Przeskocz i dowiedz się

poniedziałek, 28 września 2015

Rozdział 13. Pytania i odpowiedzi

Brak mi czasu :<

Coraz więcej nauki, a coraz mniej czasu :< Szkoda, bo jakoś mi tak głupio :< Nie ma komów (mniejsza) i nie ma czasu na pisanie :<  (to nie jest Q &A)
Przykro mi że ten rozdział jest w stylu "Dialogi, wszędzie dialogi", ale nie umiałam tego inaczej przedstawić.


Pytania i odpowiedzi

Kalayo usiadł wygodnie przed wielkim ekranem i jak urzeczony wpatrywał się w stada zielonych znaków.
-Mogę wiedzieć co robisz?
Wystraszony chłopak podskoczył i spojrzał na stojącego w progu Ragno. 
-Nie strasz mnie! -Krzyknął wydymając usta.
Opiekun zmarszczył brwi i usiadł na fotelu.
-Nadal nie wiem co robisz. -Powiedział bo cisza w pokoju stała się nieznośna.
-Czekam, aż to się włączy. -Wskazał na komputer.
-To się nie doczekasz.
Kalayo wzruszył ramionami i odwrócił się twarzą do ekranu. Zielone symbole co chwilę się zmieniały miejsce.
-Dlaczego jej nie zabiłeś? -Zapytał śledząc oczami dziwny symbol. -Przecież mogłeś.
-Nie mogłem. -Ragno westchnął. -To nie jest takie proste.
-Jest. -Chłopak oderwał spojrzenie od ekranu. -Mów, bo i tak nie ustąpię.
Opiekun jednak pokręcił głową. Bez słowa sięgnął po leżącą na stoliku książkę i zaczął czytać.
-Do góry nogami i tak niczego nie zrozumiesz! -Śmiech Żywiołaka odbił się od ścian.
Zdenerwowany Ragno z trzaskiem odłożył tomiszcze.
-Co chcesz wiedzieć? -Zapytał gniewnie.
-Dlaczego jej nie zabiłeś?
-Bo nie chcę mieć już niczyjej krwi na rękach.
Kalayo zamyślił się. Słowa Pająka były dość dziwne. "Tak jakby już kogoś zabił" przeszło mu przez głowę.
-Czyli już kogoś zabiłeś? -Zapytał przeczesując włosy palcami.
Ragno zmarszczył brwi. Już gdzieś widział ten gest. Podrapał się po brodzie.
-Zbyt dużo czasu spędzasz z Angelo. -Powiedział poważnie. -Zaczynasz zachowywać się tak jak on.
-Nie ważne. -Oczy chłopca zapłonęły ciekawością. -Zabiłeś już kogoś? -Powtórzył szczerząc zęby.
-Tak. -Opiekunowi zadrżał głos. -Nie drąż tego.
Kalayo otworzył usta w zdziwieniu. Jego wydłużone kły przykuły uwagę Ragno. Chłopak opamiętał się po chwili i zamknął buzię. Przełknął głośno ślinę.
-Kto to był? -Zapytał, a w oczach Ragno zabłysło coś niebezpiecznego.
-Czy ja cię o coś nie prosiłem?
-Prosiłeś. -Żywiołak uśmiechnął się zawadiacko.
-Więc się dostosuj. -Warknął wstając.
-Nie! -Kalayo zeskoczył z fotela i stanął przed Opiekunem. -Jestem bratem Angela. Nie myśl sobie, że ci odpuszczę Pajączku.
Ragno wybuchł śmiechem i ominął chłopaka.
-Wiesz co? Jeszcze mu do pięt nie dorastasz jeżeli chodzi o doprowadzanie mnie do szału.
-Tak? -Ragno kiwnął głową naciskając klamkę. -Czyli nie chciałeś, przed porwaniem Iskierki, zabić mojego brata, a mnie powiedzieć, że odszedł bo miał dosyć wszystkiego?
Opiekun zamarł. Na jego twarzy malowało się niedowierzanie.
-Skąd? -Zapytał łamiącym się głosem. -Jak?
-Mogę ci zdradzić sekret jeżeli chcesz. -Pająk nie zareagował. -Jako brat Mieszańca sam jestem Mieszańcem. -Podszedł do zszokowanego Ragno. -Mogę ci pomóc w badaniach nad takimi jak my, ale najpierw odpowiesz mi na parę pytań.
-Dobrze. -Odpowiedział osuwając się na podłogę. -Co chcesz wiedzieć?
-Kogo zabiłeś? -Zapytał  z lekkim uśmiechem.
-Rodziców Klaudii. -Odparł automatycznie.
Kalayo zbladł.
-Dlaczego to zrobiłeś?
-Bo traktowali je jak śmieci, a Klaudia była dla nich workiem treningowym. -Wyszeptał.
-Jakie je?
-Klaudia miała siostrę. -Pająk zakrył twarz dłońmi. -Od lat jej szukałem, ale okazało się, że została zamordowana rok po tym jak Klaudia się tu wprowadziła.
-Co? -Kalayo wytrzeszczył oczy.
-Została zamordowano. -Stwierdził bez emocji.
-Aha. -Tylko tyle potrafił odpowiedzieć.
-Jeszce coś?
-Klaudia o tym wiedziała?
Opiekun kiwnął głową. Nie potrafił o tym mówić. Ten okres był dla niego zbyt trudny.
-Opowiedz.
-Ja...
-Muszę wiedzieć. -Kalayo usiadł naprzeciwko Opiekuna. -Opowiedz mi o tym.
-Lata temu jej o tym powiedziałem. Chciała wiedzieć co się tak naprawdę stało. Powiedziałem jej wszystko. Jak poznałem jej ojca, jak wyglądało ich morderstwo, jak się potem czułem... -Westchnął. -Bała się mnie. Uważała mnie za potwora. Nie umiałem tego znieść. Była wszystkim co miałem, nie chciałem jej stracić. Postanowiłem złożyć jej przysięgę. Miałem nikogo więcej nie zabić.
-Dotrzymałeś słowa.
-Oczywiście, ale nie dotrzymałem tego które dałem Enriz.
-Co to znaczy?
Na ustach Ragno pojawił się uśmiech.
-Szczerze? I tak już za długo żyłem. Teraz czas na ciebie i Angelo.
Gdy to powiedział jego oczy zaszły mglą. Oddychał ciężko, ale nie przestawał się uśmiechać. Wyglądało to tak jakby był dumny ze swojego losu.
-Co mam robić? -Głos Kalayo stał się piskliwy.
-Na to pytanie sam musisz znaleźć odpowiedź. -Szepnął zamykając oczy.

