Przeskocz i dowiedz się

niedziela, 30 sierpnia 2015

Rozdział 9. Kalayo w akcji!

Szkoła!

Od jutra szkoła, a ja się trzęsę jak nienormalna :/ okej mniejsza z tym wy też jutro macie pierwszy dzień w szkole :) Mam nadzieję, że mój rozdział jakoś wam poprawi humorki.
P.S. Właśnie się zorientowałam, że mój blog tonie niesamowite-życie, a niesmowite-życie -.- Bardzo mądre...
KOMENTUJCIE, ZOSTAWIAJCIE LINKI DO WAS, CZEKAM NA POCHWAŁY I KRYTYKI, ZAWSZE STARAM SIĘ ODWDZIĘCZYĆ ZA WASZĄ WIZYTĘ (JEŻELI MACIE BLOGA).


Kalayo w akcji!

Kalayo zerwał się z łóżka  długo przed świtem. Po cichu się umył i ubrał. Ostrożnie zajrzał do pokoju brata. Angelo leżał zwinięty na łóżku. Tuż obok niego leżał mały Smok. Wszystko było by dobrze gdyby nie to, że kołdra pod którą leżał Żywiołak trzęsła się, a w pokoju słychać było cichy szloch. Kalayo ostrożnie zamknął drzwi i cichutko zszedł do kuchni. Szybko zjadł kanapkę, obmył naczynia i z torbą na ramieniu wyszedł na chłodny poranek. Żywiołak dokładnie zbadał trasę od domu do ulicy na której zniknęła jego bratanica. Krok po kroku, przyglądając się najdrobniejszym elementom, szukając nawet najmniejszych podpowiedzi szedł do ulicy. Na szczęście droga była zamknięta, żaden samochód nie mógł przejechać, dzięki czemu łatwiej było cokolwiek znaleźć. Chłopak wyjął z torby szkło powiększające i zaczął poszukiwania. Teren był spory, więc podzielił go sobie na pięć odcinków. Dokładnie przypomniał sobie co się wydarzyło.
Przez jakiś czas męczył brata o słodycze, aż dostał portfel. Wbiegł na jezdnię i... no właśnie. Dokładnie tyle pamiętał. Wiedział też co się stało potem. Potrącił go samochód, Angelo podał Iskierkę Amelii. Potem Angelo dobiegł do nieprzytomnego brata, a Amelia wraz z dzieckiem zniknęła.
Jako że Kalayo od zawsze bawił się w detektywa wypytał brata o każdy szczegół.
Podszedł do miejsca, w którym Amelia stała z małą na rękach. Dokładnie zbadał teren i zaczął zataczać coraz większe kręgi. Nagle jego oczom ukazał się mały przedmiot. Telefon. Chłopak wyjął z torby plastikową torebkę i za jej pomocą podniósł telefon. Zapakował zdobycz do torebki i całość wrzucił do torby przewieszonej przez ramie. Przeszedł jeszcze kawałek i dotarł do kosza na śmieci. Niechętnie zaczął w nim grzebać. Skórki po owocach, opakowania po jogurtach, brudne butelki, jakieś szkła, papierki po cukierkach. Wyjmował wszystko do pudełka. W pewnym momencie znalazł paragon. Zakupy nie były oryginalne. Cukier szary, marchew, śmietana, szklana miska, kosz... nic ciekawego. Jednak coś na tym papierku zwróciło jego uwagę. Na odwrocie był napisany czyjś numer, i podpis Enriz. Zaskoczony Kalayo schował znalezisko do kolejnej plastikowej torebki i wrzucił ja do torby.
Przerzucił zawartość pudełka z powrotem do kosza. Wyprostował się i rozejrzał. Zza wieżowca wychylało się już słońce, a na ulicy pojawiali się ludzie. Ta ulica była jedna z niewielu, otwieranych dla pojazdów od określonej godziny. Niewzruszony kontynuował poszukiwania. Przeszedł wzdłuż chodnika na którym stała Amelia i przyjrzał się sytuacji z innej perspektywy. Wyobraził sobie jak jakiś chłopiec przebiega przez ulicę, jak wjeżdża w niego samochód i jak do chłopca podbiega starszy brat. Oczami wyobraźni zobaczył moment w którym brat chłopca podaje dziecko towarzyszącej mu dziewczynie, a potem... Cóż potem pustka.
Kalayo podszedł do przejścia, na którym został potrącony. Ślady opon. Były wyraźne, ale nie zmieniało to faktu, że mógł być to inny samochód. Z frustrowany stanął na jezdni tuz przed miejscem gdzie stała Amelia. Przyjrzał się uważnie asfaltowi. Takie same ślady. Zaintrygowany przeszedł powoli koło wysepek i klęknął obok jednej z nich. Wyraźne ślady zawracającego auta.
Zadowolony z siebie wyciągnął z torby aparat i wielkie białe cyfry. Przy śladach na przejściu umieścił jedynkę, obok cyfry położył dwie listewki, które stworzyły razem kąt prosty. Pstryknął kilka zdjęć, każde pod innym kątem i całą operację powtórzył dwa razy zmieniając cyfry na dwa i trzy. Usatysfakcjonowany schował przyrządy. Ludzie mijali go z dziwnymi minami. Zerknął na zegarek. Za pół godziny otworzą ulicę dla samochodów. Z tego co wiedział była zamknięta od wczorajszego wypadku. Przyjrzał się jeszcze raz otoczeniu i stwierdził, że nic tu po nim. Upewnił się, że wszystko co powinien mieć leży bezpiecznie w torbie i pobiegł do domu.

----------------------------------

Kalayo po cichu wszedł do wielkiego domu. Bezgłośnie zdjął buty i z torbą na ramieniu wszedł do salonu.
-Gdzieś ty był? -Spokojny głos Angela był jak chlaśnięcie biczem.
-Na dworze...
-Powinieneś leżeć. -Powiedział tym samym spokojnym głosem.
Kalayo spojrzał bratu w oczy. Jedyne co w nich zobaczył to smutek. Nie do końca wiedział o co chodzi, ale widząc różę leżącą na jego kolanach mógł się domyślić gdzie Diabeł spędził poranek. Zaskoczony chłopak podszedł do brata, stawiając na podłodze torbę podniósł kwiat. Zero reakcji.
-Nie bądź zły. -Powiedział cicho obracając kwiat w dłoni. -Nie lubię jak jesteś na mnie zły.
-Nie jestem zły. -Znów ten spokojny ton. -Jestem wściekły. -Powiedział, a róża w dłoni chłopca zapłonęła. -Nie wiem co sobie wyobrażasz łażąc po mieście od czwartej nad ranem...
-Wcześniej. -Sprostował zakłopotany.
-Nie potrafię zrozumieć czy uważasz mnie za głupiego. -kontynuował ignorując wtrącenie brata. -Nie jestem pewien czy myślisz nad tym co robisz, ale wiem jedno. -Kalayo spuścił głowę. Czół się jak na dywaniku u ojca. Brakowało tylko bólu związanego z ciosem zadawanym przy każdym słowie. -Nie jesteś idiotą.
Zaskoczony chłopak podniósł wzrok. Znów patrzył w szkarłatne tęczówki Angela.
-Ale...
-Nie jestem taki jak on.
Zapadła cisza. Patrzyli tak na siebie przez jakiś czas, żaden nie chciał się odezwać. Obaj wiedzieli kogo Angelo miał na myśli, obaj nie chcieli wypowiadać tego imienia.
Żaden z nich nie miał łatwego dzieciństwa. Angelo przeszedł z jednego patologicznego domu do drugiego, a Kalayo mieszkał tylko w jednym, ale równie nieprzyjemnym. Oczywiście z początki Kalayo miał łatwiej. Ojciec znęcał się w większości nad Angelo, ale gdy ten przeniósł się do biologicznego ojca, zaczęło się piekło i dla młodszego z braci.
-Przepraszam. -Szepnął Kalayo patrząc w szkarłatne tęczówki brata.
Diabeł pokręcił głową i wstał. Wyszedł z domu i usiadł na zielonej trawie w ogrodzie. Kalayo usiadł naprzeciwko niego, a pomiędzy nimi postawił torbę z dowodami.
-Co to jest? -Zapytał Angelo, a jego brwi podjechały do linii włosów.
Uśmiechnięty od ucha do ucha Kalayo przesunął torbę w stronę brata, a wokół jego oczu zaczęły przemieszczać się pomarańczowe płomyki.
-Dowody. -Rozejrzał się. -A gdzie Ragno?
-Nad grobem Klaudii. -Odpowiedział sztywno Angelo i wyjął z torby telefon i paragon. -Gdzie to znalazłeś? Dlaczego nie leżysz w łóżku??
-Bo się czuje lepiej?
Angelo przyjrzał się bratu uważnie. Wyglądał normalnie, nie licząc wielkich sińców pod oczami.
-Niech ci będzie. -Diabeł przeczesał włosy palcami i skrzywił się gdy natrafił na rogi. -Długo już tam są?
-Od rana. -Kalayo wyszczerzył zęby w uśmiechu. -Nie martw się, tak źle to nie wygląda.
Diabeł znów się skrzywił. Nie lubił się w tej postaci, był mordercą. Każdego dnia walczył z samym sobą. Wiedział o Diabłach dość sporo. Nie wiedział oczywiście wszystkiego, ale znał podstawowe wady. Co jakiś czas potrzebował krwi. Nie był jak bezmyślne Wampiry, ale co jakiś czas musiał zaspokoić głód. Zazwyczaj pił raz na miesiąc, zazwyczaj, ale nie zawsze. Ostatnio zaniedbał swój obowiązek i z tego powodu nie panował nad postacią jaką przybierał.
-Co wiemy? -Zapytał przeglądając telefon. -Jakieś informacje gdzie może być mała?
-Nie. -Kalayo wskazał na paragon. -Ale tam jest jakiś numer. Do Enriz.
Angelo zesztywniał. Odłożył telefon i sięgnął po wskazany przedmiot. Wysunął z kieszeni swój telefon i wstukał widniejący na papierze numer. Po dwuch sygnałach odebrała jakaś kobieta.
-Halo?
Przez głowę Angelo przebiegła chmara myśli. Jednak jedyne pytanie jakie przyszło mu do głowy było bezsensowne.
-Dzień dobry. -Przywitał się spokojnie.
-O co chodzi? -Kobieta była bardzo spokojna.
-Chciałbym o coś zapytać. -Zaczekał chwilę, ale nie odpowiedziała. -Jakiś czas temu znalazłem pani numer w pamiętniku mojej dziewczyny. -Nabrał powietrza, nie chciał tego mówić, nie chciał aby kłamstwo w jakiś sposób zahaczało o Klaudię. -Czy zna pani może Klaudię... -Nie dokończył.
-Znam. -Szepnęła łamiącym się głosem. -A raczej znałam. Zmarła jakiś czas temu.
-Wiem.
Tyle. Trzymał przy uchu telefon wsłuchując się w oddech rozmówczyni.
-Zgaduję, że pani to Enriz?
-Tak.
Rozłączyła się. Angelo jak zaklęty wpatrywał się w ekran telefonu. Po jego policzku spłynęła łza, mały płomyczek spadł na ekranik i znikł. nie został po nim nawet ślad.
-Wszystko dobrze? -Zapytał niepewnie Kalayo. -mogę jakoś pomóc?
Angelo pokręcił głową. Spakował wszystko do torby i wstał.
-Już dużo zrobiłeś. -Wyszeptał. -Dziękuję, teraz odpocznij, proszę cie.
Diabeł zarzucił sobie torbę na ramie i wskazał bratu drzwi wejściowe. Chłopak bez gadania poszedł w wskazanym kierunku, w domu grzecznie wszedł na schody i pod czujnym spojrzeniem smutnych, szkarłatnych oczu zakopał się w pościeli. Zamknął oczy i przyciągnął kołdrę pod brodę. Nagle poczuł jak łóżko ugniata się pod czyimś ciężarem. Uniósł niepewnie powieki.
-Czemu jesteś taki smutny? -Zapytał siedzącego tuż obok brata.
-Ta dziewczyna. -Szepnął jakby do siebie. -To przez nią nie ma tu Klaudii. To przez tą dziewczynę nie możesz poznać osoby, która rozświetla uśmiechem każdy dzień.
Kalayo usiadł i położył dłoń na ramieniu brata.
-Wiesz mamy dopiero trzynastą. -Szepnął. -Odpocząć mogę w nocy.
Angelo położył się na łóżku zwinąwszy się w kłębek.
-Ostatnio coraz więcej o niej myślę. -Szepnął zaciskając powieki. -Tak bardzo za nią tęsknię.
-Wspominaj. -Kalayo zaczął głaskać ramię brata. -Chętnie posłucham, poznam ją z twoich opowieści. -Diabłem wstrząsnął szloch.
-Jak chcesz. -Wyszeptał i zaczął swoją opowieść.

No tak...

Więc miłej nauki, niech wrzesień przyniesie Wam (i mi) jakiś tam przyjemności i żeby nauczyciele...
Co ja się będę męczyć? Będzie jak będzie i moje życzenia nic nie dadzą.
Oświadczam, że jak komentujecie, to mi jest milej, to bardziej chce pisać, to dla mnie tak wiele znaczy! 
Więc tak:
Wy komentujecie, Ja się cieszę i piszę dla Was kolejne rozdziały! Nie zapominajcie o zostawianiu linków do siebie :*
Pozdrawiam z Piekła

8 komentarzy:

  1. W końcu się doczekałem!!! ^_^
    Intryguje mnie to wszystko coraz bardziej :3 Nie mogę się doczekać ciągu dalszego

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi ale będziesz musiał czekać do przyszłego poniedziałku :)

      Usuń
  2. Hahaha, nauka nigdy nie będzie mila ;x
    A co do rozdzialu ...
    Właśnie w tej chwili chciałabym mieć moc czytania w myslach ... W Twoich myślach. :)
    Jak ja mam się położyć spać , gdy nie wiem jaka historie opwie diabeł ?! Tak bardzo ciekawość zzera mnie od środka, tak wiem, wiem, ciekawość to pierwszy stopień do piekla , ale moze gdy tam pójdę to dowiem się w końcu o przeszłości ....zdecydowanie dzisiejsza noc spedze na wymyślaniu historii Diabła.

    Pozdrawiam i życzę weny :]

    PS. Przepraszam za błędy ale nie chce mi się ich poprawiać XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo się cieszę że rozbudziłam twoją ciekawość :D jeśli chodzi o myśli... Chyba byś się zgubiła xD
      Dziękuję za wene na 100% wykorzystam ^^

      Usuń
  3. Przepraszam za nie potrzebny spam!

    Ona niewinna dziewczyna, która przeżywała w swoim życiu koszmar.
    On stara się ukryć przed wszystkimi prawdę o sobie. Tak naprawdę jest bardzo wrażliwy i ma wiele problemów.
    Nie znają się zbyt dobrze, ale kiedy pewnego dnia wszystko się zmienia, oni zaczynają się do siebie zbliżać.
    Ona ma chłopaka.
    On panienki do towarzystwa. Codziennie sypia z inną.
    Czy to ma jeszcze jakieś szanse?
    Czy uratują się od samych siebie?

    Przekonasz się czytając mojego bloga: www.strayinlove-lp-fanfiction.blogspot.com

    Z góry bardzo dziękuję za każdy komentarz czy obserwację, to wiele dla mnie znaczy.
    All the love, R. ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Z ochotą poczytam, ale mam nadzieję, że ty zostaniesz moim czytelnikiem :)

      Usuń