Przeskocz i dowiedz się

poniedziałek, 24 sierpnia 2015

Rozdział 8. Ucieczka

Ochłodziło się

U mnie zrobiło się jakoś chłodniej :) Dostałam nowej energii do pisania, a was jest coraz więcej :D Dziękuję! Rozdział będzie troszkę dłuższy niż zazwyczaj, ale mam nadzieję, że to nie problem :) Nie przedłużając zapraszam do czytania. (i komentowania)



Ucieczka

Mały Angelo siedział w ogrodzie. Już od trzech lat ciotka regularnie pojawiała się w pałacu, regularnie go raniąc. Na nowo zamknął się przed światem. Kilka razy próbował skończyć z cierpieniem, ale zawsze ktoś go "ratował". Patrzył na krzew błękitnych róż myśląc jak się od niej uwolnić. Kilka razy próbował porozmawiać z mamą, ale nie znalazł w sobie potrzebnej odwagi.
-Angelo!
Usłyszał głos ojca. Wstał i niechętnie podszedł do niego.
-O co chodzi? -Zapytał ze spuszczoną głową.
-Przychodzi dzisiaj Marta. -Chłopiec zesztywniał. -Chciałbym, abyś w czasie jej pobytu pojechał na całodniową wycieczkę konną.
-Sam? -Zapytał z nadzieją.
Diabeł zaśmiał się cicho.
-Oczywiście, że nie. Pojedziesz z Feniksem i Elizą.
Zaskoczony podniósł głowę i spojrzał na ojca.
-Dlaczego?
Mężczyzna uśmiechnął się do syna.
-Zawsze jak ona się pojawia jesteś smutny. Dzisiaj chcę żebyś się uśmiechał. -Wyjął z kieszeni małe pudełeczko. -Weź go i noś z dumą.
Angelo niepewnie chwycił pudełeczko. Było ciężkie. Ostrożnie je otworzył. Na małej poduszeczce leżał medalion w kształcie owalu. Na medalionie był korona założona na długie rogi, a dookoła niej piął się bluszcz. Patrzył zachwycony na arcydzieło.
-Dz- dzie- dziękuję. -Szepnął zachwycony.
Diabeł kucnął przed chłopcem.
-Wiesz co to jest? -Zapytał patrząc w czerwone oczy syna.
-Twój medalion.
-Owszem. -Zamknął pudełeczko w dłoni Angela. -Na nim jest godło naszego państwa. Jeżeli go nosisz, oznacza, że jesteś władcą, lub potomkiem władcy.
-Czyli. - Uśmiechnął się zaskoczony. -Naprawdę jestem twoim synem?
Diabeł uśmiechnął się do niego. 
-Zawsze nim byłeś. -Poklepał syna po ramieniu.
-Dziękuję. 
Vidar czuł, że chłopak dziękuje mu za coś jeszcze, ale nie wiedział za co.

-----------------------------

Angelo na swoim perłowym koniu kłusował za Feniksem i Elizą. Na jego ustach lśnił szeroki uśmiech.
-Szybciej książę! -Krzyknął Feniks. -To nie godzi, aby gwardzista był szybszy...
-Przestań! -Odkrzyknął przyśpieszając do galopu. -Mam na imię Angelo. -Wyszczerzył się w uśmiechu.
Eliza ze śmiechem podjechała do rówieśnika.
-Lubię jak się śmiejesz.
Angelo spojrzał na nią zaskoczony.
-Jak to? -Zatrzymał konia. -Lubisz mnie tylko jak się śmieje?
Eliza również się zatrzymała, obok niej stanął Feniks.
-Angelo. -Zaczął gwardzista, ale chłopiec już był daleko. -Książę!
-Przestań tak na niego mówić. -Szepnęła Eliza. -On chce być zwyczajny.
Mężczyzna uderzył małą służkę w głowę.
-Nie pouczaj mnie. -Syknął. -Powinnaś być wdzięczna, że masz prawo spędzać z nim czas i jeździć na królewskim wierzchowcu.
Do oczu dziewczynki napłynęły łzy. Nikt jej nigdy nie uderzył, a Pan traktował jak córkę. Zeskoczył z konia i ruszyła w stronę pałacu.
-Nie będę już Panu przeszkadzać. -Jej głos był nabrzmiały od łez.
Po chwili obok niej galopem przejechał Feniks trzymając za lejce jej konia.

