Zaczynamy kolejny tydzień!
Kolejny tydzień właśnie się zaczyna, ja piszę, a wy?
Co potrafi Opiekun
Ragno podszedł do wielkiej biblioteczki zakrywającej całą ścianę w jego gabinecie. Wziął do ręki grube tomiszcze oprawione w czarną skórę, na której grzbiecie widniały trzy wielki litery OGH. Pająk zdmuchnął kusz z okładki i podał książkę Angelo. Biblioteczka cofnęła się i odwróciła ukazując wielki panel z jeszcze większym ekranem.
-Co to jest? -Kalayo podszedł do maszyny. -Co to robi? Jak to działa? Dlaczego, to tu jest? Po co ci to? Dasz mi się tym pobawić? -Chłopak sypał pytaniami jak karabin maszynowy nabojami.
Angelo odłożył księgę na stolik i z głupkowata miną powstrzymywał wybuch śmiechu.
-Komputer, udziela informacji i nie tylko, nie wyjaśnię ci tego teraz, pracuję na nim, nie. -Ragno westchnął i uśmiechnął się do Żywiołaka. -Usatysfakcjonowany?
-Tak. -Naburmuszony usiadł obok brata.
-Bardzo dobrze.
Opiekun odwrócił się do komputera i bardzo szybko zaczął przyciskać przyciski. Oniemiały Angelo wstał, podszedł do niego i patrząc mu przez ramie starał się zrozumieć co on robi. Bez skutki. Na ekranie pojawiło się kilka okien i w każdym pojawiały się litery, cyfry i znaki. Dłonie Ragno przesuwały się po klawiszach, ale on nie spuszczał wzroku z ekranu.
W gabinecie panowała cisza w której jedynym dźwiękiem było ciche klikanie przycisków. Po chwili opiekun wyprostował się i dumnie uśmiechnął.
-Znalazłem. -Powiedział. -Wiem gdzie znajdziecie Enriz.
-Co?!
-Dlaczego cie to tak dziwi?
Angelo zerknął na ekran, a potem znów na Ragno.
-Jesteś idiotą! -Wrzasnął. -Do cholery złożyłeś przysięgę!
Kalayo położył sobie na kolanach wielkie tomiszcze i zaczął ją przeglądać.
-Co z tego? -Głos Opiekuna zadrżał.
-Właśnie to.
Żywiołak odwrócił się tyłem do rozmówcy i ze zmarszczonym czołem przyglądał się znakom przewijającym się po ekranie. Dotknął dłonią jednego z okienek. Wstrząsnęły nim dreszcze. Opadła na kolana łapiąc się za głowę. Jęknął jakby go obdzierali ze skóry. Płomienie pokrywające jego ciało zniknęły. Klęczał przez chwilę po czym bezwładnie opadł na podłogę.
-Angelo? -Kalayo uniósł głowę znad tomiszcza. -Co się stało? -Nie uzyskawszy odpowiedzi powrócił do lektury.
Opiekun klęknął obok szczupłej postaci. Przyłożył dwa palce do szyi chłopaka, wyczuwszy puls obrócił go na plecy. Nieprzytomny chłopak wyglądał dokładnie jak Angelo, tylko że brakowało płomieni. Zamyślony podrapał się po głowie.
-Słyszysz mnie? -Zapytał potrząsając delikatnie chłopakiem.
Brak reakcji. Spróbował jeszcze kilka razy z podobnym sutkiem. Zdenerwowany uderzył nieprzytomnego w twarz. Oczy chłopaka od razu się otworzyły ukazując szkarłatne tęczówki.
-Co ty odwalasz? -Syknął rozcierając piekący policzek.
-Jakoś inaczej wyglądasz.
Chłopak zmarszczył brwi. Wstał i chwiejnie podszedł do lustra.