CDN

Ciąg dalszy oczywiście nastąpi :D Jednak czy uda im się odratować Ragno nie wiem. Nie mam na niego pomysłu :D

niedziela, 20 września 2015

Rozdział 12. Co potrafi Opiekun

Zaczynamy kolejny tydzień!

Kolejny tydzień właśnie się zaczyna, ja piszę, a wy?


Co potrafi Opiekun

Ragno podszedł do wielkiej biblioteczki zakrywającej całą ścianę w jego gabinecie. Wziął do ręki grube tomiszcze oprawione w czarną skórę, na której grzbiecie widniały trzy wielki litery OGH. Pająk zdmuchnął kusz z okładki i podał książkę Angelo. Biblioteczka cofnęła się i odwróciła ukazując wielki panel z jeszcze większym ekranem.
-Co to jest? -Kalayo podszedł do maszyny. -Co to robi? Jak to działa? Dlaczego, to tu jest? Po co ci to? Dasz mi się tym pobawić? -Chłopak sypał pytaniami jak karabin maszynowy nabojami.
Angelo odłożył księgę na stolik i z głupkowata miną powstrzymywał wybuch śmiechu.
-Komputer, udziela informacji i nie tylko, nie wyjaśnię ci tego teraz, pracuję na nim, nie. -Ragno westchnął i uśmiechnął się do Żywiołaka. -Usatysfakcjonowany?
-Tak. -Naburmuszony usiadł obok brata.
-Bardzo dobrze.
Opiekun odwrócił się do komputera i bardzo szybko zaczął przyciskać przyciski. Oniemiały Angelo wstał, podszedł do niego i patrząc mu przez ramie starał się zrozumieć co on robi. Bez skutki. Na ekranie pojawiło się kilka okien i w każdym pojawiały się litery, cyfry i znaki. Dłonie Ragno przesuwały się po klawiszach, ale on nie spuszczał wzroku z ekranu.
W gabinecie panowała cisza w której jedynym dźwiękiem było ciche klikanie przycisków. Po chwili opiekun wyprostował się i dumnie uśmiechnął.
-Znalazłem. -Powiedział. -Wiem gdzie znajdziecie Enriz.
-Co?!
-Dlaczego cie to tak dziwi?
Angelo zerknął na ekran, a potem znów na Ragno.
-Jesteś idiotą! -Wrzasnął. -Do cholery złożyłeś przysięgę!
Kalayo położył sobie na kolanach wielkie tomiszcze i zaczął ją przeglądać.
-Co z tego? -Głos Opiekuna zadrżał.
-Właśnie to.
Żywiołak odwrócił się tyłem do rozmówcy i ze zmarszczonym czołem przyglądał się znakom przewijającym się po ekranie. Dotknął dłonią jednego z okienek. Wstrząsnęły nim dreszcze. Opadła na kolana łapiąc się za głowę. Jęknął jakby go obdzierali ze skóry. Płomienie pokrywające jego ciało zniknęły. Klęczał przez chwilę po czym bezwładnie opadł na podłogę.
-Angelo? -Kalayo uniósł głowę znad tomiszcza. -Co się stało? -Nie uzyskawszy odpowiedzi powrócił do lektury.
Opiekun klęknął obok szczupłej postaci. Przyłożył dwa palce do szyi chłopaka, wyczuwszy puls obrócił go na plecy. Nieprzytomny chłopak wyglądał dokładnie jak Angelo, tylko że brakowało płomieni. Zamyślony podrapał się po głowie.
-Słyszysz mnie? -Zapytał potrząsając delikatnie chłopakiem.
Brak reakcji. Spróbował jeszcze kilka razy z podobnym sutkiem. Zdenerwowany uderzył nieprzytomnego w twarz. Oczy chłopaka od razu się otworzyły ukazując szkarłatne tęczówki.
-Co ty odwalasz? -Syknął rozcierając piekący policzek.
-Jakoś inaczej wyglądasz.
Chłopak zmarszczył brwi. Wstał i chwiejnie podszedł do lustra.
Postać stojąca przed nim miała przydługie czarne włosy opadające na czoło, czerwone oczy, delikatnie zarysowane kości policzkowe, usta układające się w  wielkie "O" i prosty nos. Na szyi postaci wisiał srebrny łańcuszek, na którym delikatnie huśtał się srebrny pierścionek zwieńczony błękitnym kamieniem. Chłopak miał na sobie czarny, uwydatniający mięśnie t-shirt, ciemne jeansy i buty sportowe. Prawą rękę pokrytą miał paskudnymi czarnymi bliznami, które zaczynały się na dłoni, a kończyły przy obojczyku. Na palcu wskazującym lewej ręki mienił się srebrny sygnet z pięknym rubinem, a na nadgarstku luźno wisiała czarna, sznurkowa bransoletka.
-To... Ja? -zapytał zerkając na Ragno. -Tak teraz będę wyglądał?
Opiekun pokręcił głową podchodząc do komputera.
-Nie wydaje mi się. -Poklikał coś na wielkiej konsoli. -Ten komputer nasączony jest Magią.
-Pokazuje inną formę?
-Dokładnie. -Ragno uśmiechnął się do przerażonego Angelo. -Dzięki Magii możesz odkryć drzemiącą w tobie postać.
-Aha.
Angelo przeczesał palcami czarne włosy i skrzywił się.
-Co ci?
-One nie chcą stać. -Powiedział ze zbolałą miną.
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza, ale Ragno nie potrafiąc się opanować wybuchnął śmiechem.
-Zwariowałeś. -Wyszczerzył się do przyjaciela i usiadł na miękkim fotelu. -Ale nie o to chodzi.
Angelo wydął policzki i usiadł na podłodze wbijając wzrok w buty.
-To o co? -Zapytał jak obrażone dziecko.
-Dzięki tej postaci będziesz mógł się zbliżyć do Enriz i Iskierki. -Angelo uniósł głowę, aby spojrzeć w brązowe oczy Ragno. -Możesz udawać poszkodowanego przez życie frajera, który szuka zemsty na wszystkich istotach.
-Dużo się nie pomyliłeś. -Szepnął Kalayo przewracając starą, zakurzoną stronę.
-Gdzie mam iść. -W oczach szatyna błyszczał gniew pomieszany z desperacją. -Co mam zrobić, żeby Iskierka do mnie wróciła?
Na usta Ragno wpełzł szeroki uśmiech.