-------------------------------

Angelo dotarł na wielką polanę. Zeskoczył z konia i pozwolił mu się paść. Nie przywiązywał go, zwierze było na tyle mądre, że wróci do pałacu. Chłopiec przeciął polanę i wszedł w gęstwinę lasu. Otarł łzy z twarzy i zaczął wyszukiwać tropów. Uwielbiał chodzić z myśliwymi na polowania więc wiedział jak odnaleźć królika czy sarnę.
Po pewnym czasie zrezygnował i usiadł na ziemi.
-Dlaczego nikt mnie nie lubi? -Zapytał sam siebie. -Dlaczego jestem sam?
Nikt mu nie odpowiedział, a sam też nie znał odpowiedzi. Siedział tak i rozmyślał jak znaleźć się miejscu z bajek. Bajek które czytała mu mama. Były tam księżniczki i smoki, rycerze na białych koniach, magowie i wróżki, a najważniejsze było to, że w tych bajkach nikt nie cierpiał. Angelo chciał być w takiej bajce, nawet jako zwykły chłopczyk z wioski, ale byłby szczęśliwy. Już by nie płakał. nie byłoby Marty, nie byłoby smutku. Tylko słońce i radość.
Siedział tak przez kilka godzin, nie czół upływu czasu, czół tylko jak wiatr tańczy razem z jego włosami. Patrzył tak na trawę i myślał odcięty od rzeczywistości. Nawet nie zauważył jak obok niego pojawił się jakiś niebieski stworek. Stworzonko z zaciekawieniem przyglądało się smutnemu chłopcu. Po cichu podeszło do niego i dotknęło łebkiem stopy chłopca. Angelo nie zareagował, a po jego policzku spłynęła samotna łza. Na nią też nie zwrócił uwagi. Marzył o pięknej bajce w której mógłby się znaleźć.
Stworzonko widząc, że nie zwróciło uwagi chłopca odważnie stanęło tuż przed nim. Nadal nie doczekało się reakcji. Stworek machnął niebieskimi skrzydełkami, i wskoczył na kolana chłopca.
Zaskoczony Angelo przewrócił się uderzając głową o kamień.
-Au. -Jęknął cicho.
Ostrożnie się podniósł i spojrzał na gada który go wystraszył. Smok siedział grzecznie na trawie patrząc na chłopca. Miał ciemnoniebieskie łuski, tylko od spodu pyska do zakończenia ogona biegł jaśniejszy pasek. Skrzydła były poprzecinane czarnymi, wyglądającymi jak korzenie, cienkimi paskami. Pysk smoka przypominał pyszczek kota, tylko zamiast futerka pokryty był łuskami i nie sterczały z niego wąsy. Jednak najbardziej uwagę przyciągały ślepia. Zazwyczaj Smoki mają złote bądź czerwone oczy, ale ten miał srebrne.
-Cześć. -Angelo uśmiechnął się do smoka. -Co tu robisz? -Zapytał siadając.
Smok nie odpowiedział tylko wskoczył na kolana chłopca. Angelo zauważył, że grzbiet gada pokrywają nierównomiernie rozmieszczone kolce.
-Śmieszny jesteś. -Smoczek położył przednie łapki na klatce piersiowej chłopca pokazując mu pazurki. -Nie rób tak. -Angelo strącił łapki stworzonka i odstawił go na ziemię. -Zostaw mnie. I tak mnie nie polubisz.
Smok nie zamierzał odpuścić. Wskoczył na ramię chłopca i jak kot otarł się o jego policzek. Angelo zdjął go i trzymając w dłoniach, zmierzył wzrokiem.
-Czego chcesz? -Smok owinął ogon wokół nadgarstka chłopca. -Ej!
Zamachnął się ręką, ale gad trzymał się mocno. Gdy spojrzał na niego w jego srebrnych oczach można było dostrzec rozbawienie.
"Jeszcze raz!" rozległo się w głowie chłopca. Zaskoczony posadził Smoka na swojej dłoni.
-Ty mówisz?
"Oczywiście! Wszystkie smoki mówią" Smok potrząsnął łebkiem. Położył się wzdłuż jego przedramienia.
-Czego chcesz? -Angelo był przerażony widząc "bransoletkę" ze Smoka.
"Zabierz mnie ze sobą".
Angelo usiadł na trawie.
-Nigdzie nie idę. -Uśmiechnął się do stworzonka. -Opowiesz mi o was?
"Nas?" Smoczek zeskoczył na kolana chłopca. "Jakich nas? Jestem sam"
Angelo zmarszczył czoło. Zawsze myślał, że Smoki nie chodzą same, a tym bardziej małe Smoki.
-Twoi rodzice? -Zapytał przyglądając się oczom stworka.
Smok zwinął się w kulkę.
"Oni mnie nie chcą. Jestem inny"
-Tata mi mówił, że Smoki są zawsze szczere.
Angelo nie uzyskał odpowiedzi. Pogłaskał niepewnie Smoka po łebku.
"Zabierz mnie"
Chłopiec podniósł głowę. Pomiędzy drzewami dostrzegł nikły blask księżyca. Wziął gada na ręce i wstał.
-To idziemy.