Postać stojąca przed nim miała przydługie czarne włosy opadające na czoło, czerwone oczy, delikatnie zarysowane kości policzkowe, usta układające się w wielkie "O" i prosty nos. Na szyi postaci wisiał srebrny łańcuszek, na którym delikatnie huśtał się srebrny pierścionek zwieńczony błękitnym kamieniem. Chłopak miał na sobie czarny, uwydatniający mięśnie t-shirt, ciemne jeansy i buty sportowe. Prawą rękę pokrytą miał paskudnymi czarnymi bliznami, które zaczynały się na dłoni, a kończyły przy obojczyku. Na palcu wskazującym lewej ręki mienił się srebrny sygnet z pięknym rubinem, a na nadgarstku luźno wisiała czarna, sznurkowa bransoletka.
-To... Ja? -zapytał zerkając na Ragno. -Tak teraz będę wyglądał?
Opiekun pokręcił głową podchodząc do komputera.
-Nie wydaje mi się. -Poklikał coś na wielkiej konsoli. -Ten komputer nasączony jest Magią.
-Pokazuje inną formę?
-Dokładnie. -Ragno uśmiechnął się do przerażonego Angelo. -Dzięki Magii możesz odkryć drzemiącą w tobie postać.
-Aha.
Angelo przeczesał palcami czarne włosy i skrzywił się.
-Co ci?
-One nie chcą stać. -Powiedział ze zbolałą miną.
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza, ale Ragno nie potrafiąc się opanować wybuchnął śmiechem.
-Zwariowałeś. -Wyszczerzył się do przyjaciela i usiadł na miękkim fotelu. -Ale nie o to chodzi.
Angelo wydął policzki i usiadł na podłodze wbijając wzrok w buty.
-To o co? -Zapytał jak obrażone dziecko.
-Dzięki tej postaci będziesz mógł się zbliżyć do Enriz i Iskierki. -Angelo uniósł głowę, aby spojrzeć w brązowe oczy Ragno. -Możesz udawać poszkodowanego przez życie frajera, który szuka zemsty na wszystkich istotach.
-Dużo się nie pomyliłeś. -Szepnął Kalayo przewracając starą, zakurzoną stronę.
-Gdzie mam iść. -W oczach szatyna błyszczał gniew pomieszany z desperacją. -Co mam zrobić, żeby Iskierka do mnie wróciła?
Na usta Ragno wpełzł szeroki uśmiech.
------------------------------
Granatowy lexus zatrzymał się przy krawężniku. Ze środka wypadł jakiś chłopak. Chwiejnie wstał i rzucił się na auto, ale ono z piskiem opon odjechało. Chłopak z pluskiem wpadł w kałużę. Zaklął szpetnie i wstał. Otrząsnął się z brudnej deszczówki i zlustrował okolice.
-Gdzie ja kurwa jestem?
Zdenerwowany podszedł do najbliższego budynku i bez zastanowienia zastukał w drewniane drzwi pokryte odchodzącą, brązową farbą. Za drzwiami rozległy się kroki, a po chwili przed chłopakiem stanął barczysty Wampir. Stwór miał fioletowe oczy, bladą cerę i rozchylone usta spomiędzy których wystawały długie żółte kły.
-Czego? -Wysyczał.
Chłopak odsunął z twarzy kosmyk czarnych włosów i spojrzał prosto w oczy wampira.
-Wpuść mnie. -Powiedział spokojnie. -Jestem twoim przyjacielem, mam na imię Alec. -Nie tracąc kontaktu wzrokowego wysunął z tylnej kieszeni sztylet. -Dam ci coś czego pragniesz. -Płynnym ruchem rozciął sobie skórę na ręce. -Jednak mam swoją cenę.
Oczy Wampira rozszerzyły się. Na fioletowych tęczówkach pojawiły się maleńkie, czerwone plamki.
-Czego sobie życzysz. -Wycharczał zaciągając się zapachem krwi. -Zrobię wszystko.
Usta chłopaka wygięły się parodii uśmiechu.