------------------------------

Granatowy lexus zatrzymał się przy krawężniku. Ze środka wypadł jakiś chłopak. Chwiejnie wstał i rzucił się na auto, ale ono z piskiem opon odjechało. Chłopak z pluskiem wpadł w kałużę. Zaklął szpetnie i wstał. Otrząsnął się z brudnej deszczówki i zlustrował okolice.
-Gdzie ja kurwa jestem?
Zdenerwowany podszedł do najbliższego budynku i bez zastanowienia zastukał w drewniane drzwi pokryte odchodzącą, brązową farbą. Za drzwiami rozległy się kroki, a po chwili przed chłopakiem stanął barczysty Wampir. Stwór miał fioletowe oczy, bladą cerę i rozchylone usta spomiędzy których wystawały długie żółte kły.
-Czego? -Wysyczał.
Chłopak odsunął z twarzy kosmyk czarnych włosów i spojrzał prosto w oczy wampira.
-Wpuść mnie. -Powiedział spokojnie. -Jestem twoim przyjacielem, mam na imię Alec. -Nie tracąc kontaktu wzrokowego wysunął z tylnej kieszeni sztylet. -Dam ci coś czego pragniesz. -Płynnym ruchem rozciął sobie skórę na ręce. -Jednak mam swoją cenę.
Oczy Wampira rozszerzyły się. Na fioletowych tęczówkach pojawiły się maleńkie, czerwone plamki.
-Czego sobie życzysz. -Wycharczał zaciągając się zapachem krwi. -Zrobię wszystko.
Usta chłopaka wygięły się parodii uśmiechu.
-Wszyscy w tym domu mają wiedzieć, że jestem twoim przyjacielem. Znalazłeś mnie dziś na ulicy. Przemoczonego, pobitego i sponiewieranego. -Chłopak wskazał na swoje ubranie i twarz. -Opowiedziałem ci dlaczego tu jestem. Nie chciałem twojej pomocy, ale uparłeś się. -Wysunął krwawiącą rękę w stronę Wampira. -Ubłagałem cię, abyś nikomu nie opowiedział mojej historii. -Odsunął rękę. -Możesz przekazać im tylko tyle. -Powiedział ostro. -Nie ważne jakimi Darami władają twoi towarzysze, jesteś na nie odporny. Rozumiesz?
Wampir kiwnął głową i podszedł do chłopaka.
-Daj mi. -Jęknął.
-Oczywiście. -Chłopak sięgnął ręką do kieszeni bluzy i wyciągnął z niej torebeczkę pełną czerwonego płynu. -Proszę.
-Ale...
-Nie. -Warknął wciskając woreczek w dłoń Wampira. -Wywiąż się z umowy, a dostaniesz ze źródła.
Na bladej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Pokiwał głową i owinął krwawiącą rękę chłopaka czarnym materiałem.
-Skąd to wziąłeś? -Zapytał szatyn patrząc na opatrzoną ranę.
-Zawsze mam to przy sobie. -Stęknął. -Właź.

------------------------

Angelo rozłożył się na wielkim łóżku, w miękkiej pościeli i gorącą kawą na stoliczku nocnym. Całym sobą czół obecność Iskierki.
"Dziękuję Opiekunie" szeroko się uśmiechnął "coś tam jeszcze potrafisz, nawet więcej niż coś." Przeczesał długimi palcami niesforne, czarne kosmyki. Usiadł, wziął kubek i opróżnił go jednym łykiem.
-Jutro się zabawimy. -Szepnął do siebie i zasnął.

Żywiołak miał wielkie szczęście, że jego podwyższona temperatura i zahartowany organizm w przeciągu paru sekund rozprawiły się z trucizną dodaną do pysznego naparu.

Nie zanudziłam?

Jeżeli Was zanudziłam, to przepraszam bardzo, ale tak czy siak musiałam przedłużyć przyjazd Angelo do kryjówki Enriz. Ciekawi co będzie dalej? Zapraszam w przyszły poniedziałek :D

poniedziałek, 14 września 2015

Rozdział 11. Enriz

Cóż 

No cóż wszystko jakoś nam leci, więc lecimy do rozdzialiku :D (komentujcie)