Angelo bardzo dobrze znał ten las. Uwielbiał patrzeć na drzewa które każdego dnia wydaja się być inne. Pewnie szedł na polane gdzie powinien czekać koń. Jak się okazało nie czekał na niego nikt. Poczuł jak Smok owija mu się wokół prawej ręki. Rozejrzał się po polanie, może ktoś czekał w cieniu drzew. Nie zauważywszy nikogo ostrożnie przeszedł przez polanę i przez las doszedł do drogi. nie lubił wracać. Możliwe, że ciotka nadal jest w pałacu, możliwe, że mama będzie zła. Zrezygnowany i smutny ruszył w stronę ogromnego pałacu.
Niepostrzeżenie wśliznął się do ogrodów. Mama siedziała przy krzewie jego ulubionych róż, a po jej policzkach płynęły łzy. Chciał do niej podejść, gdy usłyszał głos ojca.
-Ty idioto! -Na kogoś krzyczał. -Jak mogłeś go zgubić?!
-Panie ja... -To był głos Feniksa. Nie skończył mówić, ponieważ przerwał mu wściekły głos Vidara.
-Milcz! Jesteś nikim! -Rozległo się skomlenie jakby ktoś uderzył psa. -Miałeś przez jeden dzień pod opieką dwójkę dziewięciolatków! Pozwoliłeś żeby mój syn popędził gdzieś w las, a Elizę znaleziono prawie martwą!
Angelo zakrył usta dłonią. Spojrzał na mamę. Kobieta zakrywała twarz dłońmi i cała się trzęsła.
-Vidar zostaw go! -Do ogrodu weszła ciotka Marta. -To nie jego wina.
Zza ozdobnego drzewa wyszedł postawny diabeł, ciągnąc coś za sobą. Rzucił to pod nogi Marty.
-Miał się nimi zająć. -Wysyczał na tyle głośno, że chłopiec to usłyszał. -Przez niego Angelo może nie żyć!
Kobieta zrobiła parę kroków w tył.
-Bękart twojej nałożnicy? -Prychnęła. -Chyba sobie kpisz! Zasłużył sobie na to!
Kanami wstała chwiejąc się. Wokół niej miotały się płomienie.
-Marta! -Krzyknęła. -Nie masz prawa tak mówić o moim synu!
Diablica zaśmiała się i podeszła do Kanami. Pchnęła ją, a ta upadła.
-Jesteś nikim! -Spojrzała z pogarda na brata. -A ten twój synek całkiem nieźle sobie radzi w łóżku!
Po ogrodzie poniósł się jej śmiech. Kanami ze łzami w oczach patrzyła na Martę.
-Niech cie pochłonie ogień piekielny. -Powiedziała zaciskając pięści. -Za krzywdy mojego syna! -Diablica przestała się śmiać.
-Nauczyłeś tą szmatę naszych Darów? -Pogarda w jej głosie mieszała się ze strachem.
-Za strach mojego dziecka! -Ciałem Kanami wstrząsnął szloch. Na jej głowie pojawiły się rogi, ogon oplótł się wokół jej nóg, a płomienie zmieniły barwę na czarną. -Niech bramy Piekła się rozstąpią, a Piekielny Ogień pochłonie twe plugawe ciało!
Vidar odsunął się od Marty. Ziemia zatrzęsła się. Angelo przytulił Smoka, a pod Martą rozstąpiła się ziemia. Kobieta wrzasnęła. Nie spadła, choć właśnie tego się obawiała. Zaczęła się śmiać.
-Ty głupia Szmato! -Wyszczerzyła się w szyderczym uśmiechu. -Przyzwanie Piekieł nie jest dla ciebie! Jesteś słaba!
Z dłoni Kanami wystrzeliły strumienie ognia. Płomienie wpełzły do szczeliny w ziemi, a po chwili pomarańczowe języki ognia zaczęły lizać nogi Marty. Kobieta zaczęła piszczeć.
-Dziwko!
Płomienie otoczyły całą jej sylwetkę, Angelo chciał zamknąć oczy, ale ta kobieta zabiła jego duszę, wypełniła jego życie cierpieniem. Musiał widzieć jej egzekucje.
Po paru minutach po ciele Marty nie zostało nic. Piekielny ogień wrócił do ciała Kanami, a ziemia się zamknęła. Kanami upadła, a przerażony Vidar przypadł do niej. Podniósł ukochaną i przytulił. Angelo wstał. Chciał przytulić rodziców, podziękować za uwolnienie od tego potwora. Podbiegł do rodziców.
-Mamo?
Półprzytomna kobieta spojrzała na syna.
-Oh, Angelo. -Miała bardzo słaby głos. -Jesteś.
Vidar mocniej ją przytulił. Podniósł głowę. Jego czarne oczy spotkały się ze szkarłatnymi Angela.
-Gdzie byłeś?  -Zapytał nie wyraźnie.
-W lesie.
Chłopiec klęknął przy mamie. Położył głowę na jej piersiach.
-Synku nie płacz. -Położyła dłoń na głowie chłopca. -Jestem przy tobie. Zawsze będę. -Ręka opadła, a oczy się zamknęły.
Angelo podniósł zapłakaną twarzyczkę.
-Tato? Czy mama będzie żyła?
Diabeł nie odpowiedział. Wstał z ukochaną na rękach.
-Choć.
Angelo posłusznie poszedł za ojcem. Stanął na chwilę przy nieprzytomnym Feniksie, ale gdy usłyszał warknięcie ojca, szybko za nim pobiegł. Vidar ułożył Kanami w salonie. Okrył ją kocem i usiadł na podłodze tuż obok niej. Angelo stanął przed ojcem.
-To moja wina.
-Vidar spojrzał na niego.
-Dziś są twoje urodziny. -Powiedział od tak. -Miała dla ciebie prezent. Chciała żebyś wiedział jak bardzo cie kocha. -Przyjrzał się ręce chłopca. -Widzę, że sam znalazłeś ten podarek.
Angelo zmarszczył brwi.
-Nie rozumiem. -Spuścił głowę.
-Smok. -Stwierdził po prostu.
Przy stopach Angelo zaczęła się tworzyć kałuża łez.
-Zabiłem ją. -Otarł policzek. -Martwiła się i zabiła Martę, zapłaciła za ten Dar życiem.
-O czym ty mówisz?
-Czytałem o darach. Chciałem odnaleźć swój. -Pociągnął nosem. -To co mama zrobiła kosztowało życie.
Vidar wstał.
-Mów!
-Piekło zabrało Martę, Nieczystą. W zamian potrzebuje Czystej duszy. Musi być równowaga.
Diabeł klęknął przed synem.
-Błagam. Przynieś mi tą książkę.

