauczyć się chodzić. Dziewczyna ukradkiem wysłała wiadomość do Enriz i znów zaczęła zachwycać się nieudolnymi próbami dziewczynki.
-Angelo! -Kalayo patrzył z wyrzutem na brata. -Jak tu stoicie to ja sobie kupię coś i zaraz wrócę.
Żywiołak złapał córeczkę żeby nie upadła i wyją z kieszeni portfel.
-Tylko zaraz wróć. -Powiedział podając go chłopcu.
Kalayo uśmiechnął się szeroko i wbiegł na jezdnie. Nawet nie zauważył samochodu pędzącego po jezdni. Angelo słysząc pisk opon odwrócił się.
Chłopak leżał na jezdni, auto odjeżdżało, a czas jakby się zatrzymał. Delikatnie podniósł Iskierkę i już miał podejść do brata gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
-Daj mi małą. -Amelia uśmiechnęła się do niego ciepło. -Nic jej nie zrobię.
Chłopak kiwnął tylko głową i podła dziewczynkę osobie której nie ufał. Jak w transie podszedł do nieprzytomnego brata. Z ust ciekła mu strużka krwi. Klęknął przy nim, położył sobie jego głowę na kolanach i wyjął telefon. Niczym maszyna wystukał numer na pogotowie. Po kilku minutach sanitariusze wybiegli z karetki, zadali masę bezsensownych pytań i zabrali go. Angelo zapytał tylko do którego szpitala go zabierają. Po chwili pojawiła się policja, oni też o coś pytali, jednak Angelo myślał tylko o swoim małym braciszku i córeczce. Podniósł z jezdni swój portfel i wstał. Rozejrzał się w poszukiwaniu Amelii i Iskierki, ale żadnej z nich nie zauważył. Przeszedł przez ulicę, ale nadal ich nie było.
-Tylko nie to. -Szepnął sam do siebie, a po policzkach pociekły mu łzy.
Zadzwonił do Ragno. W skrócie opisał mu całą historię.
-Wróć do domu. Uspokoisz się...
-Nie. -Angelo patrzył na ogromny budynek szpitala. -Mam dość. W dupie mam czekanie. Przez nią Kalayo jest w szpitalu, a Iskierki nie ma.
-Przestań. Nie możesz wiedzieć, że to ona.
-Mogę. -Rozłączył się i wszedł do szpitala.
"Poważny uraz wewnętrzny, operacja, spodziewajmy się najgorszego". To powiedział lekarz, to krążyło w głowie Angelo. Siedział przed salą operacyjną i nic nie rozumiał. Jak to możliwe? Dlaczego akurat on? Czemu jego rodzina musi tak cierpieć? Czy los nie dał im wystarczająco w kość?
-Tu jesteś!
Niski głos, znajomy głos. Angelo otworzył szeroko oczy. Nagle powrócił strach który towarzyszył mu gdy był dzieckiem. Powoli wstał i spojrzał w bordowe oczy ojca.
-Co tu robisz? -Zapytał cicho.
Mężczyzna zaśmiał się i położył koronę na jednym z krzeseł.
-Do syna przyszedłem. -Powiedział przyglądając się Angelo. -A ty co? Porwanie i przetrzymywanie nieletniego. Ile to będzie według naszego prawa? No ile?
Angelo skrzywił się. Jego ojciec może i był był chamski, bezczelny, agresywny i okrutny, ale prawo panujące w jego królestwie znał na pamięć i dopilnował, żeby jego synowie zapoznali się z nim równie dobrze.
-Katowałeś go...
-Co ci do tego? -Mężczyzna prychnął. -Bękart będzie mnie uczył jak mam wychować dziecko.
-Wyjdź.
Mężczyzna zaśmiał się ponownie i rozsiadł się na krześle obok korony.
Angelo patrzył na ojca, czuł do niego odrazę. Nic więcej. Po chwili jego myśli powróciły do brata. To nie mógł być wypadek. Tylko, że nie wiedział kto. Pierwszy raz nie miał kontroli nad sytuacją, pierwszy raz to nie on był lalkarzem. Teraz był lalką i tańczył poruszany czyjąś ręką.
Z sali wyszedł lekarz. Podszedł do niego nawet nie patrząc na otyłego władcę.
-Proszę pan. -Lekarz wziął głęboki oddech. -Pański brat przeżył, ale jest w śpiączce.
-Obudzi się?
-Tego nie wiem. -Medyk zdjął okulary. -Jednak większe prawdopodobieństwo jest, że już się nie obudzi.
-Ale. -Angelo opadł na najbliższe krzesło. -Niedawno go odzyskałem. -Szepnął.
-Przykro mi. -Mężczyzna wyszedł z poczekalni.
Władca popatrzył na Angelo z litością. "Głupi chłopak" pomyślał i wstał.
-Nic tu po mnie. -Powiedział układając koronę na siwych włosach. -Tę roślinkę będziesz hodował sam. -I wyszedł.
Angelo zakrył twarz dłońmi. "To nie możliwe. Nawet teraz, gdy jego syn może umrzeć jest w stanie kpić sobie ze wszystkiego. Roślinka. Mama. Ona go rozumiała. Może nie zawsze, może nie w każdej chwili była, ale jednak. To ona pokazała mu Różę, najpiękniejszy w świecie kwiat. To ona pokazała mu Nadzieję, uczucie które nigdy nie zniknęło z jego serca. Zawsze miła nadzieję, że on się zmieni, ale potem ją zabił." Żywiołak otarł łzy i wszedł na salę operacyjną. Nie wiedział czego się spodziewał. Wszyscy na niego patrzyli jakby nigdy go tu nie powinno być. On jednak nie zwracał na to uwagi. Podszedł do stołu na którym leżał Kalayo.
-Zaszyjcie go. -Powiedział cicho.
-Co pan chce zrobić? -Jedna z pielęgniarek stanęła mu na drodze.
-Wykonać.
Lekarze zajmujący się chłopce szybko zaszyli ranę upewniając się, że nie wda się zakażenie. Popatrzeli na Angelo.
-Odepnijcie go. -Nakazał. Znów wszyscy zrobili co powiedział i znów na niego spojrzeli. -Zabieram go.
Żywiołak wziął małe, bezwładne ciałko na ręce, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Zamknął oczy. Wokół niego pojawiła się ściana ognia. Po kilku sekundach zniknęła, a wraz z nią Angelo, Kalayo i wspomnienie o ich obecności w szpitalu.
W pewnej chwili usłyszała czyjeś kroki na korytarzu. Cicho podeszła do drzwi, ostrożnie je uchyliła i zobaczyła Angelo. Miał tą małą na rękach, a obok niego dreptał ten Kalayo. "Ciekawe gdzie idą? Może teraz mi się uda?" Jakby nigdy nic wyszła z salonu i złapała się za głowę.
-Ale mnie migrena złapała. -Powiedziała marszcząc czoło.
Angelo podszedł do niej i złapał ją za brodę tym samym podnosząc jej głowę. Patrzył przez chwilę jej w oczy.
-Może się z nami przejdziesz? -Zaproponował, ale w jego głosie można było wyczuć nutkę nieufności i wrogości.
-Mogłabym? -Zapytała niepewnie.
Angelo kiwnął głową i zabrał rękę. Odwrócił się i wyszedł z domu. Kalayo szedł za nim i opowiadał jakieś historyjki, ale Angelo tylko kiwał co jakiś czas głową. Amelia powoli poszła za nimi. Nie wiedział dokąd idą więc, żeby tylko jakoś doprowadzić Enriz do tej małej postanowiła iść do centrum.
-Gdzie idziemy? -Zapytała.
-Do parku. -Angelo nawet na nią nie spojrzał. -A co?
-A ni możemy do centrum?
-Z migreną? -Teraz jego czerwone oczy wbijały się w nią niczym dwa kolce szkarłatnej, nieosiągalnej róży.- W centrum panuje teraz straszny hałas.
-No wiem. -Pisnęła zakłopotana, starając się wymyślić jakąś wymówkę. -W parku są kwiaty prawda?
Kalayo wyszczerzył śnieżnobiałe zęby do zakłopotanej dziewczyny.
-Oczywiście! To przecież park. -Chłopak pokręcił głową i znacząco popatrzył na Iskierkę.