Enriz

Północ.
Ragno wolnym krokiem schodził z pagórka, na którym pochowana została Klaudia. Mężczyzna zastanawiał się nad wieloma rzeczami. Dlaczego Klaudia zrobiła to co zrobiła, dlaczego ktoś porwał Iskierkę, co się dalej stanie z ich "rodziną". Zastanawiał się dlaczego tak polubił Angela i Kalayo. Zamyślony szedł przez wielki ogród otaczający posiadłość. Nagle się zatrzymał. Coś go tknęło więc odwrócił się i spojrzał na wielki dąb stojący za bramą.
-Czego chcesz? -Zapytał.
-Układ. -usłyszał cichy kobiecy głos.
Zdziwiony Ragno podszedł do krzewu w kształcie wielkiej kuli, a z jego dłoni wypłynęły smugi światła, które złączyły się w migającą poświatę. Moc oświetliła niewielki obszar dzięki czemu Opiekun mógł przyjrzeć się postaci. Koło drzewa stała średniego wzrostu dziewczyna. Jej rude włosy rozwiewał wiatr, a oczy o nieokreślonej barwie lustrowały otoczenie. Jej zadarty nos i zaciśnięte usta nadawały jej królewski wygląd.
-Słucham? -Zapytał zdziwiony. -Jaki układ?
Dziewczyna uśmiechnęła się odsuwając z twarzy włosy.
-Ty jesteś Pająk, tak? -Kiwnął głową nie rozumiejąc. -Wiesz znałam kiedyś, bardzo dawno temu, taką miłą dziewczynę o złotych oczach.
Ragno przeszedł przez bramę i stanął naprzeciwko dziewczyny. Migająca poświata przesunęła się wraz z nim dzięki czemu twarz rudowłosej była teraz całkowicie oświetlona.
-Jesteś jakąś koleżanką Klaudii? -Zapytał z udawanym spokojem.
Dziewczyna uśmiechnęła się pokazując rząd białych, krzywych zębów. Poprawiła zieloną koszulkę i zadowolona podała mu zdjęcie.
-Ładne, prawda?
Ragno przyjrzał się fotografii. Była zamazana, ale dało się rozpoznać na niej dwie postacie. Jedna o długich ciemnych włosach, a druga jakby łysa. Ta z długimi włosami była naga, a przynajmniej tak to wyglądało, osoba stojąca nad nią miała jedynie zsunięte spodnie.
Nagle Opiekun uświadomił sobie na co patrzy. Zdjęcie w jego dłonie zaczęło się zwijać niczym więdnący kwiat.
-Kto to był? -W jego głosie słychać było strach.
-Dziewczyna? -Zapytała uśmiechając się. -To Klaudynka! Ten chłopak to... -Urwała. -Powiem ci kto to był, ale mam warunek.
-Po to przyszłaś?
-Oczywiście! -Klasnęła w dłonie jak małe dziecko. -Nie będziecie szukać jej córki.
Opiekun skrzywił się.
-Jak masz na imię? -Zapytał obmyślając plan.
-Enriz. -Powiedziała to tak swobodnie jakby wiedziała że ta informacja nic mu nie da.
-Dziękuję. -Szepnął i odwrócił się. -Na mnie już czas.
Zdziwiona patrzyła jak sylwetka mężczyzny znika wśród zielni, rozjaśnianej przez poświatę Mocy.
-Zaczekaj! -Krzyknęła. -Nie chcesz poznać prawdy?
-Chcę! -Poświata zniknęła, Enriz już nie widziała sylwetki Opiekuna. -Mów. -Szepnął, a jego oddech rozwiał jej i tak już porozwiewane włosy.
Przerażona pisnęła i odskoczyła od niego. Złapała się za piersi i rozglądała dookoła. Wyglądała jak spłoszone zwierze.
-Gdzie jesteś?! -Krzyknęła w pustkę.
-Wszędzie. -Odpowiedział dotykając delikatnie jej prawej ręki. Znów pisnęła i odskoczyła wpadając na coś. Poczuła jak coś ją oplata w pasie. -Więc, jak to było?
Zapytał cicho.
-Puszczaj! -Zaczęła się szarpać, ale nie dała rady się wyrwać. -Puść! Powiem, ale puść!
-Nie ufam ci. -Szepnął oddechem pieszcząc jej ucho. -Opowiadaj. -Nakazał.
Przerażona jego spokojem i podejściem wzięła głęboki oddech.
-Dobrze. -Zamknęła oczy. -To był ten kierowca. -Pisnęła. -Wtedy jak jechaliśmy na tą imprezę. On ją widział i uznał, że się zabawi. Nie chciałam na to pozwolić, ale wiedziałam, że jak mu przeszkodzę to mnie skrzywdzi.
Ragno odsunął się od dziewczyny i zamyślony podszedł do drzewa.
-Dziwne. -Powiedział nie zwracając uwagi na skomlenie rudej. -Myślałem o Denie.
-Teraz. -Usłyszał cichy, drżący głos. -Przysięgnij, że nie będziesz mnie szukał, mnie i tej małej.
-Przysięgam.

--------------------------------

Angelo przeciągnął się i otworzył oczy. Usiadł i rozejrzał się.
-Gdzie ja... -Zobaczył śpiącego obok Kalayo. -No tak.
Ostrożnie, żeby nie obudzić brata wstał i przykrył go brązowym kocem. Podszedł do lustra i skrzywił się do odbicia. Zniesmaczony szybko poszedł do swojej sypialni. Wyciągnął spod łózka wielką drewnianą skrzynie. Drewno pokryte było cienką warstwą lakieru chłodzącego. Diabeł podniósł wieko i uśmiechnął się szeroko. Czerwone oczy chłopaka zachłannie lustrowały zawartość skrzynie. Schludnie ułożone, w dziesięciu rządkach po sześć torebeczki z gęstym szkarłatnym płynem. Do każdej z torebeczek była przyklejona karteczka z opisem i wielkim 0 rh-. Uśmiechnięty Diabeł wyjął jedną z torebeczek i położył na komodzie. Starannie zamknął skrzynie, a następnie umieścił ją pod łóżkiem. Zachwycony przelał zawartość torebeczki do niebieskiego kubka, który zawsze stał obok łóżka.
Diabeł zamknął oczy delektując się zapachem szkarłatnej cieczy. Po chwili, nie potrafiąc powstrzymać pragnienia opróżnił naczynie i otarł usta. Zerknął na zegarek. Na niewielkiej tarczy zegarowej wskazówki nakładały się na siebie, była dwunasta w nocy. Diabeł wzruszył tylko ramionami i odstawił kubek. Wiedział, że po takiej dawce krwi nie da rady usnąć, więc udał się do salonu.

Diabeł rozłożył się wygodnie w fotelu z książką w ręce i okularami na nosie. Na jego dłonie pojawił się maleńki płomyk. Uśmiechnął się, wreszcie będzie sobą. Zadowolony zatonął w lekturze.

W domu rozległy się kroki. Angelo podniósł oczy znad książki i zobaczył Ragno. Opiekun stał w drzwiach i przyglądał mu się.
-Coś się stało? -Zapytał Żywiołak odkładając czytaną powieść.
-Tak stało się.
Ragno usiadł na kanapie i spojrzał Żywiołakowi prosto w oczy.
-O co chodzi?
-Złożyłem przysięgę, -Szepnął. -Nie będę mógł ci pomóc.
-Nie do końca rozumiem. -Angelo podrapał się po głowie. -Po co składałeś przysięgę?
-Musiałem. -Opiekun westchnął. -Ale nie o to chodzi.
-Więc?
Pająk spuścił wzrok i streścił przyjacielowi spotkanie z Enriz.
-Czyli myślisz, że to ona porwała moją Iskierkę?
Ragno kiwnął głową i zakrył twarz dłońmi.
-Przepraszam. To był impuls.
-Do czego?
Obaj odwrócili się w stronę drzwi. Kalayo patrzył na nich z delikatnym uśmiechem.
-Do... Ja... Właśnie...
-Nie ważne. -Młody Żywiołak pewnie wszedł do salonu i spojrzał bratu w oczy. -Wiem gdzie możemy znaleźć Enriz.

może...

Może przestanę pisać? hmm nie wiem. Jakoś tak dziwnie jest w rok szkolny siadać do komputera i klepać w klawiaturę....
Nie wiem czy czyta mnie wiele osób, mam na pewno kilku, czytelników, ale tylko nieliczni zostawiają komentarze. Trochę to smutne, ale co poradzić? NIC.
Będę się starać dla tych którzy mi zostali. Dzięki, że jesteście to miłe :*

piątek, 11 września 2015

LBA rly?