--------------------------------------

Następny dzień Angelo spędził przy mamie. Siedział przy jej łóżku, nie jadł, nie pił. Czuł się winny. Vidar całą noc i dzień szukał pomocy w księgach, ale nic nie znalazł.
-Angelo. -Słaby głos Kanami przywołał chłopca. -Synku.
-Mamo! -Usiadł tak żeby mogła go widzieć. -Jak się czujesz?
-Skarbie idź po tatę. -Szepnęła.
Żywiołak wybiegł z pokoju i jak burza wpadł do gabinetu ojca.
-Mama... obudziła... chciała... choć! -Wydyszał.
Vidar przetrawił paplaninę syna. Podniósł głowę, w jego oczach szalała wściekłość.
-Jeszcze raz. -Nakazał.
-Mama się obudziła. -Powiedział cicho. -Chciała żebyś przyszedł.
Diabeł wstał, minął syna i ruszył do sypialni ukochanej. Chłopiec biegł za nim. Drzwi do sypialni zamknęły się za nimi.
-Vidar. -Cichy głos Kanami przyciągnął Diabła. -Muszę ci coś powiedzieć.
Angelo wdrapał się na łóżko.
-Mów Płomyczku. -Vidar usiadł przy niej i chwycił ja za rękę. -O co chodzi.
-Ja umieram. -Spróbowała zacisnąć palce na dłoni Diabła. -Proszę, zajmij się naszym synkiem.
Pocałował ją w czoło.
-Przestań, przeżyjesz. -W jego oczach zaszkliły się łzy.
Zaśmiała się cicho.
-Pozwolili mi wrócić tylko dlatego, że nie potrafili znieść moich łez.
-Kto? -Zapytał przerażony.
-Piekielne istoty. -Szepnęła. -Taka jest cena za śmierć Marty.
Vidar przycisnął dłoń Kanami do swojego serca.
-Nie odchodź.
-Muszę. -Zamknęła oczy. -Taka jest cena, ze szczęście naszego syna. -Westchnęła. -Bez wahania zrobiła bym to ponownie.
-Kocham cię Płomyczku.
Angelo wraz z ojcem patrzyli jak życie powoli ucieka z ciała Kanami.
-Mamo. -Pisnął Angelo przez łzy.
-To twoja wina. -Diabeł położył dłoń Kanami na kołdrze. Odwrócił się do syna. -Przez ciebie zginęła. -W jego czarnych oczach szalała furia. -Nienawidzę cię. -Szepnął i uderzył syna w twarz. -Nienawidzę. Uderzył go ponownie.
Ogłuszony Angelo uderzył o ścianę.
-Tato... -Pisnął słabo i stracił przytomność.