-Tylko jej nie upuść. -Angelo podał mu dziewczynkę i znów skupił się na Amelii. -Co z tego, że są tam kwiaty?
-Jestem uczulona na pyłki.
-Aha. -Angelo spojrzał na brata i westchnął. -Młody. -Kalayo podniósł oczy na brata. -Idziemy do centrum.
Chłopak jęknął, ale nie protestował.
-A potem pójdziemy do parku?
Żywiołak kiwnął głową i skierował kroki w stronę najbliższego przejścia dla pieszych.
Amelia wyjęła telefon. Właśnie przechodzili obok księgarni. Kalayo już od dłuższego czasu męczył Angelo o słodycze, a cukiernia była po drugiej stronie ulicy. Na chwilę się zatrzymali, Iskierka miała ochotę nauczyć się chodzić. Dziewczyna ukradkiem wysłała wiadomość do Enriz i znów zaczęła zachwycać się nieudolnymi próbami dziewczynki.
-Angelo! -Kalayo patrzył z wyrzutem na brata. -Jak tu stoicie to ja sobie kupię coś i zaraz wrócę.
Żywiołak złapał córeczkę żeby nie upadła i wyją z kieszeni portfel.
-Tylko zaraz wróć. -Powiedział podając go chłopcu.
Kalayo uśmiechnął się szeroko i wbiegł na jezdnie. Nawet nie zauważył samochodu pędzącego po jezdni. Angelo słysząc pisk opon odwrócił się.
Chłopak leżał na jezdni, auto odjeżdżało, a czas jakby się zatrzymał. Delikatnie podniósł Iskierkę i już miał podejść do brata gdy poczuł czyjąś dłoń na ramieniu.
-Daj mi małą. -Amelia uśmiechnęła się do niego ciepło. -Nic jej nie zrobię.
Chłopak kiwnął tylko głową i podła dziewczynkę osobie której nie ufał. Jak w transie podszedł do nieprzytomnego brata. Z ust ciekła mu strużka krwi. Klęknął przy nim, położył sobie jego głowę na kolanach i wyjął telefon. Niczym maszyna wystukał numer na pogotowie. Po kilku minutach sanitariusze wybiegli z karetki, zadali masę bezsensownych pytań i zabrali go. Angelo zapytał tylko do którego szpitala go zabierają. Po chwili pojawiła się policja, oni też o coś pytali, jednak Angelo myślał tylko o swoim małym braciszku i córeczce. Podniósł z jezdni swój portfel i wstał. Rozejrzał się w poszukiwaniu Amelii i Iskierki, ale żadnej z nich nie zauważył. Przeszedł przez ulicę, ale nadal ich nie było.
-Tylko nie to. -Szepnął sam do siebie, a po policzkach pociekły mu łzy.
Zadzwonił do Ragno. W skrócie opisał mu całą historię.
-Wróć do domu. Uspokoisz się...
-Nie. -Angelo patrzył na ogromny budynek szpitala. -Mam dość. W dupie mam czekanie. Przez nią Kalayo jest w szpitalu, a Iskierki nie ma.
-Przestań. Nie możesz wiedzieć, że to ona.
-Mogę. -Rozłączył się i wszedł do szpitala.
"Poważny uraz wewnętrzny, operacja, spodziewajmy się najgorszego". To powiedział lekarz, to krążyło w głowie Angelo. Siedział przed salą operacyjną i nic nie rozumiał. Jak to możliwe? Dlaczego akurat on? Czemu jego rodzina musi tak cierpieć? Czy los nie dał im wystarczająco w kość?
-Tu jesteś!
Niski głos, znajomy głos. Angelo otworzył szeroko oczy. Nagle powrócił strach który towarzyszył mu gdy był dzieckiem. Powoli wstał i spojrzał w bordowe oczy ojca.
-Co tu robisz? -Zapytał cicho.
Mężczyzna zaśmiał się i położył koronę na jednym z krzeseł.
-Do syna przyszedłem. -Powiedział przyglądając się Angelo. -A ty co? Porwanie i przetrzymywanie nieletniego. Ile to będzie według naszego prawa? No ile?
Angelo skrzywił się. Jego ojciec może i był był chamski, bezczelny, agresywny i okrutny, ale prawo panujące w jego królestwie znał na pamięć i dopilnował, żeby jego synowie zapoznali się z nim równie dobrze.
-Katowałeś go...
-Co ci do tego? -Mężczyzna prychnął. -Bękart będzie mnie uczył jak mam wychować dziecko.
-Wyjdź.
Mężczyzna zaśmiał się ponownie i rozsiadł się na krześle obok korony.
Angelo patrzył na ojca, czuł do niego odrazę. Nic więcej. Po chwili jego myśli powróciły do brata. To nie mógł być wypadek. Tylko, że nie wiedział kto. Pierwszy raz nie miał kontroli nad sytuacją, pierwszy raz to nie on był lalkarzem. Teraz był lalką i tańczył poruszany czyjąś ręką.
Z sali wyszedł lekarz. Podszedł do niego nawet nie patrząc na otyłego władcę.
-Proszę pan. -Lekarz wziął głęboki oddech. -Pański brat przeżył, ale jest w śpiączce.
-Obudzi się?
-Tego nie wiem. -Medyk zdjął okulary. -Jednak większe prawdopodobieństwo jest, że już się nie obudzi.
-Ale. -Angelo opadł na najbliższe krzesło. -Niedawno go odzyskałem. -Szepnął.
-Przykro mi. -Mężczyzna wyszedł z poczekalni.
Władca popatrzył na Angelo z litością. "Głupi chłopak" pomyślał i wstał.
-Nic tu po mnie. -Powiedział układając koronę na siwych włosach. -Tę roślinkę będziesz hodował sam. -I wyszedł.
Angelo zakrył twarz dłońmi. "To nie możliwe. Nawet teraz, gdy jego syn może umrzeć jest w stanie kpić sobie ze wszystkiego. Roślinka. Mama. Ona go rozumiała. Może nie zawsze, może nie w każdej chwili była, ale jednak. To ona pokazała mu Różę, najpiękniejszy w świecie kwiat. To ona pokazała mu Nadzieję, uczucie które nigdy nie zniknęło z jego serca. Zawsze miła nadzieję, że on się zmieni, ale potem ją zabił." Żywiołak otarł łzy i wszedł na salę operacyjną. Nie wiedział czego się spodziewał. Wszyscy na niego patrzyli jakby nigdy go tu nie powinno być. On jednak nie zwracał na to uwagi. Podszedł do stołu na którym leżał Kalayo.
-Zaszyjcie go. -Powiedział cicho.
-Co pan chce zrobić? -Jedna z pielęgniarek stanęła mu na drodze.
-Wykonać.
Lekarze zajmujący się chłopce szybko zaszyli ranę upewniając się, że nie wda się zakażenie. Popatrzeli na Angelo.
-Odepnijcie go. -Nakazał. Znów wszyscy zrobili co powiedział i znów na niego spojrzeli. -Zabieram go.
Żywiołak wziął małe, bezwładne ciałko na ręce, a po jego policzku spłynęła pojedyncza łza. Zamknął oczy. Wokół niego pojawiła się ściana ognia. Po kilku sekundach zniknęła, a wraz z nią Angelo, Kalayo i wspomnienie o ich obecności w szpitalu.
Kolejny rozdzialik zakończony!
Kolejny rozdzialik zakończony! Mam nadzieję, że się nie pogubiliście, że napiszecie komentarze, że może ktoś mnie zaobserwuje, że wam słoneczko świeci i że Wam się podobało! Jeżeli chodzi o moją utratę przyjaciół... Mam nadzieję, że uczucia Angelo jakoś Was do mojej sytuacji przybliżyły. No wiecie ból rozpacz, pustka, działanie.
Super :) Czekam niecierpliwie na następny rozdział ;)
OdpowiedzUsuńMam nadzieję że następny też ci się spodoba :D
UsuńTeraz robi się naprawdę depresyjnie ;__;
OdpowiedzUsuńPodoba mi się. Mieszasz w opowiadaniu dramat i fantasy :3
Nic tylko czytać dalej.
Pozdrawiam i życzę weny!
Cieszę się, że trafiłam w twój gust :)
UsuńDziękuję za wenę, na pewno wykorzystam :D