-Wszyscy w tym domu mają wiedzieć, że jestem twoim przyjacielem. Znalazłeś mnie dziś na ulicy. Przemoczonego, pobitego i sponiewieranego. -Chłopak wskazał na swoje ubranie i twarz. -Opowiedziałem ci dlaczego tu jestem. Nie chciałem twojej pomocy, ale uparłeś się. -Wysunął krwawiącą rękę w stronę Wampira. -Ubłagałem cię, abyś nikomu nie opowiedział mojej historii. -Odsunął rękę. -Możesz przekazać im tylko tyle. -Powiedział ostro. -Nie ważne jakimi Darami władają twoi towarzysze, jesteś na nie odporny. Rozumiesz?
Wampir kiwnął głową i podszedł do chłopaka.
-Daj mi. -Jęknął.
-Oczywiście. -Chłopak sięgnął ręką do kieszeni bluzy i wyciągnął z niej torebeczkę pełną czerwonego płynu. -Proszę.
-Ale...
-Nie. -Warknął wciskając woreczek w dłoń Wampira. -Wywiąż się z umowy, a dostaniesz ze źródła.
Na bladej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Pokiwał głową i owinął krwawiącą rękę chłopaka czarnym materiałem.
-Skąd to wziąłeś? -Zapytał szatyn patrząc na opatrzoną ranę.
-Zawsze mam to przy sobie. -Stęknął. -Właź.
------------------------
Angelo rozłożył się na wielkim łóżku, w miękkiej pościeli i gorącą kawą na stoliczku nocnym. Całym sobą czół obecność Iskierki.
"Dziękuję Opiekunie" szeroko się uśmiechnął "coś tam jeszcze potrafisz, nawet więcej niż coś." Przeczesał długimi palcami niesforne, czarne kosmyki. Usiadł, wziął kubek i opróżnił go jednym łykiem.
-Jutro się zabawimy. -Szepnął do siebie i zasnął.
Żywiołak miał wielkie szczęście, że jego podwyższona temperatura i zahartowany organizm w przeciągu paru sekund rozprawiły się z trucizną dodaną do pysznego naparu.
-Co to jest? -Kalayo podszedł do maszyny. -Co to robi? Jak to działa? Dlaczego, to tu jest? Po co ci to? Dasz mi się tym pobawić? -Chłopak sypał pytaniami jak karabin maszynowy nabojami.
Angelo odłożył księgę na stolik i z głupkowata miną powstrzymywał wybuch śmiechu.
-Komputer, udziela informacji i nie tylko, nie wyjaśnię ci tego teraz, pracuję na nim, nie. -Ragno westchnął i uśmiechnął się do Żywiołaka. -Usatysfakcjonowany?
-Tak. -Naburmuszony usiadł obok brata.
-Bardzo dobrze.
Opiekun odwrócił się do komputera i bardzo szybko zaczął przyciskać przyciski. Oniemiały Angelo wstał, podszedł do niego i patrząc mu przez ramie starał się zrozumieć co on robi. Bez skutki. Na ekranie pojawiło się kilka okien i w każdym pojawiały się litery, cyfry i znaki. Dłonie Ragno przesuwały się po klawiszach, ale on nie spuszczał wzroku z ekranu.
W gabinecie panowała cisza w której jedynym dźwiękiem było ciche klikanie przycisków. Po chwili opiekun wyprostował się i dumnie uśmiechnął.
-Znalazłem. -Powiedział. -Wiem gdzie znajdziecie Enriz.
-Co?!
-Dlaczego cie to tak dziwi?
Angelo zerknął na ekran, a potem znów na Ragno.
-Jesteś idiotą! -Wrzasnął. -Do cholery złożyłeś przysięgę!
Kalayo położył sobie na kolanach wielkie tomiszcze i zaczął ją przeglądać.
-Co z tego? -Głos Opiekuna zadrżał.
-Właśnie to.