-------------------------------

Angelo wytrzymał sześć lat. Ojciec każdego dnia wytykał mu śmierć matki, a każdego roku w jego urodziny, zamiast złożyć życzenia bądź uśmiechnąć się katował go do nieprzytomności. Chłopak miał już dość. Smok dzielnie dotrzymywał mu towarzystwa, choć nie raz był zostawiany w lesie przez Vidara. Skończył piętnaście lat i miał dość takiego traktowania. Spakował najpotrzebniejsze rzeczy i spokojnie czekał do wieczora. Tego dnia jednak ojciec zmienił przyzwyczajenia.
-Angelo!
Chłopak z niechęcią wyszedł z pokoju i poszedł do gabinetu Vidara.
-Panie. -Powiedział stając w progu ze spuszczoną głową. -Wzywałeś?
Diabeł zaśmiał się.
-Co ty taki poważny? -Zapytał dziwnie radosny.
-Nie rozumiem. -Zacisnął powieki. Był pewien, że za chwilę poczuje uderzenie w twarz.
-Synku. -Angelo wstrzymał powietrze. -Dlaczego się tak zachowujesz? -Nic nie powiedział. -Jest taki piękny dzień.
-Dlaczego mnie wezwałeś? -Zapytał cicho nie otwierając oczu.
-Och przestań. -Diabeł podszedł do syna i przytulił go. -Przecież to były żarty.
Wokół Angela pojawiły się fioletowe płomienie.
-Żarty? -Wysyczał odpychając ojca. -Żarty do cholery jasnej?? Żarty?!
-Ależ oczywiście! -Zapewnił z zapałem.
-Ty chyba kpisz! -Chłopak spojrzał z furią na ojca. -Przez pięć lat mnie poniżałeś, biłeś, ośmieszałeś i traktowałeś jak zło konieczne. Ja ma uwierzyć, że to żart?!
Vidarovi zrzedła mina. W szkarłatnych oczach syna widział nienawiść i gniew.
-Uspokój się. -Powiedział. Jego głos był nabrzmiały od strachu.
-Nie!
I nagle padł cios. Angelo upadł na kolana trzymając się za prawe ramię. Płomienie na jego ciele znów były szkarłatne.
-Milcz szczeniaku. -Z cienia wyszedł wysoki, szczupły Diabeł. -Nie masz prawa zwracać się tak do swojego ojca.
Angelo podniósł głowę na obcego i splunął mu pod nogi. Mężczyzna bez wahania kopnął chłopca w głowę. Upadł jak długi, z nosa ciekła mu krew, a po policzku spłynęła samotna łza.
-Dlaczego? -Jęknął krztusząc się krwią.
-Bo śmieci muszą znać swoje miejsce. -Na ustach mężczyzny pojawił się szyderczy uśmiech. -Tylko nie jej nie połknij.
Chłopak uniósł się na rękach, wypluwając krew zmieszaną ze śliną.
-Nienawidzę was. -Wycharczał, jego ciało otoczyły płomienie.
Po chwili leżał na środku swojego pokoju. Smok zeskoczył z łóżka i usiadł obok swojego pana.
"Co się dzieje"
Chłopak chwiejnie wstał pozostawiając stworzenie bez odpowiedzi. Chwycił za plecak i wyciągnął rękę do Smoka. Gad bez wahania owinął się wokół przedramienia.
-Mama dość. -Szepnął patrząc za okno. -Nie zniosę tego miejsca.
"A co z Kalayo? Przecież on jest u..."
-Nie mam wyjścia. -Westchnął. -Poradzi sobie.
Smok już nic nie powiedział.
Angelo stanął na parapecie i wyskoczył. Gdy leciał z jego pleców wystrzeliły ogromne skrzydła. Wzbił się w powietrze i poleciał jak najdalej od miejsca, którego nienawidził.