Kochani...


Nie wiem czy ktoś to jeszcze czyta :c Troszkę to smutne, ale tak czy siak pisać będę. Dlatego kochani jak wejdziecie w ten post bo LBA i tyle to... odpuście sobie. Dla mnie ważniejsze są rozdziały, co myślicie o mojej twórczości. Owszem pisze to dla siebie, jednak komentowanie samego LBA nic nie daje. Mam się cieszyć bo interesuje was tylko co jem na śniadanie? albo czy mam psa? No ludzie proszę was o trochę powagi. Jeżeli nie interesuje was tematyka mojego bloga (dla tych co nie wiedzą: opowiadanie fantasy) to nie czytajcie dalej tego posta, nie komentujcie, omińcie go szerokim łukiem. Wiem, to nie jest zachwycający początek, ale taka jest prawda. 

Nominowana zostałam przez Anasty za co bardzo dziękuję ----> klik<---- jej blog. Zanim przejdę do odpowiedzi i czegokolwiek chciałabym oświadczyć iż nie będę nikogo nominować. Nie będę tłumaczyć co to jest LBA. Jak chcecie wiedzieć, to przecież są inne moje wpisy z nominacją. Jeżeli nie chcecie ich szukać to wystarczy wiedzieć że jest to wyróżnienie dla blogów bez uznania choć na nie zasługują. Przechodząc do głównego tematu...

Zadane mi pytania:

1. Co Cię skłoniło do pisania bloga?
Raczej Kto. Moja rodzina. Ja sobie tworzyłam w zeszyciku, a ty mi mama mówi. "Weź to gdzieś wstaw". I tak oto skłoniła mnie do pisania na blogu :D

2. Z jakich inspiracji korzystasz w pisaniu go?
Inspiruje się powieściami fantasy, ale w bardzo małym stopniu. Wszystko co jest na tym blogu wyszło z mojej głowy.

3. Czy zdarzyło ci się kiedykolwiek coś MEGA dziwnego?
Co przez to rozumiesz? Mega dziwne? nie spotkałam się chyba.

4. Gdybyś mogła wybrać moc to jaką byś wybrała? Dlaczego tą?
Po pierwsze Moc. Jeżeli czytacie mojego bloga to wiecie o co mi chodzi. Moc to Moc moja droga. Jednak jeżeli już muszę wybrać byłby to Dar władania nad ogniem. Dlaczego? bo uwielbiam patrzeć na te czerwono-pomarańczowo-żółte płomyczki. kocham te składające się z zieleni i niebieskiego. Ogień może mieć wiele odcieni, tak jak ja. Ubóstwiam i dlatego chciałabym móc go mieć zawsze blisko. Stworzyć taką kulę skaczących płomyczków i patrzeć jak się mienią i falują wraz z wiatrem.

5. Jaką postacią (z twojej ulubionej książki) chciałabyś być? Jaka to książka? Dlaczego?
Szczerze to żadną. Wychodzę z założenia, że najlepiej jest być sobą. nie ważne co pomyślą, powiedzą bądź zrobią inni. Ja to ja i tak ma być. Jednak jest pewna książka w której chciałabym być. Mianowicie są to "Zwiadowcy". Kocham ten świat i uważam, że jeżeli istnieje gdzieś ksiażkoport (teleport który "wrzuca" nas do świata danej książki) to właśnie tam bym chciała być. Poznać Zwiadowców i może dosiąść jednego z ich koni.

6. W jaki sposób chcesz zmienić świat na lepszy niż jest teraz?
Po co zmieniać świat? Niech sam się zmienia.
Chociaż nie. Źle to ujęłam. Ja sama nic nie zmienię. To jest nie możliwe! Żeby cokolwiek zmienić trzeba wielu ludzi, mnie samej się to nie uda. Pomysłu jak to zrobić nie mam. Nie myślę o tym. Dlaczego mam myśleć o czymś do czego zobowiązane są głowy świata? (mówię tu o prezydentach, carach, królach w zależności z którego państwa, wieku czy świata pochodzicie).

7. Ile powinny trwać wakacje według Ciebie?
Wyobraźcie sobie świat w którym chodzimy dwa miesiące do szkoły i mamy dziesięć wakacji. Głupie prawda? Ja też tak myślę. Może by tak po sześć? Też nie, bez sensu! Dlatego jak dla mnie powinno być tak:
Do szkoły chodzimy dwa miesiące. Wszystkie Weekendy nasze, mamy wolne. Po tych dwóch miesiącach następuje dwa tygodnie przerwy, ale (no właśnie ALE) trzeba brać pod uwagę święta. Gdy są święta mamy oczywiście wolne, ale jeżeli wypada to w miesiącu nauki, to oddajemy nasze tygodnie na rzecz szkoły. 
Po dwóch tygodniach przerwy znów powrót do szkoły. Zregenerowaliśmy się, możemy się dalej uczyć. Dla mnie takie coś byłoby super. 

8. Czy chciałabyś aby twoje życie było jak życie twojej ulubionej postaci z książki/filmu?
NIE.

9. Co sądzisz o moim blogu?
A ty co sądzisz o moim? Twój blog jest naprawdę ciekawy. W Twoich wierszach można szukać inspiracji więc pisz DALEJ! Jak możesz wywnioskować moje odczucia co do Twojego bloga są pozytywne.

10. Czy uważasz, że blogi reklamowe są dobre czy złe (chodzi o te na których zarabia się)?
Uważam, że te blogi są po prostu. Nie są ani dobre, ani złe. Istnieją w sieci i dają zarobić właścicielowi. Co w tym złego? NIC. Co w tym dobrego? Jedynie to że można poczytać reklamy i właściciel bloga zarabia. (sama chciałam kiedyś zarabiać na blogu, ale nie umiem, to jest nie możliwe przy mojej liczbie wyświetleń).

11.Czy masz marzenie, które chcesz, żeby się spełniło (takie do którego dążysz)? Jakie to marzenie?
Od zawsze chcę wydać książkę. Staram się jak mogę, więc chyba właśnie do tego dążę :D

I po pytaniach.

Ja nie nominuje (albo jak powiedziała Anasty Dominuje) nikogo. Mam nadzieję, że moje wywody nie są bezsensowne i ktoś podziela moje zdanie (ale w czym?). Chciałabym prosić o czytanie i komentowanie rozdziałów. 
Z góry dzięki.
Pozdrowienia z Piekła!

niedziela, 6 września 2015

Rozdział 10. Wspomnienia

Szkoła

Mamy za sobą pierwszy tydzień szkoły, a ja nadal piszę! Szok bo myślałam, że z jakiegoś powodu przestanę. Dobra jak zawsze pragnę waszych komów, waszego zdania na temat tego bloga, opowiadania, no weźcie klawiaturka nie gryzie :D
Przechodząc do rzeczy, zapraszam :D :D


Wspomnienia

Angelo leżał z zamkniętymi oczami w pokoju brata. Chłopakiem wstrząsał szloch, a w jego głowie kłębiły się obrazy ukochanej dziewczyny. Pięknej Klaudii o złotych oczach, dziewczyny o cudownym uśmiechu, który sprawiał, że nawet najbardziej szary dzień był pełen słońca.
Diabeł wziął głęboki oddech.
-Prawie zawsze się uśmiechał. -Szepnął pozwalając aby zawładnęły nim wspomnienia. -Musiałem ją zostawić, mogła jej się stać krzywd gdybym został. Gdy wróciłem była w rozsypce. Wyglądała jak wrak. -Zaciśnięta dłoń Diabła przywarła do klatki piersiowej. -Przepraszałem ją, błagałem i mi wybaczyła. Znów była taka radosna i uśmiechnięta.
Kalayo oparł głowę na ramieniu zamyślonego brata.
-Jak wyglądała? -Zapytał cicho.
-Miała cudowne kasztanowe włosy. Nie były ani proste, ani kręcone. Były idealne. Jej usta były cudownie różowe i pełne. W złotych oczach zawsze lśniły białe nitki, tak cienkie, że widać je było tylko jak stykały się nasze nosy. -Po policzku Angela spłynęła łza. -Miała mały, słodko zadarty nosek i wiecznie zarumienione policzki.
-Fajną mogłem mieć siostrę. -Westchnął młody Żywiołak zamykając oczy. -Ale z czasem przecież by się zestarzała, pomarszczyła i była by jak rodzynek.
-Nie prawda. -Angelo otarł policzki i spokojniejszy położył się na plecach rozprostowując kończyny. -Może nie wiesz, ale nie jesteśmy tacy jak ludzie.
Kalayo zmarszczył brwi prostując się.
-Jak to? -Podrapał się po głowie. -Tak samo rośniemy i żyjemy ileś tam lat.
-Czy ty w ogóle czytasz coś innego niż powieści przygodowe Ziemskich autorów?
Kalayo pokręcił głową z szerokim uśmiechem.
-Po co? Nawet nie wiem o czym miałbym czytać, nasze książki są nudne.
Diabeł pokręcił głową patrząc na brata z dezaprobatą.
-To kształci. -Oczy chłopaka zaszły mgłą. -Pamiętam jak próbowała mnie przekonać do tych romansideł, tego chłamu którym tak się zachwycasz. Wydaje mi się jakby to było wczoraj.
Żywiołak przechylił zaciekawiony głowę, ale nie miał odwagi zadać pytania. Twarz Angela była zbyt smutna.
-Ale nie o tym rozmawialiśmy. -Szkarłat w oczach Diabła był znów zabójczo intensywny. -Rozmawialiśmy o tym jak się starzeją osoby z naszego świata.
-Tak, ale jak chcesz to opowiedz o tych jej książkach.
-Na dole jest biblioteka. -Powiedział bez emocji. -Wracając. Ludzie starzeją się wraz z upływem lat, u nas to wygląda trochę inaczej. -Zaciekawiony Kalayo spojrzał prosto w szkarłatne oczy brata. -Nasze ciało starzeje się do dwudziestego piątego roku życia. Potem wygląd nam się nie zmienia. Różnice widać tylko w oczach.
-Nie rozumiem. To nie ma sensu!
Diabeł uśmiechnął się lekko.
-Nie denerwuj się. -Angelo przeciągnął się. -Lata temu zanim to wszystko się zaczęło...
-Co wszystko?
-Eh... -Westchnął. -Może daj mi chociaż coś powiedzieć.
-Mów. -Kalayo zaplótł ręce na klatce piersiowej. -Słucham.
Jednak Angelo się nie odezwał. Był jakby nieobecny. Żywiołak szturchnął brata w ramie.
-Mi opowiadała o tym Klaudia. Nie dlatego, że nie wiedziałem, chciałem słuchać jej głosu. Opowiadała to z pasją, z tak wielkim zaangażowaniem, że wydawało mi się jakby opowiadała coś co przeżyła. -Zamknął oczy pochłonięty wspomnieniami. -Miała wtedy takie błyszczące oczy.