Żywiołak odwrócił się tyłem do rozmówcy i ze zmarszczonym czołem przyglądał się znakom przewijającym się po ekranie. Dotknął dłonią jednego z okienek. Wstrząsnęły nim dreszcze. Opadła na kolana łapiąc się za głowę. Jęknął jakby go obdzierali ze skóry. Płomienie pokrywające jego ciało zniknęły. Klęczał przez chwilę po czym bezwładnie opadł na podłogę.
-Angelo? -Kalayo uniósł głowę znad tomiszcza. -Co się stało? -Nie uzyskawszy odpowiedzi powrócił do lektury.
Opiekun klęknął obok szczupłej postaci. Przyłożył dwa palce do szyi chłopaka, wyczuwszy puls obrócił go na plecy. Nieprzytomny chłopak wyglądał dokładnie jak Angelo, tylko że brakowało płomieni. Zamyślony podrapał się po głowie.
-Słyszysz mnie? -Zapytał potrząsając delikatnie chłopakiem.
Brak reakcji. Spróbował jeszcze kilka razy z podobnym sutkiem. Zdenerwowany uderzył nieprzytomnego w twarz. Oczy chłopaka od razu się otworzyły ukazując szkarłatne tęczówki.
-Co ty odwalasz? -Syknął rozcierając piekący policzek.
-Jakoś inaczej wyglądasz.
Chłopak zmarszczył brwi. Wstał i chwiejnie podszedł do lustra.
Postać stojąca przed nim miała przydługie czarne włosy opadające na czoło, czerwone oczy, delikatnie zarysowane kości policzkowe, usta układające się w wielkie "O" i prosty nos. Na szyi postaci wisiał srebrny łańcuszek, na którym delikatnie huśtał się srebrny pierścionek zwieńczony błękitnym kamieniem. Chłopak miał na sobie czarny, uwydatniający mięśnie t-shirt, ciemne jeansy i buty sportowe. Prawą rękę pokrytą miał paskudnymi czarnymi bliznami, które zaczynały się na dłoni, a kończyły przy obojczyku. Na palcu wskazującym lewej ręki mienił się srebrny sygnet z pięknym rubinem, a na nadgarstku luźno wisiała czarna, sznurkowa bransoletka.
-To... Ja? -zapytał zerkając na Ragno. -Tak teraz będę wyglądał?
Opiekun pokręcił głową podchodząc do komputera.
-Nie wydaje mi się. -Poklikał coś na wielkiej konsoli. -Ten komputer nasączony jest Magią.
-Pokazuje inną formę?
-Dokładnie. -Ragno uśmiechnął się do przerażonego Angelo. -Dzięki Magii możesz odkryć drzemiącą w tobie postać.
-Aha.
Angelo przeczesał palcami czarne włosy i skrzywił się.
-Co ci?
-One nie chcą stać. -Powiedział ze zbolałą miną.
Przez chwilę w gabinecie panowała cisza, ale Ragno nie potrafiąc się opanować wybuchnął śmiechem.
-Zwariowałeś. -Wyszczerzył się do przyjaciela i usiadł na miękkim fotelu. -Ale nie o to chodzi.
Angelo wydął policzki i usiadł na podłodze wbijając wzrok w buty.
-To o co? -Zapytał jak obrażone dziecko.
-Dzięki tej postaci będziesz mógł się zbliżyć do Enriz i Iskierki. -Angelo uniósł głowę, aby spojrzeć w brązowe oczy Ragno. -Możesz udawać poszkodowanego przez życie frajera, który szuka zemsty na wszystkich istotach.
-Dużo się nie pomyliłeś. -Szepnął Kalayo przewracając starą, zakurzoną stronę.
-Gdzie mam iść. -W oczach szatyna błyszczał gniew pomieszany z desperacją. -Co mam zrobić, żeby Iskierka do mnie wróciła?
Na usta Ragno wpełzł szeroki uśmiech.