-----------------------------------------

-Tak to mniej więcej było.
Ragno patrzył na Żywiołaka ze smutkiem w oczach.
-Miałeś przerąbane.
Angelo uśmiechnął się słabo.
-To jak? -Zapytał patrząc Opiekunowi w oczy. -Znajdziemy moją córeczkę?
Ragno się zamyślił.
-Oczywiście, tylko nadal nie rozumiem dlaczego jesteś nadopiekuńczy w związku z Kalayo.
Żywiołak przeciągnął się i wstał.
-Nie ważne.
Wyszedł z pokoju zostawiając opiekuna samego.

----------------------------------------

Rozmowa zajęła im cała noc, dwie paczki krakersów i po trzy kubki kawy na łebka.

I już :)

Już koniec porywającej historii Angelo.
Mam wielką nadzieję, że wam się podobała i zostawicie komentarze i może obserwacje. Zapraszam również do wklejania w komentarzach linków do waszych blogów. 
Pozdrowienia z Piekielnego Pałacu :P

14 komentarzy:

  1. Pełne emocji i nie zwalnia ani na chwilę. :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twoje opowiadanie jest pełne przeróżnych emocji i one wyciągają wszystko na wyżej niż można by zakładać. Człowiek na pierwszy rzut oka widzi świat fantasy, a tu nagle z tego bajkowego świata dostaje po mordzie wątkiem pedofilii i rozpadającej się rodziny. To rzadkie połączenie i też wymaga talentu, żeby to wszystko ze sobą zazębić. Ty ten talent masz.
      Pozdrawiam.

      Usuń
    2. Dziękuję <3 nawet nie wiesz jak wiele to znaczy :*

      Usuń
    3. Cieszę się, że Cię jakoś motywuję.
      Ja Tobie też dziękuję za opinie na moim blogu ^^

      Usuń
  2. Nawet fajne opowiadanie. Podziwiam Cię. Sama pisze opowiadania dodatkowo ale jakość nie chce mi się ich przepisywać na komputer, więc dalek siedzą w moim zeszycie. Jeśli chcesz mogę ci zeskanować i przesłać przez maila, tylko daj znać.
    Musisz jeszcze trochę popracować nad stylem i według mnie przydało by się zmienić ściąge pisma, bo sprawia minimalne długości w odczytywanie.
    A i piosenka świetnie pasuje do twoich opowiadań.
    Skontaktujesz się na priv? Myśle, ze byśmy się dogadały bez problemu :)
    anasty23.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Gdzie ty masz tu u siebie link do obserwacji, bo nie można znależć?

      Usuń
    2. Link do obserwacji... he he he jakoś mi umknął... Ale można przecież skopiować link i dodać na blogerze :) Cieszę się, że opowiadanie w jakiś tam sposób ci się spodobało ;) i bardzo dziękuję za krytykę mojego stylu, postaram się coś zmienić, tylko co? A jeśli chodzi o czcionkę... przepraszam, ale ją kocham :)

      Usuń
  3. MI tam czcionka pasuje.. ^^ :D
    A jeżeli chodzi o rozdział to... WOW !
    Ale mam jedno ale... dlaczego to już koniec historii Angelo ?! :c
    Ja naprawdę do niej się przywiązałam.. ;c
    Rozdział świetny :* ♥
    Życzę weny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wielkie dzięki za miłe słowa :*
      Ale chyba źle to ujęłam, Angelo oczywiście będzie jakoś zapoznawał Was ze swoją historią, ale nie wszystko od razu :D

      Usuń
    2. No to co mnie stresujesz ?! :D

      Usuń
  4. Mój mail:
    anasty.elizobeth@gmail.com

    OdpowiedzUsuń