Opowieść Klaudii

-Opowiedz mi o czymś. -Angelo spojrzał w złote oczy Anielicy leżącej tuż obok.
-Ale o czym? -Zapytała zamyślona. -Pewnie znasz wszystkie legendy i bajki.
-Możliwe. -Z uśmiechem zawinął sobie kosmyk jej włosów na palcu. -Jednak lubię twój głos. opowiedz mi o początku.
Dziewczyna uśmiechnęła się siadając.
-Mam warunek. -Uśmiechnęła się zawadiacko. -Opowiesz mi coś o sobie.
Żywiołak skrzywił się lekko.
-Nieee. -Jęknął odgarniając jej włosy z twarzy. -Za dużo wymagasz.
Klaudia nabrała powietrza w usta wydymając policzki. Zaplotła ręce na piersiach i odwróciła głowę do tyłu.
-Obraziłaś się? -Zapytał siadając. -Przecież możesz wymyślić coś innego.
Pokręciła głową dalej na niego nie patrząc.
-Czyli. -Zaczął kładąc dłonie na jej szczupłych ramionach. -Obraziłaś się, ponieważ nie che uraczyć cię historią o opuszczonym dziecku z problemami? -Pocałował ją w kark. -A może nie chcesz mi opowiedzieć o początku naszego świata?
Klaudia wypuściła powietrze z ust i spojrzała w szkarłatne tęczówki rozmówcy.
-Dlaczego jesteś taki poważny? -Zapytała marszcząc nos. -Nie możesz być sobą?
-I tu jest problem. -Szepnął wodząc kciukiem po jej delikatnej dłoni. -Taki właśnie jestem. Poważny.
Dziewczyna nachyliła się i pocałowała go delikatnie w usta.
-A może cię zmienię? -Zapytała całując go w nos. -Może znajdę klucz do twojej duszy?
-Na pewno. -Uśmiechnął się lekko. -To może inaczej. Ty mi opowiesz co masz opowiedzieć, a ja odpowiem na kilka twoich pytań.
Anielica zmarszczyła czoło. Nie wiedziała o co może go zapytać, aby się nie zamknął w sobie. Chciała, żeby z nią rozmawiał, żeby został już na zawsze. 
-Dobrze. -Powiedziała odwzajemniając uśmiech. -Ale chodźmy do domu, zaczyna się robić chłodno.
Na twarzy Żywiołaka wykwitł szeroki uśmiech. Przyciągnął do siebie Klaudię i pocałował ją w czubek głowy.
-Ufasz mi? -Zapytał z nosem w jej włosach.
Niepewnie kiwnęła głową. Po chwili poczuła na ramionach przyjemne ciepło. Spojrzała na prawe ramie i zamarła. Po jej rozchodziły się maleńkie płomyczki, które łącząc się tworzyły delikatny, ciepły materiał. Był to taki płonący koc.
-Jak? -Zapytała podziwiając arcydzieło.
-Dar. -Odpowiedział całując ją delikatnie w szyję. -Potrafię dowolnie kształtować płomienie.
Dziewczyna oparła głowę o tors Żywiołaka i zamknęła oczy.
-Dawno temu. Zanim pojawili się Pierwsi walczyło ze sobą Światło i Ciemność. -Zaczęła cicho. -Po wielu latach tej bezsensownej walki ze Światła wyłonił się Anioł. Była to kobieta o doskonałych rysach twarzy, złocistych włosach i błękitnych oczach. Z jej pleców wyrastały ogromne, białe jak mleko skrzydła. Kobieta była naga, a w blasku z jakiego się wyłoniła jej skóra lśniła niczym najszlachetniejszy diament.
Aby dorównać Światłu, Ciemność również pozwoliła, aby z niej wystąpiła jakaś postać. Anielica przyglądała się Ciemności, aż z jej wnętrza wyszła kobieta o białej, wręcz przezroczystej skórze. Kobieta uśmiechała się do Anielicy, a jej czarne czy błyszczały, odbijając blask bijący ze Światłości. Demonica miała czarne jak noc włosy, długi, wężowy ogon wijący się pomiędzy nogami. Jej nogi były zakończone kopytami, ale nie porastała ich żadna sierść, żadne włosy. Palce miała zakończone krótkimi, ostrymi jak brzytwy pazurami, a z je łopatek wyrastały ogromne, bordowe skrzydła podobne do ogromnej błony łączącej ręce i nogi.
Przez setki lat, pomiędzy Ciemnością i Światłem toczyła się wojna. Jednak Anielica postanowiła zakończyć ten bezsensowny spór. W głębi serca wierzyła, że ona została wysłana poza Światło, aby załagodzić stosunki z Ciemnością.
Anielica wyciągnęła rękę w stronę przedstawicielki Ciemności, ale tamta ją zignorowała. Zawiedziona opuściła rękę, lecz z jej twarzy nie znikał przyjazny uśmiech, miała cel i chciała go spełnić.
-Mam dość. -Syknęła Demonica. -Ta walka nikomu nie służy.
Anielica odgarnęła z twarzy kosmyk włosów, była zaskoczona.
-Masz racje. -Jej dźwięczny głos poniósł się w przestrzeni oddzielającej Światło i Ciemność. -Możemy zawrzeć rozejm.
Demonica prychnęła owijając sobie wężowy ogon wokół tali.
-Rozejm? -W jej czarnych oczach pojawiły się gniewne płomienie. -JA?! ROZEJM?! Z TOBĄ?! -Krzyknęła patrząc w oczy rozmówczyni. -Z jakiej racji?
-Sama powiedziałaś, że walka nam nie służy. -Przypomniała spokojnie. -Możemy przecież dojść do porozumienia.
-NIE!
Szatynka jednym machnięciem skrzydeł znalazła się przy Anielicy. Chwyciła ją za gardło i zacisnęła rękę. Jej pazury wbiły się w delikatną skórę blondynki, a po przezroczystych palcach spłynęła szkarłatna krew.
-Przegrałam? -Zapytała spokojne blondynka. Z jej ust wyciekła stróżka krwi.
Demonica wyszczerzyła zęby w szyderczym uśmiechu, to było zbyt łatwe. Pragnęła oporu, którego nie napotkała.
-Nadal chcesz tego swojego rozejmu? -Anielica ledwie kiwnęła głową. -Ale...
Z dłoni blondynki wystrzeliły złote promienie, owinęły się woków rąk szatynki i odsunęły ją. Ranki na szyi Anielicy zagoiły się, a promienie znikły.
-Jak widzisz, możemy się porozumieć. -Powiedziała spokojnie. -Mam na imię Ageria, a ty?
-Vitala. -Odparła niechętnie. -Co proponujesz?
W tym momencie dwie, nienawidzące się od lat postacie zawarły pakt.
Światło i Ciemność przez lata obserwowały Ziemię szukając pomysłu na zrealizowanie postanowień paktu. Wiele rzeczy w Ludzkim życiu było dla nich niezrozumiałe, jednak największym problemem okazała się śmierć. Wspólnie postanowiły stworzy nowy, lepszy świat. Jednak Ciemność chciała aby było trudniej niż na początku planowały. Po złączeniu mocy Ageri i Vitali powstała jedna mała wysepka. Nie było na niej nic. Zwykła szara wysepka. Vitala chcąc zrobić nazłość Anielicy stworzyła dziesięć portali. Rozmieściła je na tej maleńkiej wysepce aby ludzie mogli znaleźć to puste miejsce. Wiecznie spokojna Ageria tylko się uśmiechnęła. Pozwoliła, aby Moc którą w sobie miała wypłynęła. Dzięki tej Mocy wysepka rozrosła się tworząc ogromną przestrzeń, czekającą jedynie na mieszkańców. Vitali spodobał się ten pomysły, ale czegoś jej było brak. Wyciągnęła rękę w górę, w stronę Ciemności, z której uformowała wielki miecz. Demonica zamknęła oczy i zaczęła wymachiwać ostrzem. Dzięki temu podzieliła twór Ageri na wiele fragmentów różnej wielkości.
Kobiety przyjrzały się swemu dziełu, a następnie zerknęły na Ziemię.
-Tak nie będzie! -Krzyknęła wzburzona Demonica.
Złożyła dłonie jak do modlitwy, a otaczająca je Ciemność zaczęła zbierać się wokół niej. Kobieta wysunęła przed siebie dłonie i z wrzaskiem wypuściła nieposkromione żywioły. Twory ciemności rozpierzchły się po wyspach oplatając je niczym koce. Ogień, woda, ziemia, powietrze, elektryczność. Ageria zaciekawiona patrzyła na dzieło towarzyszki.
-Elektryczność? -Zapytała zdziwiona. -Przecież są tylko cztery żywioły.
-Ale chciałam żółty. -Przyznała z uśmiechem Demonica. -To taki ładny kolor.
Ageria zdziwiła się słysząc to usprawiedliwienie, ale nie skomentowała tego. Jednak coś było nie tak. Zamknęła oczy. Światło podzieliło się na miliony cienkich nici, które powędrowały na wyspy tworząc roślinność i piaski. Pozostałe nici złączyła i owinęła je sobie wokół nadgarstka, z uśmiechem patrzyła na powstające z jej ręki rośliny. Płonące drzewa, falujące jak woda krzewy, łąki pełne elektrycznych kwiatów i mnóstwo zieleni dookoła. Przecież nie można było wszystkiego zamknąć w pięciu żywiołach. Miejsca gdzie zalegała ziemia, poryły się kamieniami i tylko gdzieniegdzie wyglądały kępki trawy.
Ciemność i Światło były dumne ze swego dzieła, ale po pewnym czasie zauważyły swój błąd. Na Ziemi byli ludzie. Owszem umierali, starzeli się, brzydli, ale jednak byli. Istniało tam życie. Ageria z westchnieniem wypuściła kilka nici i ułożyła je pomiędzy drzewami. Wypowiadając dziwne, niezrozumiałe dla Vitali słowa powołała do życia pierwsze zwierzęta. Zwierzęta były piękne, ale samotne. Vitala szybko pojęła gdzie Anielica popełniła błąd. Podzieliła swą Ciemność różnej grubości wici i wpuściła je w ciała zwierząt.
-Połączmy je. -Szepnęła widząc jak białe i czarne nitki oplatają się wokół siebie.
Ageria zaakceptowała pomysł Demonicy. Za pomocą połączonych nici powstały kolejne zwierzęta. Z pozoru takie same jak wcześniejsze.
Zachwycona Anielica patrzyła jak przez lata ich cudowny świat zapełniał się kolejnymi pokoleniami pięknych zwierząt.
-Brakuje tu czegoś. -Stwierdziła Vitala.
Przez te jedną uwagę Anielica zrozumiała co im umkneło.
Kobiety połączyły pozostałe nici i stworzyły ludzi. Kobiety i mężczyzn, ale nie zwykłych. Każdy się czymś charakteryzował. Wśród nich były Żywiołaki każdego z żywiołów, byli tam magowie, w których więcej było jasnych nici i byli tac w których dominowały te czarne. Dzięki temu Ageria i Vitala stworzyły mieszkańców swojego świata. Dały im umiejętności, podarowały im tez Dar i Moc. Jednak te były przeznaczone jedynie dla Żywiołaków i Magów, a przecież ich świat zamieszkiwali tez inni. Ageria widziała tą niesprawiedliwość postanowiła, że każdy będzie posiadał wyjątkowy talent.
Po pewnym czasie Anielica i Demonica zauważyły, że ich piękne twory tak jak ludzie, starzeją się i umierają.
-Tak nie będzie! -Krzyknęła szatynka. -Oni są idealni!
-Uspokój się Vitalo. -Ageria zamyślona otuliła się skrzydłami. -Nie mogą być wieczni, ale brzydoty nie zniosę.
Razem postanowił, że ich cudowne twory będą mogły umrzeć, ale gdy osiągną dwudziesty piąty rok życia ich ciało pozostanie idealne, nieskazitelnie młode i piękne, ale doświadczenie i wiek będzie można wyczytać, jednak w oczach.
Po wielu latach Vitala i Ageria chciały dołączyć do swych "dzieci". Okazało się to niemożliwe. Przecież nie było Aniołów, ani Demonów. Byłyby odrzucone. Zdruzgotane chwyciły się za ręce.
-Mocy i Darze! -Krzyknęły zamykając oczy i unosząc głowy do góry. -Zabij nas, ale stwórz innych na nasze podobieństwo!
Z ich pięknego świata wystrzeliła w ich stronę wiązka biało-czarnego światła. Uderzyła w nie z ogromną siłą przez co ich ciała zostały rozerwane. Z plam ich krwi powstały Anioły i Demony, z piór Ageri powstali Archaniołowie, a ze strzępków nietoperzych skrzydeł Vitali powstały Wyższe Demony. W pamięci każdej z tych istot istniał wyraźny obraz ich Pani. Każdy Anioł wspominał cudowną Agerię i nienawidził mrocznej Vitali, a każdy Demon z miłością i czcią wypowiadał imię "matki", a z pogardą i nienawiścią wspominał niebiańską "pierwszą".
W ten właśnie sposób, Ageria i Vitala dołączyły do swych tworów, stając się swoimi największymi wrogami.
Koniec! -Klaudia uśmiechnęła się patrząc w szkarłatne oczy Angela.
-Nic więcej mi nie opowiesz? -Zapytał z nadzieją.
-Nie. -Pocałowała go w usta. -Ale teraz, ja pytam. -Oświadczyła.
-Pytaj Kochanie. -Szepnął i przycisnął usta do jej ust.

Znów w sypialni Kalayo

Za oknem słońce znikało wzniesieniem. 
-I odpowiedziałeś? -Kalayo jak zaczarowany patrzył na brata.
-Jasne. -Diabeł usiadł i potrząsnął głową. -Kilka dni po jej opowieści.
-Dlaczego? -Żywiołak przechylił głowę jak ciekawski ptak.
Bracia często spędzali ze sobą czas i przez to Kalayo przejął od Angela tę zabawną cechę.
-Nie ważne. -Szepnął z uśmiechem. -Ważne że dziewięć miesięcy potem miałeś bratanice.
Kalayo znacząco uniósł brwi.
-Jak tak to tak. -Powiedział z wrednym uśmieszkiem.

Kolejny długi rozdział

Kolejny trochę dłuższy rozdzialik, ale co ja poradzę?
A teraz wiadomość do każdego z Was:
Jeżeli czytasz ten rozdział rok po wstawieniu czy nawet miesiąc i tak komentuj, to motywuje :D