------------------------------
Granatowy lexus zatrzymał się przy krawężniku. Ze środka wypadł jakiś chłopak. Chwiejnie wstał i rzucił się na auto, ale ono z piskiem opon odjechało. Chłopak z pluskiem wpadł w kałużę. Zaklął szpetnie i wstał. Otrząsnął się z brudnej deszczówki i zlustrował okolice.
-Gdzie ja kurwa jestem?
Zdenerwowany podszedł do najbliższego budynku i bez zastanowienia zastukał w drewniane drzwi pokryte odchodzącą, brązową farbą. Za drzwiami rozległy się kroki, a po chwili przed chłopakiem stanął barczysty Wampir. Stwór miał fioletowe oczy, bladą cerę i rozchylone usta spomiędzy których wystawały długie żółte kły.
-Czego? -Wysyczał.
Chłopak odsunął z twarzy kosmyk czarnych włosów i spojrzał prosto w oczy wampira.
-Wpuść mnie. -Powiedział spokojnie. -Jestem twoim przyjacielem, mam na imię Alec. -Nie tracąc kontaktu wzrokowego wysunął z tylnej kieszeni sztylet. -Dam ci coś czego pragniesz. -Płynnym ruchem rozciął sobie skórę na ręce. -Jednak mam swoją cenę.
Oczy Wampira rozszerzyły się. Na fioletowych tęczówkach pojawiły się maleńkie, czerwone plamki.
-Czego sobie życzysz. -Wycharczał zaciągając się zapachem krwi. -Zrobię wszystko.
Usta chłopaka wygięły się parodii uśmiechu.
-Wszyscy w tym domu mają wiedzieć, że jestem twoim przyjacielem. Znalazłeś mnie dziś na ulicy. Przemoczonego, pobitego i sponiewieranego. -Chłopak wskazał na swoje ubranie i twarz. -Opowiedziałem ci dlaczego tu jestem. Nie chciałem twojej pomocy, ale uparłeś się. -Wysunął krwawiącą rękę w stronę Wampira. -Ubłagałem cię, abyś nikomu nie opowiedział mojej historii. -Odsunął rękę. -Możesz przekazać im tylko tyle. -Powiedział ostro. -Nie ważne jakimi Darami władają twoi towarzysze, jesteś na nie odporny. Rozumiesz?
Wampir kiwnął głową i podszedł do chłopaka.
-Daj mi. -Jęknął.
-Oczywiście. -Chłopak sięgnął ręką do kieszeni bluzy i wyciągnął z niej torebeczkę pełną czerwonego płynu. -Proszę.
-Ale...
-Nie. -Warknął wciskając woreczek w dłoń Wampira. -Wywiąż się z umowy, a dostaniesz ze źródła.
Na bladej twarzy pojawił się szeroki uśmiech. Pokiwał głową i owinął krwawiącą rękę chłopaka czarnym materiałem.
-Skąd to wziąłeś? -Zapytał szatyn patrząc na opatrzoną ranę.
-Zawsze mam to przy sobie. -Stęknął. -Właź.
------------------------
Angelo rozłożył się na wielkim łóżku, w miękkiej pościeli i gorącą kawą na stoliczku nocnym. Całym sobą czół obecność Iskierki.
"Dziękuję Opiekunie" szeroko się uśmiechnął "coś tam jeszcze potrafisz, nawet więcej niż coś." Przeczesał długimi palcami niesforne, czarne kosmyki. Usiadł, wziął kubek i opróżnił go jednym łykiem.
-Jutro się zabawimy. -Szepnął do siebie i zasnął.
Żywiołak miał wielkie szczęście, że jego podwyższona temperatura i zahartowany organizm w przeciągu paru sekund rozprawiły się z trucizną dodaną do pysznego naparu.
Nie zanudziłam?
Jeżeli Was zanudziłam, to przepraszam bardzo, ale tak czy siak musiałam przedłużyć przyjazd Angelo do kryjówki Enriz. Ciekawi co będzie dalej? Zapraszam w przyszły poniedziałek :D

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz